Nowe prawo: koniec driftowania na drogach publicznych obarczony utratą prawka.

Jarek Michalski

Od 30 marca polskie drogi stają się strefą strefy absolutnego braku tolerancji dla driftujących. Kierowcy, którzy do tej pory traktowali publiczne drogi jako tor wyścigowy, muszą przygotować się na bolesne finansowe i licencyjne konsekwencje swoich popisów finezji, a często – braku rozsądku. To nie są już tylko mandaty; to uderzenie w samą możliwość prowadzenia pojazdów, wymierzone przez najnowszą nowelizację przepisów, w ramach szumnie nazywanego „pakietu stop bandytom drogowym”.

Driftowanie przestało się opłacać. Policjant musi zatrzymać prawo jazdy

Rewolucja w podejściu do niebezpiecznej jazdy w poślizgu na drogach publicznych weszła w fazę egzekucji 30 marca, aktywując zapisy Ustawy z 4 grudnia 2025 r. o poprawie bezpieczeństwa ruchu drogowego. Właśnie teraz dowiadujemy się, że to nie „widzimisię” funkcjonariusza, ale absolutny nakaz prawny: jeśli złapią cię na celowym wprowadzaniu pojazdu w poślizg, pożegnaj się ze swoim plastikowym dokumentem na trzy miesiące. Koniec z szarą strefą interpretacji.

Wielu amatorów adrenaliny i dymu spod opon żyło w błogiej nieświadomości, myląc przepisy. Trzeba jasno postawić sprawę: policjant nie „może” zatrzymać za to prawo jazdy; on ma to zrobić. Jest to równoznaczne z procedurą znaną z drastycznych przekroczeń prędkości.

Dokładna machina prawna działa poprzez starostę, który formalnie wykonuje administracyjne zatrzymanie uprawnień. Wynika to wprost z nowego brzmienia art. 102. Ustawy o kierujących pojazdami, do którego dodano punkt 9, jasno kwalifikujący driftowanie jako podstawę do restrykcji.

Jaki mandat za driftowanie na drodze publicznej? Zapomnij o symbolicznym ukaraniu

Do niedawna wybryki na ulicy kończyły się często niewielką grzywną lub pouczeniem. Teraz, jeśli policjant miałby Cię ukarać za kontrolowany (lub niekontrolowany) poślizg, musi mieć na uwadze art. 86c § 1 Kodeksu wykroczeń.

Kto na drodze publicznej, w strefie zamieszkania lub strefie ruchu prowadzi pojazd mechaniczny, celowo wprowadzając go w poślizg lub doprowadzając do utraty styczności z nawierzchnią chociażby jednego z kół pojazdu, podlega karze grzywny nie niższej niż 1500 złotych.

To jest próg wejścia. Jeśli jednak Twoja brawura skończyła się generowaniem realnego niebezpieczeństwa dla reszty uczestników ruchu, kara finansowa rośnie diametralnie, zgodnie z paragrafem drugim tego samego artykułu:

Jeżeli następstwem wykroczenia określonego w § 1 jest spowodowanie zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym, sprawca podlega karze grzywny nie niższej niż 2500 złotych.

Choć górna granica kary to 5000 zł, kluczowe jest to, czy spowodowałeś realne zagrożenie. To właśnie ten czynnik decyduje, czy zapłacisz minimum 1500 zł, czy co najmniej 2500 zł.

Ile punktów karnych za driftowanie na drodze? 22 punkty to mit

A co z punktami karnymi, które zazwyczaj budzą największe emocje wśród kierowców? Tutaj również ustawodawca wprowadził jasne, lecz surowe reguły. Nadkomisarz Robert Opas z Biura Ruchu Drogowego KGP wyjaśnia, że te punkty są zależne od skali zagrożenia.

Jeśli Twój drift był technicznie czysty i nie naraził nikogo na niebezpieczeństwo, na Twoje konto dopisane zostanie 10 punktów karnych. Jeżeli jednak Twoja próba popisów skończyła się stworzeniem realnego zagrożenia dla bezpieczeństwa, otrzymasz 12 punktów karnych.

Musimy rozwiać jeden popularny mit krążący po internecie: punkty te nie sumują się w ramach jednego wykroczenia. Nie ma mowy o tym, by kierowca dostał 22 punkty karne (10 za sam drift + 12 za zagrożenie). To nie jest taryfikator progresywny, gdzie każde drobne przewinienie się sumuje; tutaj wybiera się wyższą stawkę za poważniejsze naruszenie. Wyobraźmy sobie absurd, gdyby przekroczenie prędkości o 33 km/h skutkowało sumą wszystkich punktów z niższych progów – to by kompletnie zdezorganizowało system.

Motocykliści pod lupą drogówki. Posypią się prawa jazdy

Warto podkreślić, że nowe regulacje uderzają nie tylko we właścicieli mocnych samochodów tylnonapędowych. Pojęcie „driftu” jest definiowane szerzej, obejmując „celową utratę styczności z nawierzchnią chociażby jednego z kół pojazdu”. A Prawo o ruchu drogowym zakazuje tego typu operacji w przypadku kierowania „pojazdem silnikowym lub motorowerem”.

Dla motocyklistów i kierowców motorowerów oznacza to jedno: jazda na jednym kole, czyli popularne „wheelie”, to teraz formalnie ten sam czyn, który grozi utratą plastiku na trzy miesiące. Dla wielu pasjonatów dwóch kółek, rozpoczęcie sezonu może równie dobrze oznaczać jego błyskawiczny koniec.

A to nie koniec potencjalnych problemów. Jeśli Twoje wyczyny zostaną uznane nie tylko za drift, ale za element większego zamieszania, na przykład za „nielegalny wyścig”, policjanci mogą skierować sprawę do sądu, co otwiera drzwi do odpowiedzialności karnej. Przypomnijmy, co mówi art. 178c § 1. Kodeksu karnego, gdy akcja wymknie się spod kontroli:

kto w ruchu lądowym: 1) organizuje lub prowadzi nielegalny wyścig pojazdów mechanicznych, 2) jako prowadzący pojazd mechaniczny uczestniczy w nielegalnym wyścigu pojazdów mechanicznych, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Choć prawo jasno mówi o celowości – czyli intencjonalnym wprowadzaniu poślizgu – spróbuj wytłumaczyć funkcjonariuszowi, że poślizg był wynikiem nagłego porywu wiatru. W takich sytuacjach policjant najpewniej uzna, że nie dostosowałeś prędkości do panujących warunków, co samo w sobie jest przewinieniem, ale w kontekście driftu, intencja jest po prostu trudna do obrony. Twarde prawo, ale takie stworzono.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów