Obowiązek odśnieżania przyczep kontra przepisy BHP: dylemat kierowców ciężarówek.

Jarek Michalski

Zima na drogach to koszmar, a zwłaszcza dla branży transportowej. Kierowcy ciężarówek i ich pracodawcy stanęli przed poważnym dylematem: jak pogodzić obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa na drodze, nakazany przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA), z realiami prawnymi i brakiem odpowiedniej infrastruktury? Spadający lód z dachu przyczepy to nie przelewki – to realne zagrożenie dla innych uczestników ruchu, ale droga do jego usunięcia jest wybrukowana przeszkodami biurokratycznymi i BHP-ystycznymi.

Kawałek lodu, ogromne ryzyko: co MSWiA przypomina kierowcom ciężarówek?

Kiedy temperatury spadają, na dachach naczep i plandek budują się niebezpieczne sople i jednolite tafle lodu. MSWiA, reagując na serię zatrważających incydentów – od przebitych szyb w samochodach osobowych po wypadnięcia z drogi – stanowczo przypomina o fundamentalnym obowiązku. Zgodnie z ustawą Prawo o ruchu drogowym, pojazd, który bierze udział w ruchu, musi być utrzymany w stanie, który nie zagraża bezpieczeństwu. Ot, klasyka. Spadająca z wysokości kilku metrów zamarznięta bryła wody to ewidentne naruszenie tej zasady.

Fakt jest brutalny: taki lód to bomba kinetyczna. Może nie tylko spowodować kolizję, ale i poważne obrażenia pasażerom mniejszych aut. Dlatego resort spraw wewnętrznych słusznie interweniuje. Jednak zamiast szybkiego rozwiązania dostajemy klasyczną pułapkę prawną, w której noga kierowcy zawodowego utknęła między młotem a kowadłem.

BHP kontra Prawo Drogowe: kiedy odśnieżanie staje się pracą niebezpieczną?

I tu zaczyna się jazda bez trzymanki. Kierowcy zawodowi, którzy mają obowiązek oczyścić swój pojazd, natykają się na mur regulacji z zakresu Bezpieczeństwa i Higieny Pracy (BHP). Czynność wejścia na dach przyczepy, która standardowo mierzy od 3 do 4 metrów, jest z punktu widzenia przepisów BHP traktowana jako praca na wysokości powyżej jednego metra.

Co to oznacza w praktyce? Tego typu prace wymagają specjalnych badań i, co najważniejsze, uprawnień BHP. Kierowca, który po prostu wchodzi na dach, by strzepnąć lód, naraża się nie tylko na upadek, ale i na poważne konsekwencje prawne (oraz, co gorsza, na interwencję własnego pracodawcy, który często wprost zakazuje takich działań ze względów regulacyjnych). Jak gorzko zauważa jeden z kierowców w dyskusjach: „Nikt mi nie zapłaci za kurs na podnośnik, żebym mógł odśnieżyć naczepę po nocce na parkingu!”.

Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy dojdzie do wypadku. Patrycja Dudek, Specjalista ds. PR w Polskiej Izbie Ubezpieczeń, zwraca uwagę na zawiłości likwidacji szkód: „Decyzja o wypłacie odszkodowania jest podejmowana przez zakład uubezpieczeń po starannym przeanalizowaniu stanu faktycznego sprawy. Kluczowe znaczenie ma ustalenie rodzaju ubezpieczenia, którego dotyczy zgłoszenie, a następnie odniesienie go do zapisów ogólnych warunków ubezpieczenia (OWU).” Jeśli kierowca zignorował przepisy BHP, wchodząc na dach, ubezpieczyciel może mieć argumenty, by kwestionować odpowiedzialność lub wysokość świadczenia.

Dwadzieścia cztery rampy na kraj zimowy: czy infrastruktura nadąża za przepisami?

MSWiA zaleca rozsądne podejście: korzystać ze specjalnie wyznaczonych miejsc. Mowa tu o specjalnych rampach do odśnieżania, które są (lub powinny być) zlokalizowane w Miejscach Obsługi Podróżnych (MOP). Wizja brzmi pięknie, ale realia są mniej różowe.

Na całą Polskę mamy zaledwie dwadzieścia cztery rampy i jedną dmuchawę. Owszem, GDDKiA chwali się, że „Polska jest jednym z nielicznych krajów w Europie, gdzie dostępne jest tak wiele ramp”, przytaczając przykłady Niemiec czy Austrii, ale w szczycie sezonu zimowego ta liczba jest dramatycznie niewystarczająca dla tysięcy ciężarówek przemierzających kraj.

Kierowcy zawodowi, oburzeni komunikatem, wskazują na to samo: to nie jest kwestia złej woli, lecz fizycznego braku możliwości. Pracodawca teoretycznie powinien zapewnić warunki do wykonania obowiązku. Co jednak, gdy kierowca kończy zmianę na kompletnie nieprzystosowanym parkingu, a najbliższa rampa jest 200 kilometrów dalej? Nie da się „dowieźć” lodu do odpowiedniego punktu.

Pojawia się zatem kontrowersyjna propozycja: skoro rampa jest MOP-ie, może GDDKiA powinna tam umieścić podnośniki koszowe? Nawet to rozwiązanie jest problematyczne, bo zgodnie z literą prawa, operowanie w koszu to także praca na wysokości, która wymaga odpowiednich uprawnień.

Cała sytuacja sprowadza się do patowej sytuacji: nie wolno jechać z lodem, bo to zagrożenie, ale oficjalnie nie wolno (lub jest skrajnie niebezpiecznie) go usunąć bez specjalnych certyfikatów. W tej zimowej matni prawo musi dopasować się do logistyki, a nie odwrotnie.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze