Nowy Jeep Compass: ewolucja, hybryda i elektryfikacja w terenie.

Jarek Michalski

Dwudziestoletni Jeep Compass powraca w zupełnie nowej, trzeciej generacji, obiecując rewolucyjny krok naprzód w segmencie kompaktowych SUV-ów. Czy europejski dyrektor marki, Fabio Catone, ma rację, mówiąc o gigantycznym skoku w osiągach i pewności prowadzenia? Przygotujcie się na dogłębne zanurzenie w świat nowego Compassa – od zmian w designie, przez wnętrzarskie nowinki, aż po elektryzujące układy napędowe, które stawiają markę przed zupełnie nowymi wyzwaniami.

Jak wygląda nowy Jeep Compass? Ewolucja z nutą aerodynamiki

Nowe wcielenie Jeepa Compassa, owoc globalnej współpracy inżynierów z USA i Włoch, stylistycznie pozostaje wierne korzeniom marki, ale jest wyraźnie wygładzone. Oczywiście, nie mogło zabraknąć charakterystycznych dla Jeepa elementów – mamy tu trapezoidalne nadkola i osłony mające podkreślać terenowy rodowód. Największą, choć z punktu widzenia purystów kontrowersyjną, zmianą jest zabudowanie słynnej siedmioszczelinowej osłony chłodnicy. To czysta efektywność: inżynierowie postawili na minimalizację oporu powietrza, co jest kluczowe w dobie elektryfikacji.

Z zewnątrz rzuca się w oczy nowa sygnatura świetlna. Co ciekawe, na środku klapy bagażnika pojawił się podświetlany napis „Jeep”, do którego biegną dwie świetlne listwy startujące przy światłach – subtelny, ale nowoczesny detal.

Producent skupił się na pragmatyzmie. Elementy wrażliwe, takie jak kamery i radary, zostały umieszczone wyżej, by chronić je przed uszkodzeniami w trudniejszym terenie. W rozmowie z moim kolegą, Marco Montepeloso, szef planowania produktu Jeepa, wyjaśniał, dlaczego:

Radar nie został umieszczony w zderzaku, ale jest zintegrowany z osłoną chłodnicy, z uwagi na to, że jest to drogi element, a pozostawienie go w zderzaku zwiększa ryzyko uszkodzenia.

Compass zauważalnie urósł, co jest istotne dla funkcjonalności. Ma 4,55 metra długości – to prawie 15 cm więcej niż poprzednik i 5 cm więcej na szerokość. Rozstaw osi wzrósł o solidne 16 cm do 2,80 metra. Efekt? Przestronniejsze wnętrze i bagażnik o pojemności 550 litrów, który po złożeniu tylnej kanapy powiększa się do imponujących 1 645 litrów.

Miłośnicy off-roadu docenią również poprawione proporcje: skrócono przedni ($x$) i tylny ($y$) zwis, co poprawia kąty natarcia i zejścia. Prześwit to solidne 20 cm, a głębokość brodzenia sięgnęła 47 cm dzięki dodatkowym uszczelnieniom. Zmieniono też zawieszenie – przyspieszenia pionowe nadwozia zmalały o 15%, a przechyły ograniczono o 20%, co sugeruje większą stabilność bez utraty terenowego charakteru.

Wnętrze: Masywna ergonomia kontra twarde tworzywa

W kabinie Jeep postawił na estetykę nawiązującą do dziedzictwa i outdoorowego stylu życia, co jest akcentowane przez detale. Kierownica jest spora, a sterowanie trybami jazdy odbywa się za pomocą gumowanego przełącznika. Dostępne profile to Auto, Sport, Śnieg, Piasek/Błoto oraz Electric (dla wersji PHEV). Wrażenie robią gumowane dywaniki z topograficznymi motywami – to hołd dla Dacia Sandero, ale z luksusowym sznytem.

Zabawne jest to, że detale tylnych świateł odnajdziemy na desce rozdzielczej oraz półce na telefon. Uważajmy jednak, bo ten „designerski smaczek” łatwo skojarzyć z nowym logo rumuńskiej marki. Jeżeli chodzi o materiały, to w duchu praktyczności Jeep nie oszczędzał na lakierze, ale oszczędzał na otoczeniu naszych dłoni. Plastiki są zaskakująco twarde, wręcz toporne, co może być minusem w tej klasie.

Centralny punkt kokpitu to 16-calowy ekran systemu multimedialnego. Prawie wszystko, łącznie z klimatyzacją, jest tu sterowane dotykowo. Choć producent zostawił stałe skróty temperaturowe po bokach wyświetlacza, w aucie aspirującym do miana praktycznego, brak fizycznych przełączników do regulacji nawiewu to strzał w stopę. Poniżej ekranu uratowało się kilka fizycznych przycisków, ale ogólny kierunek jest jednoznacznie cyfrowy.

Przed oczami kierowcy umieszczono 10,1-calowy ekran wskaźników, a dla tych, którzy nie lubią odrywać wzroku od drogi, dostępny jest wyświetlacz Head-Up. Podróżni z tyłu powinni być zadowoleni – dzięki większemu rozstawowi osi zyskali 2 cm więcej na nogi, a przestrzeń nad głową jest również adekwatna. Łączna pojemność schowków w aucie to aż 34 litry – to naprawdę solidny wynik.

Napędy: Elektryczny szturm na terytorium silników spalinowych

Nowy Jeep Compass, bazujący na platformie STLA Medium (tej samej, co np. Peugeot 3008), stawia na zelektryfikowaną gamę – i to od podstaw. Najmniejszym silnikiem w historii Compassa jest 1,2-litrowy, trzycylindrowy układ e-Hybrid o mocy 136 KM, wspierany przez silnik elektryczny o mocy 28,5 KM. Łącznie daje to 145 KM, a moc jest przenoszona przez sześciobiegową skrzynię dwusprzęgłową. Co ciekawe, ta wersja jest już dostępna do zamawiania, choć w standardzie oferuje napęd wyłącznie na przód.

Dla bardziej wymagających przewidziano hybrydę plug-in o mocy systemowej 195 KM, korzystającą z siedmiobiegowej skrzyni dwusprzęgłowej. Również ten wariant na razie debiutuje z napędem FWD.

Prawdziwe emocje zaczynają się w świecie czystej elektryczności. Podstawowy elektryczny Compass ma 213 KM i oferuje zasięg 500 km (WLTP) na przedniej osi. W przyszłości pojawi się mocniejsza odmiana 231 KM (również FWD) z zasięgiem 650 km, oraz absolutny top: 375-konny wariant z napędem 4×4, który przejedzie do 600 km. To wyraźny sygnał, że spalinowe silniki spalinowe są tu już tylko dodatkiem.

Jak jeździ nowy Jeep Compass? Cisza, komfort i zaskakujące zdolności terenowe

Miałem okazję sprawdzić w Barcelonie podstawową wersję e-Hybrid z trzycylindrowym 1.2. Nie oszukujmy się – trzycylindrowiec pod maską auta z siedmioszczelinowym rodowodem nie brzmi jak symfonia V8. Kiedy mocniej wciśniemy gaz, pojawia się chwila zawahania, jakby układ nie mógł się zdecydować, jakiej mocy użyć. Mimo to dynamika jest wystarczająca do spokojnej jazdy.

Co zaskakuje, to kultura pracy jednostki. Charakterystyczne „terkotanie” jest tłumione, a hybrydowy układ żongluje mocą tak, by jak najdłużej korzystać z silnika elektrycznego. W korkach czy przy niskich prędkościach Compass jest niemal zeroemisyjny.

Prawdziwym atutem, który odróżnia go od wielu konkurentów, jest wyciszenie. Użyto nowej, grubszej o 11% tylnej szyby i lepszych materiałów izolacyjnych. Przy 120 km/h w kabinie panuje cisza pozwalająca na swobodną konwersację.

Ale przecież to Jeep – musieliśmy sprawdzić teren. Nawet wersja FWD z małym silnikiem zaskakująco sprawnie radziła sobie na specjalnie przygotowanej trasie z nierównościami, przechyłami i stromymi podjazdami. Wszystko dzięki fantastycznemu zawieszeniu, które doskonale wybiera wszelkie nierówności asfaltu i bezdroży.

Praktyka pokazuje jednak konsekwencje wyboru małego silnika w terenie. Agresywna jazda poza asfaltem, trzymając silnik w wysokich obrotach, poskutkowała spalaniem sięgającym 10 l/100 km, choć producent deklaruje około 5,9 l/100 km (w trakcie homologacji).

Wariant elektryczny, choć dostępny dopiero na krótkich odcinkach, oferuje 213 KM i przyjemne, choć nienachalne przyspieszenie, nawet w trybie Sport. Nie ma tu brutalnego „wciskania w fotel” charakterystycznego dla wielu EV. Wersje elektryczne otrzymały funkcję One-Pedal Drive, gdzie rekuperacja jest tak mocna, że odpuszczenie gazu powoduje mocne zwalnianie, automatycznie aktywując światła stopu.

Wersje wyposażenia Jeepa Compassa: Altitude kontra First Edition

Nowy Compass w Polsce debiutuje w dwóch wariantach: e-Hybrid oraz podstawowym elektrycznym, obie wersje dostępne są w dwóch poziomach wykończenia.

W standardzie Altitude otrzymujemy solidny pakiet:

  • Reflektory LED.
  • Dwustrefowa automatyczna klimatyzacja (w wersji e-Hybrid) lub z funkcją wstępnego schłodzenia/ogrzania kabiny (wersja elektryczna).
  • Manualnie regulowane fotele kierowcy i pasażera w sześciu kierunkach oraz dwukierunkowa regulacja odcinka lędźwiowego.
  • 10,1-calowy ekran wskaźników oraz 16-calowy wyświetlacz multimediów.
  • Czujniki parkowania z przodu i z tyłu.

Wersja First Edition to już wyższa półka luksusu i funkcjonalności, dodająca między innymi:

  • Matrycowe reflektory LED zamiast standardowych.
  • Relingi dachowe oraz markowe gumowe dywaniki.
  • Podgrzewanie przednich foteli i kierownicy.
  • Indukcyjną ładowarkę.
  • Elektrycznie regulowaną klapę bagażnika.

Ile kosztuje nowa ikona off-roadu? Cennik startowy

Ceny wejścia do świata nowego Jeepa Compassa są obecnie dość agresywne, co odzwierciedla jego nową pozycję na rynku Stellantis.

Wersja z układem e-Hybrid startuje z pułapu 151 000 zł. Jeżeli zdecydujemy się na bogatszą edycję startową, zapłacimy 161 000 zł.

Wariant elektryczny, naturalnie, jest droższy, zaczynając się od 206 200 zł. Za elektryczną wersję First Edition trzeba przygotować 214 700 zł.

Compass ma sporo argumentów za sobą: jest większy, przestronniejszy i wyciszony lepiej niż poprzednik. Świetnie zestrojone zawieszenie sprawia, że nawet podstawowy wariant z trzycylindrowym silnikiem radzi sobie zaskakująco dobrze poza utwardzonymi drogami. Jeżeli jednak potrzebujemy SUV-a nastawionego na luksus i absolutnie nie potrzebujemy napędu 4×4 (co jest kontrowersyjne w przypadku marki Jeep), Compass jest silnym kandydatem. Twarde tworzywa i brak 4×4 w spalinówce mogą jednak odstraszyć tych, którzy oczekują tradycyjnego, surowego ducha Jeepa.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze