Sieć odcinkowych pomiarów prędkości (OPP) w Polsce rozrasta się w błyskawicznym tempie, stając się cichym, ale niezwykle skutecznym sojusznikiem Inspekcji Transportu Drogowego w wojnie z nadmierną prędkością. Czy adrenalina związana z szybką jazdą jest warta kolejnego wezwania do zapłaty? Poznajcie, gdzie kierowcy wpadają najczęściej i jakie kurioza kryją najdłuższe oraz najkrótsze odcinki kontroli.
Gdzie polscy kierowcy najczęściej płacą za „chwilę nieuwagi”?
System OPP, choć teoretycznie ma wymiar prewencyjny, w praktyce potrafi generować astronomiczne kwoty mandatów. Dane z systemu CANARD bezlitośnie obnażają, które lokalizacje są prawdziwymi „dojarkami” kierowców. W ostatnim kwartale to nie legendarna autostrada A4 królowała w rankingach, choć tam również nie brakuje problemów – kamery zanotowały tam ponad 24 tysiące wykroczeń w pół roku!
Prawdziwym epicentrum wykroczeń okazał się Wyszków, gdzie odnotowano bagatela 10 842 przypadki naruszeń w zaledwie trzy miesiące. To wynik, który budzi respekt, a może i zgroza u każdego, kto myśli o mijaniu tego miasteczka ze zbyt dużą werwą. Na drugim podium stanęły Katowice, a konkretnie odcinek przy ulicach Nikodema i Józefa Renców, generujący 10 446 mandatów.
A co z dawnymi rekordzistami? Jak zauważono, dotychczasowy gigant, czyli odcinek autostrady A4 między Kostomłotami a Kątami Wrocławskimi, „spadł” z pierwszego miejsca, choć wciąż jest bardzo aktywny (9939 wykroczeń). Tuż za nim plasują się Dobroń-Petrykozy (9982) oraz Drwalew-Chynów (5241). Ciekawe jest, jak wpłynie na statystyki uruchomienie we wrześniu nowego segmentu pomiarowego na A4 bliżej Wrocławia – IV kwartał może przynieść kolejne sensacyjne roszady na szczycie.
Odcinek miłości i nienawiści: Najdłuższy pomiar to jazda testowa
Wielu kierowców intuicyjnie zakłada, że im dłuższy odcinek pomiarowy, tym większe szanse na złapanie kogoś z nadmierną prędkością. W końcu pokonanie 14 kilometrów z prędkością 120 km/h zajmuje niespełna 7 minut – w tym czasie łatwo złapać dekoncentrację lub po prostu zapomnieć, że jest się monitorowanym.
Okazuje się jednak, że statystyczny „morderca prędkości” niekoniecznie zbiega się z najdłuższym odcinkiem. Absolutny rekord należy do drogi ekspresowej S7 na trasie między Falęcicami a Nowym Gozdem. Mierzy on imponujące 14 kilometrów. Jazda z dozwoloną prędkością 120 km/h jest tam testem cierpliwości – to ponad 7 minut ciągłej kontroli. W kontekście autostrad i dróg szybkiego ruchu, gdzie prędkości są wyższe, tak długi odcinek faktycznie stwarza duże pole do popełnienia błędu.
Kuriozum na mapie OPP: Czy da się zepsuć jazdę na kilometrowym dystansie?
Na drugim biegunie skali mamy miejsca, gdzie kontrola jest tak skondensowana, że wręcz kuriozalna. Najkrótszy odcinkowy pomiar prędkości w Polsce to prawdziwy kompaktowy nadzór, zlokalizowany w Gorzycach na drodze krajowej nr 78, w województwie śląskim. Miejscowość ta, położona blisko granicy z Czechami, jest newralgicznym punktem tranzytowym, dlatego lokalne władze mocno zabiegały o uspokojenie ruchu w obszarze zabudowanym.
Efekt? Pomiar jest mikroskopijny: w kierunku na Gliwice liczy zaledwie 848 metrów, a w stronę Ostrawy równo 850 metrów. Ponieważ odcinek ten leży w terenie zabudowanym, obowiązuje tam limit 50 km/h. Poruszając się z maksymalną dozwoloną prędkością, kierowca pokonuje ten kontrolny dystans w równą minutę. Mało miejsca na pomyłkę, ale i sam czas kontroli jest minimalny. Mimo to, jak widać po rosnącej liczbie OPP, nawet metrowe odcinki potrafią być skuteczne w generowaniu przychodów dla budżetu państwa.
