Budowa nowoczesnej infrastruktury drogowej zazwyczaj kojarzy się z betonem, stalą i szybkim przemieszczaniem się, prawda? Otóż nie zawsze! Czasem potężne inwestycje, takie jak Północna Obwodnica Krakowa, stają się pretekstem do powrotu do historii, i to w spektakularny sposób. Wyobraźcie sobie, że przy okazji budowy drogi ekspresowej ostatecznie zrekonstruowano elementy fortyfikacji pochodzącej z czasów Twierdzy Kraków, które ledwo trzymały się kupy. To nie jest zwykła zmiana organizacji ruchu – to lekcja inżynierii historycznej na skalę, o której Europa może tylko pomarzyć.
GDDKiA przy okazji drogi wybudowała fortyfikację. Powstała przy drodze S52
Kiedy słyszymy o Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) i budowie obwodnicy Krakowa, automatycznie myślimy o wyzwaniach logistycznych, korkach i betonowaniu krajobrazu. Jednak w przypadku Północnej Obwodnicy Krakowa, zadanie to poszło o krok dalej. Choć trasa S52 nie przecina bezpośrednio Fortu 44 Tonie (dzieli je około 400 metrów), to linia nowej drogi przebiegała przez tereny, gdzie znajdowały się kluczowe elementy wspierające tę fortyfikację – szaniec piechoty, rowy strzeleckie i umocnienia ziemne. Te relikty z początku XX wieku były w stanie niemalże szczątkowym. Mimo to, GDDKiA podjęła decyzję, która zszokowała części środowiska konserwatorskiego i zachwyciła historyków: odtworzyć, co zniszczył czas!
Jak to wyglądało w praktyce, biorąc pod uwagę skalę nowoczesnej budowy? Jak relacjonuje Kacper Michna z krakowskiego oddziału GDDKiA, kluczowym elementem było stworzenie wiaduktu nad drogą S52. Mamy tu do czynienia z kolosem mierzącym sobie 36 metrów długości i aż 81 metrów szerokości! Następnie, ten betonowy monolityczny element został usypany warstwą ziemi dochodzącą do 6 metrów. I tu zaczyna się prawdziwa magia modernizmu połączonego z historią wojskowości: na tym sztucznym, nowym gruncie, ekipy budowlane odbudowały dawne elementy szańca, rowy strzeleckie i baterię B.3. Dodatkowo, zadbano o detale, takie jak odtworzenie dawnego ukształtowania terenu oraz specjalnej, „fortecznej” roślinności, mającej historycznie maskować te umocnienia.
Przy okazji budowy drogi odtworzyli fortyfikację. Teren przypomina stan z 1914 r.
Celem tych prac rekonstrukcyjnych nie było stworzenie makiety, ale możliwie wierne odwzorowanie historycznego kontekstu. Michna podkreśla, że chodziło o to, by teren przypominał stan z przełomu lat 1914 i 1915. W kontekście inżynierii lądowej i archeologii budowlanej, to przedsięwzięcie jest unikatowe. Rzecznik GDDKiA śmiało stwierdza, że jest to ewenement na skalę europejską. Dlaczego? Ponieważ nie ma na kontynencie innego przykładu, gdzie budowa nowoczesnej drogi ekspresowej wymusiłaby stworzenie tak rozbudowanych konstrukcji służących wyłącznie odtworzeniu dawnych fortyfikacji. Ciężko będzie znaleźć drugi taki interfejs między autostradą a XIX-wieczną militarą.
Historycy, z którymi rozmawiano w kontekście inwestycji, potwierdzają unikalność tej operacji. Podkreślają oni wagę tego miejsca dla dziedzictwa Twierdzy Kraków. Co ciekawe, część odtworzonych szańców pochodziła z pierwszych lat XX wieku, a pozostałe fragmenty powstały już w gorączce mobilizacyjnej na początku I wojny światowej. Oznacza to, że Fort 44 Tonie nie jest monolitem historycznym, ale świadectwem ewolucji militarnej. Archeolodzy i historycy wojskowości cenią te obiekty, ponieważ są one najlepszym dowodem na to, jak dynamicznie adaptowano stałe budowle do zmieniającej się sztuki wojennej.
Fort Tonie 44 w Krakowie. GDDKiA odbudowała historyczną fortyfikację
Fortyfikacje w Tonie były pierwotnie częścią wielkiego systemu obronnego Kraków – twierdzy, która miała być ostatnim bastionem Imperium Austro-Węgier. Pierwsza transformacja nastąpiła w latach 1881–1883, kiedy to fort przekształcono w typowy obiekt artyleryjski, mający za zadanie osłaniać pobliską dolinę Prądnika. Jednak rewolucja techniczna w wojskowości wymusiła kolejną, daleko bardziej kosztowną i zaawansowaną modernizację. W latach 1902–1909 Tonie przeszły transformację w obiekt pancerny. To, co jeszcze ćwierć wieku wcześniej było drewnianym schronieniem ziemnym, stało się jednym z najnowocześniejszych fortów całej Twierdzy Kraków, a z pewnością najdroższym w tamtym czasie.
To nie były byle jakie umocnienia. We wnętrzu fortu zainstalowano jedyne w tej części Europy wysuwane obrotowe wieże pancerne oraz jedne z pierwszych na świecie kopuł pancernych typu Senkanzer M.02, w których umieszczono stanowiska karabinów maszynowych. Prawdziwym paradoksem historii jest fakt, że ta techniczna potęga nigdy nie wzięła bezpośredniego udziału w realnych walkach I wojny światowej. Później, niczym stare, ale wciąż pojemne pudła, służyły kolejnym reżimom: Niemcy wykorzystali je jako skład broni podczas II wojny światowej, a w czasach Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej pełniły funkcję zasobnika amunicji. Teraz, dzięki budowie autostrady, ich fragmenty dostają drugie życie jako historyczna lekcja wkomponowana w krajobraz drogowy.
