Wielkie zmiany na stacjach Orlen Charge spędzają sen z powiek posiadaczom samochodów elektrycznych. Z jednej strony koncern obiecuje rewolucję w prostocie rozliczeń, a z drugiej – nie wszyscy odetchną z ulgą. Niektórzy kierowcy faktycznie zyskają na niższych stawkach, ale ci, którzy dotychczas preferowali wolniejsze ładowarki, mogą poczuć się zostawieni w tyle. Czy nowa taryfa to krok naprzód, czy tylko kosmetyczna zmiana w cenniku?
- Jedna cena zamiast trzech. Orlen upraszcza cennik, ale z haczykiem
- Kto realnie skorzysta na zmianie cen Orlenu, a kto poczuje zimny powiew?
- Szybkie czy wolne? Pieniądze nie grają już roli, liczy się czas
- Ceny na Orlenie kontra rynek. Gigant okupuje środek stawki, czy to wystarczy?
- Dwa oblicza ładowania – AC bez zmian i dalsza ekspansja
Jedna cena zamiast trzech. Orlen upraszcza cennik, ale z haczykiem
Od 1 kwietnia 2024 roku Orlen postanowił pożegnać się z dylematami, przed którymi stawał kierowca EV przed wpięciem kabla. Dotychczasowa praktyka była bolesna dla tych, którzy nie znali się na specyfikacji technicznej stacji: ładowanie było cenowo uzależnione od mocy punktu dystrybucji prądu. Mieliśmy trzy progi taryfowe: te do 50 kW, te zasilające w zakresie 50-125 kW oraz najszybsze, powyżej 125 kW. Teraz to się kończy.
W całej sieci Orlen Charge zapanuje jednolity cennik dla prądu stałego (DC) – stawka wyniesie dokładnie 2,69 zł/kWh, niezależnie od tego, czy korzystamy z ultraszybkiego ultraszybkiego punktu, czy stacji, która wymaga odrobiny więcej cierpliwości. Jak podkreśla sam operator, nowa struktura ma zapewnić kierowcy „prosty i przewidywalny koszt”. Koniec z koniecznością analizowania parametrów stacji przed rozpoczęciem sesji ładowania. Brzmi idealnie, prawda? Cóż, spójrzmy głębiej, kto tak naprawdę na tym skorzysta, a kto straci na tej cyfrowej (i finansowej) rewolucji.
Kto realnie skorzysta na zmianie cen Orlenu, a kto poczuje zimny powiew?
Optymalizacja cennika nie jest równoznaczna z uniwersalną obniżką. Jak to często bywa w motoryzacji – diabeł tkwi w szczegółach algorytmu taryfowego. Największymi beneficjentami tej zmiany są kierowcy samochodów elektrycznych, którzy celują w maksymalną prędkość ładowania.
Kierowcy korzystający z ładowarek powyżej 125 kW zyskują najwięcej – zapłacą nawet 50 gr mniej na każdej kilowatogodzinie.
Dla posiadaczy aut, którzy regularnie korzystają z tych najpotężniejszych stacji (często spotykanych na autostradach i w kluczowych punktach tranzytowych), to oznacza realną oszczędność. W przypadku stacji ze średnią mocą (50-125 kW) obniżka jest skromniejsza i wynosi 20 groszy na kWh.
Jednakże, prawdziwy moment zastanowienia pojawia się przy najwolniejszych punktach DC, czyli tych o mocy do 50 kW. Dla użytkowników tych ładowarek, najprawdopodobniej stosowanych głównie w miastach lub na nocnych postojach, cena pozostaje na tym samym, starym poziomie. W efekcie, największymi zwycięzcami są osoby najczęściej podróżujące na długich dystansach, gdzie każda minuta krótszego postoju jest na wagę złota.
Szybkie czy wolne? Pieniądze nie grają już roli, liczy się czas
Wprowadzenie jednej ceny za prąd stały ma jeszcze jedną, kluczową implikację dla strategii ładowania. Dotychczas istniała subtelna, ale istotna korelacja: wolniejsza ładowarka = niższy koszt, ale dłuższy czas postoju. To zmuszało kierowców do kalkulacji: czy opłaca się czekać dłużej na tańszy kWh, czy lepiej zapłacić więcej, ale zaoszczędzić czas.
Obecnie ta zależność, przynajmniej w kontekście cenowym, znika całkowicie.
Niezależnie od tego, czy kierowca wybierze ładowarkę 50 kW czy ponad 125 kW, zapłaci dokładnie tyle samo za każdą kilowatogodzinę.
Różnica w rachunku teraz sprowadza się wyłącznie do fizyki procesu – czyli czasu napełnienia baterii. Jeśli stacja 50 kW jest wolna, a ultraszybka, dostępna i ma wolne miejsce, to logistycznie wybór jest prostszy. Jest to sprytny ruch, który ma zachęcić do korzystania z wydajniejszej infrastruktury, zmniejszając obłożenie wolniejszych punktów.
Ceny na Orlenie kontra rynek. Gigant okupuje środek stawki, czy to wystarczy?
Jak nowa stawka 2,69 zł/kWh prezentuje się na konkurencyjnym rynku stacji ładowania? Z perspektywy eksperta rynkowego, Orlen umiejscowił się strategicznie pośrodku peletonu. Nie celuje w pozycję najtańszego gracza, ale też nie aspiruje do miana najbardziej ekskluzywnego.
Według najnowszych danych rynkowych, najniższe ceny dla użytkowników bez abonamentu oscylują wokół 1,99 zł/kWh, a oferuje je obecnie Ekoen. Większość pozostałych operatorów trzyma się widełek między 2,25 a 2,60 zł/kWh. Z drugiej strony, wciąż istnieją sieci, które przekraczają magiczną barierę 3 zł za kWh.
W tym kontekście 2,69 zł/kWh to cena solidna, ale nie rewolucyjna pod względem atrakcyjności cenowej. Jest to poziom, który ma zadowolić szeroką bazę klientów przy jednoczesnym utrzymaniu rentowności. Orlen stawia na skalę i dostępność, a nie na agresywną wojnę cenową.
Dwa oblicza ładowania – AC bez zmian i dalsza ekspansja
Warto pamiętać, że rewolucja dotyczy wyłącznie prądu stałego DC. Cennik dla ładowania prądem przemiennym (AC) pozostaje całkowicie niezmieniony i wciąż wynosi 1,95 zł/kWh. O ile ta stawka jest niższa, o tyle moc ładowania AC jest wielokrotnie niższa, co oznacza, że opłacalna jest tylko przy dłuższym parkowaniu, np. w centrach handlowych lub w pracy.
Jednocześnie z rewolucją taryfową, Orlen kontynuuje intensywną rozbudowę swojej sieci. Obecnie sieć punktów Orlen Charge liczy już ponad 1300 lokalizacji, a koncern deklaruje ambitne plany inwestycyjne. To kluczowe, ponieważ nawet najprostszy cennik nie zrekompensuje kierowcy braku dostępu do ładowarki, gdy jest ona potrzebna.
