Czy nowe Renault Clio to kolejny miejski maluch, który aspiruje do wyższej ligi, czy może tylko próba udawania, że w segmencie B liczy się luksus? Podczas międzynarodowej prezentacji weryfikujemy, jak szósta generacja francuskiego bestsellera łączy zadziorny styl z zaawansowaną technologią i czy hybrydowa wersja faktycznie oszczędza paliwo, czy tylko udaje.
Nowe Clio: solidniej, szerzej, bardziej „RS-owo”
Nowe Renault Clio na żywo prezentuje się inaczej niż przyzwyczaiła nas marka w ostatnich latach – jest bardziej kontrowersyjne, a jednocześnie zaskakująco muskularne. Zapomnijmy na chwilę o pseudonaukowej teorii, że rysy twarzy zdradzają dojrzałość, i skupmy się na faktach: samochód urósł. Długość wzrosła o 7 centymetrów (do 4,12 m), a szerokość o 4 centymetry (do 1,77 m). Choć platforma CMF-B jest tą samą, na której bazował poprzednik, inżynierowie dokonali kluczowych zmian, poszerzając rozstaw kół – o 4 cm z przodu i 10 mm z tyłu.
Efekt? Sylwetka zyskała potężną solidność i sportowy sznyt, który niebezpiecznie zbliża się do legendarnych odmian RS. Szczególnie wersja esprit Alpine, uzbrojona w 18-calowe dedykowane felgi i wyraźnie zaznaczone nadkola, prezentuje się wręcz agresywnie. Dodając do tego „łobuzersko zmrużone” reflektory i odważne nowe kolory, takie jak zieleń absolutna czy czerwień absolutna, otrzymujemy obraz miejskiego auta, które ma ambicje bycia małym klasy premium.
Wnętrze Clio nie gardzi luksusem, ale…
Projektanci wnętrza ewidentnie inspirowali się markami wyższej klasy, koncentrując się na komforcie foteli przednich. Wyregulowano je względem kierownicy i deski rozdzielczej tak, jak w droższych modelach, dzięki czemu podczas jazdy Clio sprawia wrażenie samochodu z segmentu C. Niestety, twarde plastiki i skromny przyrost miejsca na tylnej kanapie (zaledwie 1 cm więcej na nogi) przypominają, że nadal mamy do czynienia z klasą B. Bagażnik, o typowej dla segmentu pojemności 391 litrów, zyskał obniżoną krawędź załadunku o 4 cm – drobiazg, który w praktyce ma znaczenie.
Kokpit zdominowany jest przez dwa duże ekrany, które świecą niczym witryna sklepowa w szczycie wyprzedaży. Ambientowe oświetlenie LED oferuje galerię barw, która zawstydziłaby niejeden salon kosmetyczny. Największym atutem multimediów jest integracja z ekosystemem Google – mamy tu dostęp do Google Maps, Asystenta Google i sklepu Google Play bez konieczności żmudnego parowania smartfona. Renault dorzuca do tego pakiet 2 GB darmowego internetu miesięcznie na trzy lata. Nawet jeśli korzystamy z Android Auto lub Apple CarPlay, działa to bezprzewodowo. System My Renault pozwala na zdalne monitorowanie parametrów i aktualizację oprogramowania.
Topowe wersje wyposażono w system audio Harman Kardon o mocy 410 W, wspierający pięć pejzaży dźwiękowych stworzonych we współpracy z Jeanem Michelem Jarre’em. W delektowaniu się muzyką pomaga fenomenalne wyciszenie, które utrzymało komfort akustyczny nawet podczas jazdy w wietrzny, deszczowy dzień. Zasługa leży też w obniżeniu współczynnika oporu powietrza z 0,32 do 0,30.
Najnowsza technologia połączona z komfortem obsługi
Lista systemów ADAS jest imponująca – to aż 29 funkcji wspomagających kierowcę, od aktywnego tempomatu, przez monitorowanie martwego pola, po kamerę 360°. W tym gąszczu elektronicznych opcji łatwo się pogubić, lecz Renault postawiło na praktyczne rozwiązanie: fizyczny przycisk „My Safety Switch”. Dwukrotne naciśnięcie aktywuje zdefiniowany wcześniej zestaw asystentów, eliminując potrzebę przedzierania się przez menu po każdym uruchomieniu auta.
Na szczęście pozostawiono kilka fizycznych przycisków odpowiadających za najważniejsze funkcje.
Pod ekranem głównym znajdziemy rząd fizycznych przełączników dla najczęściej używanych funkcji, a na kierownicy klasyczne klawisze. To inteligentne balansowanie między dotykowym interfejsem a sprawnością tradycyjnych elementów sterowania. Ponadto Clio wprowadza inteligentne zarządzanie trybami jazdy. Samochód, analizując styl kierowcy, sam sugeruje, czy lepiej jechać w trybie sport, komfort, czy eko, starając się optymalizować zużycie paliwa. Oczywiście, tryb ręczny pozostaje do dyspozycji.
Silniki: benzyna, gaz czy hybryda, czyli dylemat XXI wieku
W testowanej przez nas hybrydzie E-Tech o mocy 160 KM, wykorzystującej silnik 1.8 l i dwa motory elektryczne, wrażenia są znakomite, choć może to nie jest materiał na wersję RS. W mieście jednostka spalinowa, jak podaje producent, pracuje tylko przez około 20% czasu. Przyspieszenie do setki zajmuje 8,3 sekundy, a deklarowane spalanie w cyklu WLTP to zaledwie 3,9 l/100 km.
Kluczową zmianą jest motor spalinowy 1.8 l (HR18), który osiąga wyższy moment obrotowy niż poprzedni 1.6 l. Pracuje on w cyklu Atkinsona, co zwiększa sprawność cieplną, a do tego korzysta z wtrysku bezpośredniego. Pojemność akumulatora trakcyjnego wzrosła z 1,2 do 1,4 kWh, a liczba trybów pracy skrzyni biegów zwiększyła się do 15, co gwarantuje płynniejszą jazdę. Podczas testów, które nie były w Portugalii specjalnie zachowawcze, udało się zejść poniżej 5 l/100 km. Tą hybrydą jeździ się po prostu dobrze.
Ogromny wpływ na pozytywne wrażenia ma perfekcyjnie zestrojone zawieszenie. Poza miejską dżunglą, Clio świetnie radziło sobie na krętych drogach w okolicach Lizbony. Układ jezdny, który porównać można śmiało do… Cabo da Roca (najbardziej wysunięty punkt Europy), próbuje sięgnąć ekstremum. To jeden z najlepiej wykalibrowanych podwozi w segmencie B, skutecznie filtrujący progi zwalniające i drgania z nawierzchni, co daje poczucie solidności i bezpieczeństwa.
Poza hybrydą, klienci w Polsce dostaną benzynowe 1.2 TCe 115 KM oraz, planowaną na połowę 2026 roku, dwupaliwową wersję LPG 120 KM (wtedy też ma dołączyć automat EDC). Bazowy silnik benzynowy 115 KM (190 Nm) rozpędza auto do 180 km/h w 10,3 sekundy, spalając średnio 5–5,2 l/100 km.
Renesans miejskich samochodów
Transformacja ku elektromobilności sprawiła, że wiele marek uznało rozwój segmentu B za nieopłacalny. Renault postąpiło inaczej. Dziś francuski koncern oferuje bogatą paletę małych aut: elektryczne Renault 5 i 4 oraz hybrydowe Clio i Captur.
Poprzednia generacja Clio była jednym z najlepszych aut miejskich, co potwierdziła walka o tytuł najchętniej kupowanego modelu w Europie z Dacią Duster. Ponad 17 milionów sprzedanych egzemplarzy od 1990 roku czyni Clio najlepiej sprzedającym się francuskim modelem w historii.
Oczywiście, nowe Clio jest większe, lepiej wyposażone i bardziej komfortowe, ale ta poprawa ma swoją cenę. Za bazową szóstą generację zapłacimy 84 900 zł. Wersja hybrydowa startuje od 106 900 zł, a topowa hybrydowa odmiana esprit Alpine to już wydatek 123 900 zł, podczas gdy bazowe poprzednie Clio kosztowało 77 200 zł. Czas pokaże, jak ta wzrost ceny wpłynie na popularność modelu i czy stylowe Clio nie przegra z budżetowym Dusterem. Ludzie nadal potrzebują miejskich i w miarę przystępnych cenowo samochodów, a fakt, że Clio przetrwało, jest dobrą wiadomością. To auto znajduje się dziś gdzieś pośrodku – aspiruje do segmentu premium, ale nie zapomina o praktyczności Skody Fabii, mając jednocześnie pazur Mini Coopera. Pierwsze egzemplarze trafią do polskich klientów w lutym 2026 roku, choć zamówienia można składać już teraz.
