Volkswagen T-Roc, niekwestionowany lider sprzedaży SUV-ów w Europie, przeszedł gruntowną metamorfozę, która wykracza daleko poza kosmetyczne poprawki. Czy to nowe wcielenie, korzystające z doświadczeń wynikających z krytyki poprzednika, zdoła utrzymać pozycję bestsellera, mimo kontrowersyjnych zmian we wnętrzu i rezygnacji z popularnych diesli? Przyglądamy się, co dokładnie zmienił Volkswagen w swoim kluczowym crossoverze.
Wymiary Volkswagena T-Roca wyraźnie się zwiększyły – czy to już nie jest kompakt?
Nowy Volkswagen T-Roc, z racji swojej popularności, musiał sprostać wysokim oczekiwaniom. Choć w gamie niemieckiego producenta SUV-ów mamy dostatek modeli – od T-Crossa po potężne Touarega – to T-Roc, podobnie jak Golf, celował w europejskiego kierowcę ceniącego kompaktowe wymiary i rozsądną cenę. Generacja druga zerwała jednak z dotychczasową filozofią gabarytów.
Zmiany w sylwetce są na tyle znaczące, że T-Roc nabrał bardziej dojrzałego i masywnego charakteru, choć autor tekstu zauważa, że na żywo „sprawia on wrażenie auta o szerokiej i masywnej, ale mało 'SUV-owatej’ sylwetce”. Stylistycznie mocno inspirowano się większym Tiguanem, ale z zachowaniem dynamicznego akcentu w postaci mocno pochylonego słupka C.
Kluczowa informacja to wzrost długości: nowy T-Roc mierzy 4373 mm, co oznacza, że jest dłuższy od poprzednika aż o 122 mm. Zauważalnie zwiększono również rozstaw osi o 39 mm, osiągając 2629 mm. Ta zmiana ma bezpośrednie przełożenie na przestronność kabiny, co było bolączką pierwszej generacji.
Wnętrze nowego T-Roca: cyfryzacja zwycięża – pożegnanie fizycznych przycisków?
Jeśli nadwozie zyskało uznanie, to wnętrze budzi mieszane uczucia. Volkswagen, idąc śladami trendów (lub, jak niektivni twierdzą, popełniając błędy), stawia na dominację dotyku.
Centralnym punktem jest 12,9-calowy ekran systemu infotainment. To, co budzi największe kontrowersje, to niemal całkowite wyparcie fizycznych przełączników. Autor przyznaje, że „gorsza ergonomia” jest efektem ubocznym tej decyzji. Jedynym, choć częściowym, ustępstwem wobec krytyki jest centralnie umieszczone pokrętło z wyświetlaczem, które służy do regulacji głośności lub zmiany trybów jazdy:
„Realizacją tych zapewnień jest centralnie umieszczone pokrętło z wyświetlaczem, którym możemy regulować głośność lub zmieniać tryby jazdy.”
Wzmiankowano także o kontrowersyjnej kierownicy, która choć wyglądała na dotykową, w rzeczywistości miała fizyczne przyciski, które trzeba było wciskać. Niemniej jednak, kokpit jest wizualnie urozmaicony, głównie za sprawą chromowanych listew. W odpowiedzi na zarzuty co do monotonnej deski rozdzielczej z plastiku, Volkswagen sięgnął po tkaninę na jej górnej części, co ma nadać wnętrzu „trochę szlachetności”. Choć rozwiązanie to kojarzy się z segmentem premium, pojawia się praktyczna uwaga: „wiele osób zwraca uwagę, że znacznie trudniej utrzymać w czystości oraz pozbyć się kurzu z tkaniny pokrywającej nierówną powierzchnię, niż gdy wykończy się ją miękkim tworzywem lub skórą.”
Sukcesem jest jednak znacząca poprawa komfortu. Pozycja za kierownicą, zwłaszcza w sportowych fotelach R-Line, jest komfortowa i zapewnia dobre trzymanie boczne. Co najważniejsze, dzięki większemu nadwoziu, z tyłu jest zauważalnie więcej miejsca. Rosłe osoby nie będą liczyć już strat na nogi, a przestrzeń nad głową jest zadowalająca. Bagażnik urósł o 30 litrów do pojemności 475 litrów.
Silniki: diesel out, hybryda in – rewolucja pod maską
Najbardziej radykalna zmiana dotyczy gamy napędowej:
„Volkswagen T-Roc drugiej generacji zadebiutuje na rynku z silnikiem 1.5 eTSI w dwóch wersjach mocy – 116 oraz 150 KM.”
Diesel, który w poprzedniku był solidnym filarem oferty, został całkowicie wyeliminowany. Oznacza to, że T-Roc drugiej generacji będzie dostępny wyłącznie z automatyczną skrzynią biegów – literka „e” w oznaczeniu silnika 1.5 TSI wskazuje na integrację z układem miękkiej hybrydy, wspomagającej oszczędność paliwa poprzez wygaszanie silnika przy zdjęciu nogi z gazu.
Słabsza odmiana 116 KM jest adresowana do spokojnych użytkowników, podczas gdy wariant 150 KM (przyspieszenie do 100 km/h w 8,9 s) powinien zaspokoić potrzeby dynamiczniejszej jazdy, osiągając średnie spalanie poniżej 7 l/100 km w cyklu mieszanym.
Dla żądnych większych osiągów, Volkswagen zaplanował niespodziankę na przyszły rok: mocniejszą wersję 2.0 TSI z napędem 4MOTION, generującą 204 KM. Ta odmiana również po raz pierwszy połączy się z miękką hybrydą. Na topową wersję R, której moc wzrośnie do 333 KM (z dotychczasowych 300 KM), trzeba będzie jeszcze poczekać.
Dla tych, którym zależy na elektryfikacji, choć nie pełnej, w przyszłym roku pojawi się klasyczny napęd hybrydowy (bazujący na 1.5 TSI) w wersjach 136 KM i 170 KM.
Volkswagen T-Roc – polskie ceny i premiera: czy wciąż jest przystępny?
Nowy T-Roc można już zamawiać, a jego oficjalna premiera w salonach przewidziana jest na początek grudnia. Niestety, ewolucja pociągnęła za sobą wzrost cen.
Najtańsza wersja Trend, dostępna tylko z bazowym silnikiem 1.5 eTSI o mocy 116 KM i na stalowych felgach z kołpakami, startuje od kwoty 130 390 zł. Wersja Life z mocniejszym, 150-konnym silnikiem, wyceniono na 146 190 zł. Najbardziej pożądane przez dynamicznych kierowców odmiany Style i R-Line z mocniejszym silnikiem to już wydatek odpowiednio 160 590 zł i 165 990 zł. Wygląda na to, że T-Roc choć dalej jest ulubieńcem Europy, wymaga solidniejszego portfela niż jego poprzednik. Nowy T-Roc przy pierwszym spotkaniu sprawia wrażenie samochodu dopracowanego i dobrze rozprawiającego się z mankamentami poprzednika. Jest przede wszystkim bardziej przestronny, przyjemnie się prowadzi, a jego stylistyka powinna przypaść do gustu nie tylko tym, którzy uważają wygląd Tiguana za zbyt obły. Poprawiono też jakość wykończenia wnętrza, choć „pusta” deska rozdzielcza raczej nie daje powodów do daleko idących pochwał.
