Pamiętacie czasy, gdy DS był tylko luksusową linią Citroëna? Cóż, najnowsza odsłona kompaktowego crossovera DS 4 przeszła subtelny lifting i co ważniejsze – doczekała się elektryfikacji, zmieniając nazwę na nieco ekstrawaganckie DS No4. Czy to tylko kosmetyka i zmiana szyldu, czy też Francuzi faktycznie podkręcili stawkę w segmencie premium? Przyjrzyjmy się bliżej temu, co kryje się pod nowym oznaczeniem i jak elektryczny powiew świeżości wpłynął na ten model.
- Jak zmienił się DS No4 po modernizacji? Estetyka w służbie luksusu
- Wnętrze DS No4: Luksus na pokaz czy faktyczna wygoda?
- Jakość wykończenia: Francuska elegancja obciążona kompromisami
- DS No4 E-Tense: Czy elektryczny napęd to faktyczny krok naprzód?
- DS No4 E-Tense – cena i konkurenci w niestandardowej lidze
Jak zmienił się DS No4 po modernizacji? Estetyka w służbie luksusu
Nowe oznaczenie DS No4, przywodzące na myśl ekskluzywne perfumy, sugeruje ambicje podniesienia prestiżu. Jednak patrząc na auto, trzeba przyznać – rewolucji stylistycznej nie uświadczymy. Zmiany są, ale raczej ewolucyjne, koncentrujące się głównie na froncie. Wprowadzono nowy pas przedni, który zyskał sporą dawkę czerni, akcentowaną podświetlanym logo DS. Zdecydowanie uwagę przyciągają światła do jazdy dziennej, które teraz „wgryzają się” w zderzak w zupełnie nowym, śmiałym wzorze.
Z boku DS No4 pozostaje sobą – charakterystycznym, masywnym hatchbackiem, który sprawia wrażenie cięższego niż niejeden konkurent. To zasługa muskularnie ukształtowanej tylnej części i kół, które, o zgrozo, są dostępne wyłącznie w rozmiarach 19 lub 20 cali – wybór mniejszych felg dla ceniących komfort odpada. Z tyłu natomiast, oprócz laserowo grawerowanej faktury łusek w światłach, która zachowała swój unikalny charakter, widzimy kluczowy element identyfikujący odświeżoną wersję: duży napis „DS AUTOMOBILES” zamiast prostego „DS”. Symbolika? Być może, ale przede wszystkim jasny sygnał, że DS to już pełnoprawna, niezależna marka premium.
Wnętrze DS No4: Luksus na pokaz czy faktyczna wygoda?
W kabinie DS No4 zmiany, podobnie jak na zewnątrz, są raczej kosmetyczne, choć wprowadzono kluczową modernizację w zakresie wyświetlaczy. Nowy cyfrowy zestaw wskaźników ma teraz przekątną 10,25 cala, co jest krokiem naprzód. System multimedialny nadal operuje na 10-calowym ekranie, choć korzysta z nowszej wersji oprogramowania.
Najbardziej kontrowersyjną decyzją inżynierów DS jest usunięcie ekranu dotykowego umieszczonego między fotelami. Miał on służyć do programowania skrótów i rozpoznawania gestów. Producent argumentował to jako „upraszczanie dostępu do funkcji” – co w praktyce oznacza, że kierowcy albo tego nie docenili, albo system był zbyt skomplikowany. W efekcie po ekranie została tylko mała półeczka, która – bądźmy szczerzy – jest zupełnie niepraktyczna. Co tam włożysz? Bilet parkingowy? Ryzykujesz, że wypadnie przy pierwszym ostrzejszym hamowaniu.
„Przeciętna ergonomia wnętrza DS No4”
Ergonomia? Cóż, jest to wizytówka francuskiego luksusu, która nadal wymaga pewnego przyzwyczajenia. Stylowe przełączniki elektryki szyb umieszczono zaskakująco wysoko na podszybiu. Jeszcze gorzej wypada joystick do ustawiania lusterek – „umieszczono go po lewej stronie kolana kierowcy”. To klasyczna francuska filozofia designu: forma ponad funkcjonalność? Większość ustawień, łącznie z temperaturą klimatyzacji, wymaga nurkowania w menu systemu multimedialnego. Sam system, choć z nowszą wersją i ulepszoną obsługą głosową (z integracją Chat GPT, choć autor zaznacza, że „słabo działającą”), nadal nie zachwyca intuicyjnością. Ustawienia pojazdu ukryto pod mylącym hasłem, a nie w oczywistym „Ustawieniach”.
Jakość wykończenia: Francuska elegancja obciążona kompromisami
Kiedy mówimy o marce premium, oczekujemy obcowania z najwyższej jakości materiałami, zwłaszcza w topowej odmianie Etoile. Wnętrze DS No4, zwłaszcza w tej konfiguracji, potrafi oczarować. Docenić trzeba wysokiej jakości skórę na panelach drzwi i konsoli, a także alcantarę na desce rozdzielczej. Fotele, choć wygodne i oferujące funkcję masażu, mają wstawki na siedziskach, które autor ocenił jako „mało przyjemny, szorstki materiał”. To musiało być celowe działanie, by ograniczyć efekt ślizgania się, ale w aucie aspirującym do bycia ikoną luksusu, to zgrzyt.
Jednak prawdziwe problemy zaczynają się, gdy przyjrzymy się ograniczonej konfiguracji. To cena za ekskluzywność? W DS No4 wiele zależy od wybranego wariantu silnikowego. „Jeśli chcecie pełną skórę (wyłącznie brązową, choć przed modernizacją występowała także beżowa), to musicie wybrać inny napęd, bo odmiana elektryczna jest z nią niedostępna”. Co gorsza, testowany elektryk pozbawiony jest elektrycznej regulacji wzdłużnej siedziska! „Choć pełna elektryka fotela kierowcy to standard w każdej wersji wyposażenia… jeśli wybierzecie bateryjne DS No4, to fotele przesuwać będziecie musieli ręcznie”. To cios w prestiż premium.
Zarówno przestronność, jak i bagażnik są po prostu akceptowalne. Z przodu miejsca jest wystarczająco, ale z tyłu, przy wzroście powyżej 180 cm, robi się ciasno. Bagażnik elektrycznej wersji oferuje 390 litrów, co jest stratą w porównaniu do wersji z miękką hybrydą (430 l).
DS No4 E-Tense: Czy elektryczny napęd to faktyczny krok naprzód?
Wersja E-Tense to najgorętszy temat po liftingu – po raz pierwszy dostępna w tym modelu. Francuzi zaimplementowali nową generację napędu, oferując solidne 213 KM mocy i baterię 61 kWh. To znacznie mocniejszy setup niż chociażby w spokrewnionym (technicznie) nowym Peugeot e-308. Na papierze, z przyspieszeniem do setki w 7,1 s i deklarowanym zasięgiem 450 km, E-Tense prezentuje się obiecująco, będąc najbardziej dynamiczną odmianą w gamie.
Jazda jest przyjemna, auto stawia na płynność, a tryb Sport ujawnia zadziorność, choć – jak zauważono – zimą może to skutkować chwilową utratą trakcji. Prawdziwe problemy zaczynają się jednak przy próbie realizacji obietnic zasięgowych. Przy temperaturach lekko poniżej zera, zapomnijcie o 450 km; ten kompaktowy hatchback realnie oferuje około 350 km przy spokojnej jeździe, a w trasie zasięg potrafi spaść drastycznie do 250 km.
„Maksymalna moc ładowania jaką zobaczyłem, to niewiele ponad 60 kW.”
Kolejny cios dla elektrycznej ambicji DS to ładowanie. Deklarowane 120 kW DC i pełne ładowanie (20-80%) w 31 minut to wartości przeciętne, ale akceptowalne. Rzeczywistość okazała się brutalna. Maksymalna zanotowana moc ładowania to zaledwie 62 kW. Co więcej, próba naładowania baterii od 30% do 100% zajęła dwie godziny, niezależnie od tego, czy funkcja przygotowania baterii do ładowania (pre-conditioning) była aktywna, czy nie. To stanowczo za długo jak na auto segmentu premium.
Dla ceniących komfort, zawieszenie mogłoby być subtelniejsze – DS musi bardziej się postarać, by dorównać oczekiwaniom wobec luksusowej marki. I tu kolejny błąd konstrukcyjny: technologia premium, a z tyłu nadal belka skrętna, a nie zawieszenie wielowahaczowe, co jest rozczarowujące.
DS No4 E-Tense – cena i konkurenci w niestandardowej lidze
Ceny zmodernizowanego DS No4 startują od solidnych 154 tys. zł. Za elektrycznego E-Tense trzeba zapłacić minimum 200 tys. zł, a testowana, topowa Etoile Alcantara to już 223 tys. zł (z dodatkami cena łatwo zbliża się do 250 tys. zł). Wysoka cena skłania do porównań, ale tu DS jest wyjątkowy – żaden inny premium producent nie oferuje kompaktowego elektrycznego hatchbacka w tym segmencie.
Technicznie spokrewniony Peugeot e-308 GT Exclusive kosztuje niemało (blisko 196 tys. zł), ale ma słabszy napęd. Volkswagen ID.3 z porównywalnymi parametrami mocy i zasięgu (przynajmniej deklarowanymi) jest wyceniany podobnie. DS No4 E-Tense oferuje więc unikalną propozycję, owszem, ale jego unikalność wydaje się obciążona licznymi kompromisami – od ergonomii, przez ograniczenia w konfiguracji luksusowych wnętrz, po niewiarygodnie słaby realny zasięg zimą i rozczarowującą moc ładowania.
