Zatrzęsienie na japońskiej scenie motoryzacyjnej! Nissan, niegdyś symbol niezawodności i innowacji, tnie koszty w Europie i szykuje się na radykalne cięcia. Czy to tylko korekta kursu, czy może zapowiedź głębszych problemów, które mogą odcisnąć piętno na przyszłości wielu fabryk? Sytuacja jest napięta, a wewnętrzne dokumenty wskazują na drastyczne kroki.
Zwalnianie etatów i cięcia w sercu europejskiej centrali
Wielkie zwolnienia w Nissanie właśnie stały się faktem, a fala cięć personalnych dotknęła europejską centralę firmy we Francji. Według doniesień, agencja Reutersa dotarła do wewnętrznych dokumentów, które rozwiewają wszelkie wątpliwości co do skali planowanych redukcji. Cięcia personalne obejmą 87 pracowników zatrudnionych w Montigny-le-Bretonneux – ośrodku, który zarządza nie tylko Europą, ale również Afryką, Bliskim Wschodem, Indiami i Oceanią. W sumie stamtąd wywodzi się około 570 etatów, więc redukcja o niemal 90 osób to znaczące przetrzebienie kadr. Co ciekawe, cięcia te mają dotyczyć głównie działów związanych z marketingiem i PR, co sugeruje próbę optymalizacji komunikacji i strategii rynkowej. Firma zapewnia, że porozumienie ze związkami zawodowymi zostało osiągnięte, a dla odchodzących pracowników przygotowano preferencyjny program dobrowolnych odejść, a niektórzy mają nawet szansę na relokację w europejskich strukturach koncernu.
Jak sam Nissan tłumaczy tę kuriozalną sytuację? Wewnętrzny dokument cytuje jasne stanowisko:
Ta decyzja jest napędzana potrzebą odzwierciedlenia rzeczywistości dzisiejszego środowiska biznesowego i sprostania konkretnym wyzwaniom w Nissanie
Nissan i plan naprawczy. 7 fabryk do zamknięcia?
To, co dzieje się w centrali, jest jednak tylko przedsmakiem prawdziwej rewolucji, jaką zamierza wdrożyć nowy dyrektor generalny, Ivan Espinosa, który objął stery w marcu 2025 roku. Jego plan restrukturyzacyjny, określany jako „The Arc” (choć jego realizacja zdaje się iść w zupełnie innym kierunku niż pierwotnie zakładano), zakłada drastyczne zmniejszenie mocarstwowych ambicji produkcyjnych.
Plan zakłada redukcję globalnych zdolności produkcyjnych aż o 30 procent! To oznacza spadek do poziomu około 2,5 miliona pojazdów rocznie. W kontekście europejskim i regionalnym, gdzie zatrudnionych jest około 19 tysięcy osób (z czego 60% to pracownicy europejskich struktur), brzmi to jak wyrok. Eksperci już teraz spekulują, że tak radykalne cięcia mogą oznaczać jedno: likwidację nawet 7 z 17 istniejących fabryk koncernu. To scenariusz, który wstrząśnie całym europejskim przemysłem motoryzacyjnym.
Carlos Ghosn początkiem problemów. Nissan wciąż pod kreską
Nie da się ukryć, że problemy Nissana mają swoje korzenie głębiej, w burzliwej historii sojuszu Renault-Nissan-Mitsubishi. Lata rządów kontrowersyjnego Carlosa Ghosna, którego aresztowanie i oskarżenia o korupcję wywołały lawinę niepewności, położyły się cieniem na kondycji finansowej firmy.
Wzrok należy skierować na bieżące wyniki, a te nie pocieszają. W ubiegłym tygodniu Nissan ujawnił, że pierwsza połowa bieżącego roku finansowego w Europie zamknęła się fatalnym, 8-procentowym spadkiem sprzedaży detalicznej. W efekcie, koncern obniżył swoje prognozy regionalne o kolejne 3 procent – do zaledwie 340 000 pojazdów. Choć firma liczy na odwrócenie trendu pod koniec roku dzięki promocjom, obecne cięcia sugerują, że zarząd nie wierzy w magiczne ożywienie. Ambitne cele sprzedażowe z początku 2023 roku, zakładające wywindowanie rocznej sprzedaży do 4,7 miliona aut do kwietnia 2027 roku w ramach planu „The Arc”, wydają się dziś mrzonką – redukcja mocy produkcyjnych do 2,5 mln sztuk dobitnie to pokazuje.
Nowe modele uratują Nissana? Ofensywa w salonach
W obliczu tej restrukturyzacyjnej zawieruchy, Nissan desperacko próbuje ratować sytuację ofensywą produktową. Kluczem do przyszłości ma być gruntowne odświeżenie oferty, szczególnie w segmencie elektryków, co jest naturalne w obliczu transformacji rynku. Po trzyletniej nieobecności na Starym Kontynencie, powraca ikona: Nissan Micra, ale tym razem wyłącznie w wersji elektrycznej.
Kolejne elektryczne wzmocnienie ma nadejść wiosną 2026 roku wraz z premierą zupełnie nowego modelu Nissan Leaf, który prawdopodobnie będzie próbował odzyskać utracony blask. W niedalekiej przyszłości spodziewana jest także nowa generacja popularnego crossovera Juke. Co ciekawe, Nissan coraz mocniej korzysta ze synergii sojuszu: śmiało można założyć, że nowe modele Nissana, tak jak ostatnio, będą miały swoje „bliźniaki”, czego najlepszym przykładem jest oczekiwane pokrewieństwo z nowym Renault Twingo. Czy elektryczna ofensywa okaże się wystarczającym remedium na historyczne problemy i drastyczne cięcia mocy produkcyjnych? To pytanie, na które odpowiedź przyniosą najbliższe lata.
