Odświeżona Toyota bZ4X nadrabia zaległości mocniejszymi napędami i większym zasięgiem.

Jarek Michalski

Toyota, choć na koreańsko-amerykańskim rynku elektryków długo udawała, że ten trend to chwilowa moda, wreszcie wzięła sprawy w swoje ręce. Odświeżona bZ4X, ich pierwszy dedykowany SUV na prąd, to mocny sygnał, że Japończycy nie zamierzają oddać pola. Po zaledwie trzech latach doczekaliśmy się liftingu, który, jak się okazuje, wcale nie jest kosmetyczny. Czy to wystarczy, by nadrobić stracony czas i przekonać sceptyków? Przyjrzyjmy się, co kryje się pod zaktualizowaną stylistyką i nowymi bateriami.

Nowa Toyota bZ4X – czy japoński SUV zyskał pazur?

Choć pierwszy rzut oka może sugerować, że jesteśmy świadkami subtelnego odświeżenia, to jednak inżynierowie Toyoty popracowali nad kluczowymi aspektami bZ4X. Sylwetka, wciąż mierząca 4,69 metra, zachowuje charakterystyczne, ostre linie, które nadają SUV-owi niemal futurystyczny sznyt. Najważniejsze zmiany zaszły z przodu: zamontowano nową listwę świetlną LED, która spaja stylistycznie bZ4X z resztą nowoczesnej gamy, jak Prius czy C-HR. Mówimy tu o spójności, co jest kluczowe w budowaniu rozpoznawalności marki w erze elektryfikacji.

Poprawiono również dolną osłonę chłodnicy oraz zderzak. Nie zapominajmy o aerodynamice – to w świecie EV (Electric Vehicles) święty Graal. Dzięki przeprojektowanym lusterkom bocznym oraz subtelnej lotce ducktail na klapie bagażnika, udało się obniżyć współczynnik oporu powietrza (Cx) z solidnego 0,29 do wręcz znakomitego 0,27. „Co w efekcie przyczyniło się do wyższej wydajności i zwiększonego zasięgu sięgającego nawet 569 kilometrów”. Ta poprawa aerodynamiki, choć wydaje się niuansem, przekłada się bezpośrednio na realne kilometry na jednym ładowaniu, co jest kluczowe dla każdego kierowcy EV. 18-calowe felgi z aerodynamicznymi kołpakami również idą w tym samym kierunku.

Wnętrze, czyli koniec ery surowości?

Jeżeli z zewnątrz bZ4X zmienił się umiarkowanie, to kabina przeszła prawdziwą metamorfozę, która ma szansę uspokoić fanów klasycznych rozwiązań. Deska rozdzielcza stała się bardziej minimalistyczna, ale co najważniejsze, zyskała serce w postaci 14-calowego ekranu systemu multimedialnego. Większy o niemal dwa cale wyświetlacz to dziś standard, ale w Toyocie widać chęć nadrobienia zaległości.

W tunelu środkowym zaszły ergonomiczneprzemiany – obniżono go o 10 centymetrów, co pozwoliło zmieścić dwie indukcyjne ładowarki do smartfonów oraz — co cieszy serce purystyki — fizyczny selektor trybu jazdy. Zwraca uwagę również kierownica, która zamiast irytujących haptycznych przycisków, wróciła do klasycznych, namacalnych włączników. Co więcej, wysoko umieszczone cyfrowe zegary są tak dobrze zlokalizowane, że „patrzymy na nie nad wieńcem i śmiało zastępują wyświetlacz przezierny”. To podejście docenią kierowcy, którzy nie chcą odrywać wzroku od drogi.

Wnętrze, choć wykończone materiałami dobrej jakości (choć nadal dość twardymi), ożywione jest opcjonalnym panoramicznym dachem i 64 kolorami podświetlenia ambientowego. Choć lista zarzutów nie jest krótka – na przykład wciąż brakuje schowka przed przednim pasażerem – ogólny komfort i praktyczność stoją na wysokim poziomie. Rozstaw osi 2850 mm daje mnóstwo miejsca na tylnej kanapie, co jest przewagą nad klasycznym RAV4. Bagażnik oferuje 452 litry, a podwójna podłoga idealnie nadaje się do chowania kabli ładowania.

Trzy opcje napędowe: od oszczędności po sport

Najważniejsze inżynieryjne nowości koncentrują się wokół układu napędowego i baterii. Toyota postawiła na ulepszone akumulatory, które, dzięki lepszemu upakowaniu ogniw, oferują większą wydajność bez drastycznego powiększania masy. Mamy dwie opcje pojemności brutto: 57,7 kWh oraz 73,1 kWh. Ten mniejszy pakiet dostępny jest wyłącznie z napędem na przednią oś (FWD). Większy akumulator można skonfigurować zarówno jako FWD, jak i dla wersji AWD (All-Wheel Drive).

Moc systemowa jest elastyczna, wahając się od 167 KM w bazowej wersji aż do imponujących 343 KM w najmocniejszej odmianie. To sprawia, że bZ4X w konfiguracji 343 KM potrafi przyspieszyć do setki w zaledwie 5,1 sekundy. To dynamiczny SUV, a nie „cienki” elektryk. Niemniej jednak, te osiągi okupione są ograniczeniem prędkości maksymalnej do 160 km/h w wariancie AWD. Słabsza, tańsza opcja FWD ma jeszcze bardziej konserwatywny limit 140 km/h.

O ile mocniejsze wersje oferują fantastyczne wrażenia z jazdy, to i terenowy charakter pozostał – w końcu to technologia opracowywana we współpracy z Subaru. System X-MODE oraz tryb Grip Control pozwalają na bezpieczne poruszanie się po śniegu, błocie czy luźnych nawierzchniach. Auto jest zaskakująco zdolne do zjechania z asfaltu.

Czy rzeczywistość nie pożera zasięgu? Test zużycia prądu

W świecie elektryków deklarowany zasięg często jest tylko mrzonką, zależną od kapryśnej pogody i temperamentnego kierowcy. Jazdy testowe, które przeprowadzono na południu Europy, przyniosły jednak pozytywne wieści. „Średnie zużycie prądu oscyluje w granicach 13-15 kWh na 100 km”, co jest wartością godną pochwały, zwłaszcza dla mocniejszej wersji AWD. To sprawia, że realny zasięg na pełnym ładowaniu oscyluje wokół 400–450 km, co jest wynikiem zadowalającym dla większości użytkowników.

Warto zwrócić uwagę na technologię ładowania. Maksymalna moc DC to 150 kW, a AC to 11 kW lub 22 kW, zależnie od specyfikacji. Toyota wprowadziła również funkcję aktywnego podgrzewania baterii, co jest manewrem typowym dla producentów prących o niezawodność zimą. Aktywację można wymusić poprzez nawigację wskazującą ładowarkę jako cel, co jest inteligentnym rozwiązaniem problemu „zmarzniętego” akumulatora. Czas ładowania od 10 do 80% przy odpowiedniej stacji DC powinien zamknąć się w 28 minutach.

Cennik na miarę dopłat

Kwestia ceny jest kluczowa, szczególnie dla marki, która tak długo czekała z pełnym wejściem w BEV. W Polsce cennik startuje od 165 900 złotych za wersję Style z mniejszą baterią FWD. Wersja FWD z największym zasięgiem (do 569 km) kosztuje 184 900 złotych. Model AWD, czyli ten, który zazwyczaj zapewnia najlepsze parametry drogowe i terenowe, z większą baterią startuje od 194 900 złotych.

Dla nabywców indywidualnych i firm kluczowa jest informacja: „wszystkie wymienione wersje mieszczą się w limicie dopłat z programu NaszEauto”. Oznacza to, że dla wielu klientów cena zakupu może być znacząco obniżona, co czyni bZ4X naprawdę konkurencyjnym graczem w segmencie elektrycznych SUV-ów.

Toyota bZ4X po liftingu to nie tylko ewolucja, to korekta kursu, która eliminuje większość słabości pierwszej generacji. Lepszy zasięg, bardziej cywilizowane wnętrze i nadal solidne właściwości jezdne, zarówno na szosie, jak i poza nią — to wszystko wskazuje, że Japończycy tym razem mogą namieszać mocno na rynku.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze