Nowa Toyota RAV4: amerykański komfort i cyfrowy kokpit w szóstym wydaniu.

Jarek Michalski

Nowa Toyota RAV4 szóstej generacji wjechała na polskie salony w styczniu i już teraz budzi spore emocje, choć żaden egzemplarz fizycznie jeszcze nie dotarł do klienta. Czy ten globalny bestseller, który w 2025 roku został najlepiej sprzedającym się nowym autem na świecie, faktycznie jest wart oczekiwania i tych blisko 3700 zamówień „w ciemno”? Przyjrzyjmy się, czym japoński SUV zaskakuje i czy dorównuje swoim amerykańskim aspiracjom.

Najlepiej sprzedające się nowe auto w 2025 roku – czy to przypadek?

Nie da się ukryć, że Toyota RAV4 to absolutna legenda segmentu SUV. Od premiery w 1994 roku, na globalne drogi wyjechało ponad 15 milionów egzemplarzy. Ubiegły rok przypieczętował jego dominację, z wynikiem ponad 1,01 miliona rejestracji, co czyni go „najlepiej sprzedającym się nowym autem 2025 roku”. Warto jednak pamiętać, że europejskie specyfikacje stanowią „zaledwie” około 17 proc. globalnego sukcesu, co tłumaczy, dlaczego kontynuacja kariery rynkowej rozpoczęła się w styczniu właśnie w USA. Ta globalna polityka ma duży wpływ na to, co widzimy w najnowszym wcieleniu.

Nowa Toyota RAV4: 2 tony na haku i tacka na burgera

Amerykańskie zamiłowanie do potężnych aut terenowych odcisnęło piętno na nowej RAV4. To, co budzi podziw, to fakt, że bez względu na wersję napędową – nawet bazowe odmiany – mogą ciągnąć przyczepy o DMC 2000 kg. To jest konkretna przewaga, zwłaszcza w starciu z coraz śmielej wkraczającymi na scenę chińskimi rywalami.

Z drugiej strony, jeśli fani poprzedniej generacji liczyli na luksus i wyrafinowanie typowe dla segmentu premium, mogą poczuć się… amerykańsko, ale niekoniecznie premium. Zamiast ekskluzywnych miękkich plastików i nastrojowego oświetlenia, dostajemy kabinowe rozwiązania, które zaskakują użytkowością, choć może nie wyrafinowaniem. Wrażenie robi na przykład demontowana pokrywa podłokietnika centralnego, która po odwróceniu może posłużyć jako stolik na… burgera.

Ostatecznie, choć wiele elementów jest miękkich i przyjemnych w dotyku, twardy plastik na konsoli środkowej czy boczkach drzwi ma być dowodem na priorytet Toyoty: trwałość. Jak zapewniali przedstawiciele marki, środek ma być „trwały i odporny na upływ czasu”, co dla wielu klientów będzie ważniejsze niż lśniące wstawki.

Zmieniło się wnętrze i elektronika. Co zyskała nowa Toyota RAV4?

Choć RAV4 szóstej generacji wciąż opiera się na tej samej płycie TNGA, inżynierowie dokonali zmian, które mocno wpływają na percepcję kabiny. Całkowicie przeprojektowano deskę rozdzielczą, którą obniżono o 4 cm. Efekt? Potęguje wrażenie przestrzeni i poprawia widoczność.

W centrum tej cyfrowej rewolucji znajdują się dwa wolnostojące ekrany. Wyświetlacz za kierownicą ma 12,3 cala i co kluczowe – matową matrycę. To świadomy zabieg, ponieważ w przeciwieństwie do tych stosowanych namiętnie przez Chińczyków – pozostaje wyraźny i czytelny również w rażącym słońcu. Dobre wrażenie robi też niemal 13-calowy ekran systemu Toyota Connect (platforma Toyota Arene). Choć to nowy system i nowa architektura, obsługa nadal jest intuicyjna, a personalizacja łatwa. Co więcej, system pozwala na szybkie wyłączanie niektórych systemów ADAS wymaganych przez UE, które bywają irytujące.

Na konsoli środkowej zniknął „mechaniczny lewarek” – zastąpił go elektroniczny selektor zmiany biegów. To uwolniło miejsce na dwa wygodne uchwyty na kubki, a wyżej umieszczono działające ładowarki indukcyjne 15W, które latem nie przegrzewają urządzeń dzięki bliskości wylotów nawiewów.

Toyota jak Tesla? Nagra, jak wjechałeś w dziurę

Najgłośniejszym echem tej cyfrowej modernizacji jest właśnie platforma oprogramowania Toyota Arene, która integruje elektronikę pojazdu. Daje to olbrzymie możliwości zdalnych aktualizacji. Wzorem Tesli, nowa RAV4 otrzymała automatyczny rejestrator zdarzeń drogowych. System automatycznie zapisuje nagrania z kamer pojazdu na 10 s przed i 10 s po zderzeniu (wystarczy czujnik przeciążeniowy). To funkcja, którą testujący przypadkowo wywołali podczas prób offroadowych. Warto, by polscy nabywcy pamiętali o możliwości zmniejszenia czułości systemu, jeśli nie planują ciągłej jazdy torpedą terenowym. Działanie Arene to także inteligentna korekta prędkości przed zakrętami na podstawie danych z nawigacji oraz możliwość używania telefonu z NFC jako cyfrowego kluczyka.

Z nową Toyotą RAV4 można pogadać. Powie ci, ile tym razem przegrała reprezentacja

Z nowej generacji wyłania się też nowy asystent głosowy. Nie jest to jeszcze pełnoprawna AI, ale samochód oferuje interakcję na zupełnie nowym poziomie. Teraz można go np. zapytać o wyniki meczu, kursy walut czy sprawdzić jakieś hasło w Wikipedii. Uspokajamy jednak purystów: mimo futurystycznych dodatków, Toyota zachowała zdrowy rozsądek. Choć zniknęły pokrętła klimatyzacji, do większości kluczowych funkcji dostęp zapewnia solidne fizyczne przyciski, które wciąż obsługiwać można w rękawicach narciarskich.

Jak jeździ nowa Toyota RAV4? 6. generacja to więcej niż lifting

Siła nowej RAV4 tkwi w podwoziu, a właściwości jezdne wydają się być jej najmocniejszym atutem. Mimo że to ta sama platforma TNGA, sztywność karoserii wzrosła o 10 proc. Dzięki przekonstruowaniu punktów mocowania zawieszenia i zmianom w amortyzatorach, SUV prowadzi się zauważalnie pewniej i bardzo dobrze radzi sobie z tłumieniem nierówności. Testy udowodniły, że zawieszenie jest ciche i potrafi skasować nawet poprzeczne nierówności bez wytrząsania pasażerami. Wyciszenie również poprawiono – więcej mat bitumicznych na podłodze i ścianach bagażnika oraz lepsze wytłumienie słupków A sprawiło, że w kabinie jest ciszej.

RAV4 plug-in, czyli 20 zł za 100 km i śmiejesz się z elektryków

Absolutna rewolucja dotyczy odmiany plug-in. Dostępna jest wersja FWD o mocy 272 KM oraz topowa 4×4 (AWD-i) z 309 KM. Kluczem jest nowa bateria trakcyjna o pojemności 22,7 kWh, która jest teraz elementem konstrukcyjnym płyty podłogowej. W trybie pomiarowym deklarowany zasięg to imponujące 127 km. Japońscy inżynierowie twierdzą, że w „prawdziwym życiu”, przy wprawie, można zbliżyć się nawet do 200 km na jednym ładowaniu. W przeliczeniu na standardową taryfę G11, daje to jazdę za sporo mniej niż 20 zł/100 km. Ponadto, wszystkie warianty mają ładowarkę pokładową 11 kW (ładowanie z gniazdka w niecałe 3 godziny), a najdroższe wersje zyskują możliwość szybkiego ładowania DC mocą do 50 kW.

Mniej mocy, znaczy szybciej. Co zmieniło się w zwykłej hybrydzie?

Nawet „zwykła” hybryda przeszła subtelną modyfikację w kierunku ekologii, choć na pierwszy rzut oka wygląda to jak downgrade. Bazowa odmiana FWD straciła aż 33 KM, osiągając 185 KM, a 4×4 generuje 194 KM (spadek o 28 KM). Paradoksalnie, oba modele mają zauważalnie lepszą dynamikę niż do tej pory. Słabsza hybryda przyspiesza do setki w 8 sekund (0,4 s lepiej), a mocniejsza w 7,7 s (również o 0,4 s lepiej). Ten lepszy wynik osiągnięto dzięki mądrzejszemu wykorzystaniu napędu elektrycznego. Co istotne, silnik spalinowy jest teraz w stanie efektywniej ładować baterię przy niższych obrotach, co przekłada się na ciszę w kabinie.

Chociaż zamówienia ruszyły 7 stycznia, a ceny zaczynają się od 181 600 zł za wersję Comfort, 40 proc. z dotychczasowych nabywców rzuciło się na topową wersję Executive (od 215 900 zł) lub Style (około 199 300 zł). Najwyraźniej polscy klienci wierzą, że ta nowa, inteligentniejsza i bardziej użytkowa RAV4 spłaci się z nawiązką.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze