Od 7 lipca w nowych autach w UE obowiązkowe kamery monitorujące rozproszenie uwagi kierowcy.

Jarek Michalski

Witajcie, miłośnicy motoryzacji! Coraz więcej elektroniki ląduje w naszych maszynach, ale tym razem Unia Europejska postanowiła pójść o krok dalej, celując prosto w nasz wzrok. Od 7 lipca nowe samochody muszą być wyposażone w system monitorujący rozproszenie uwagi kierowcy – ADDW. Czyżby samochody miały w końcu zacząć nas kontrolować bardziej niż my je? Przygotujcie się na cyfrowego nadzorcę na drodze, który mierzy, gdzie patrzycie.

ADDW – strażnik Twojego skupienia. Dlaczego staje się obowiązkowy?

Nowe przepisy w Unii Europejskiej, a konkretnie rozporządzenie UE 2019/2144, znane pod skrótem GSR2 (General Safety Regulation 2), wprowadzają kolejny element mający drastycznie podnieść bezpieczeństwo na drogach. System ADDW (Advanced Driver Distraction Warning) właśnie wkracza do gry jako obowiązkowe wyposażenie homologowanych aut. Cel jest szlachetny do bólu: unijni komisarze wierzą, że dzięki GSR2 do 2038 roku uda się uratować życie nawet 25 tysięcy osób i uchronić 140 tysięcy kolejnych przed poważnymi obrażeniami. Brzmi imponująco, ale cena – w postaci ciągłego nadzoru – może budzić kontrowersje.

Zacznijmy od faktów: dla nowo homologowanych pojazdów wprowadzonych 7 lipca 2024 roku, posiadanie ADDW jest już twardym wymogiem. Choć na razie obowiązują pewne przepisy przejściowe, to już 7 lipca 2026 roku system ten musi znaleźć się w każdym nowo sprzedawanym samochodzie we Wspólnocie. Niektóre marki, szczególnie te z chińskim rodowodem wprowadzające europejską homologację, jak MG HS czy modele firm Chery, Omoda i Jaecoo, mają go już standardowo.

Jak działa ADDW? Kamery ciągle patrzą ci w oczy

Sedno sprawy tkwi w technologii, która jest jednocześnie fascynująca i nieco inwazyjna. System ADDW gruntownie monitoruje kierowcę za pomocą kamer. Co one śledzą? Przede wszystkim ruchy oczu i pozycję głowy. Ma to na celu cyfrowe zweryfikowanie, czy kierujący poświęca wystarczającą uwagę drodze przed pojazdem. Elektroniczny nadzorca włącza się, gdy auto przekroczy 20 km/h.

Algorytmy analizują, gdzie dokładnie skierowany jest wzrok kierowcy, dzieląc przestrzeń kabiny na trzy kluczowe strefy monitorowania:

  • obszar 1: dach i boki pojazdu (oczy skierowane ku górze),
  • obszar 2: prawidłowy – spoglądanie do przodu i na boki (czyli tak, jak powinien patrzeć świadomy kierowca),
  • obszar 3: wzrok skierowany poniżej linii przedniej szyby.

System jest na tyle zaawansowany, że monitoruje również pozycję głowy. To mechanizm obronny, który ma zareagować, gdy kierowca zasłabnie, albo, co gorsza, zaśnie za kierownicą.

Masz 3,5 sekundy na reakcję. Potem dzieją się przykre rzeczy

Kiedy system wykryje brak koncentracji, uruchamia alarm. I tu robi się naprawdę ciekawie, bo czas reakcji zależy od prędkości. Poniżej 50 km/h system daje kierowcy nieco więcej luzu; jeśli wzrok nie skupia się na drodze przez ponad 6 sekund, włącza się ostrzeżenie. Natomiast przy prędkościach powyżej 50 km/h, ten margines drastycznie się skraca do zaledwie 3,5 sekundy! Pomyślcie o tym – jeśli przez 3,5 sekundy popatrzycie na telefon, by sprawdzić powiadomienie, system to odnotuje.

Alarmy mogą przybierać różne formy, zależnie od konkretnego modelu i ustawień producenta. Może to być klasyczna kontrolka, ostrzeżenie dźwiękowe, ale przepisy dopuszczają też „wyczuwalny sygnał ostrzegawczy”, co oznacza wibracje na kierownicy lub fotelu. Niektórzy producenci idą pod prąd – np. Geely stosuje chwilowe wyciszanie systemu audio, by zwrócić uwagę kierowcy.

Warto podkreślić jedną kluczową kwestię: na razie ADDW jest systemem czysto monitorującym. Jak czytamy w analizach: > Trzeba też wiedzieć, ze sam ADDW służy wyłącznie monitorowaniu koncentracji i nie ma połączenia z innymi systemami. Nie jest więc w stanie samoczynnie aktywować hamulców czy np. przejąć prowadzenia pojazdu.

Czy można wyłączyć ADDW w nowym aucie? Odpowiedź, która Was zirytuje

Dobra wiadomość dla osób nieprzejmujących się nadzorem? System ADDW zazwyczaj można dezaktywować. Proces ten najczęściej wymaga żmudnego przeklikania się przez ekrany na desce rozdzielczej. Ale tu kryje się pułapka, która ma chronić cel GSR2: systemy bezpieczeństwa objęte tym rozporządzeniem muszą działać automatycznie.

Co to oznacza w praktyce? Nawet jeśli wyłączysz ADDW manualnie, niemal na pewno aktywuje się on samoczynnie po przekroczeniu progu 20 km/h w kolejnej podróży lub po prostu po ponownym uruchomieniu pojazdu. To technologia, która ma być z Tobą, niezależnie od Twojej woli w danym momencie.

Nowe auta irytujące dla kierowców? Poczekajcie do lipca

Samo wprowadzenie ADDW może stanowić poważną irytację dla kierowców, którzy nie są przyzwyczajeni do tak bezpośredniego, technologicznego nadzoru nad swoimi nawykami. Niektóre realizacje systemu są wręcz… kreatywne. Przykładowo, Toyota umieszcza czujniki w nietypowy sposób, np. na kolumnie kierowniczej. Jeśli kierowca trzyma kierownicę jedną ręką za jej sam szczyt (pozycja na godzinie 12), zasłania czujniki, co natychmiast generuje alarm.

To rodzi pytania o komfort prowadzenia. Czy mamy jeździć w permanentnym strachu przed „złym” ułożeniem dłoni? To element, który przypomina, że bezpieczeństwo (i cele regulacyjne) bierze górę nad subiektywnym odczuciem komfortu jazdy. Musimy przyzwyczaić się, że technologia monitorująca naszą uwagę staje się tak samo powszechna jak ABS.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze