Zakup wymarzonego Audi A6 za 127 tysięcy złotych zamienił się w koszmar pana Piotra. Zamiast bezwypadkowego egzemplarza z gwarancją, emeryt otrzymał auto, które w Niemczech miało orzeczoną szkodę całkowitą. Ta historia to studium upadku zaufania w autoryzowaną sprzedaż i prawniczej batalii, która ciągnie się latami, zostawiając pojazd jako kosztowną „nieruchomość” na parkingu.
- Bezwypadkowe Audi po szkodzie całkowitej, czyli kupowanie kota w worku w salonie
- Jak wrak po szkodzie całkowitej został zarejestrowany jako nówka? Zagadka urzędnicza
- Powypadkowy złom za 127 tysięcy zł i „wybaczona” pomyłka urzędnicza
- Emeryt kontra system: auto-nieruchomość i wieczne terminy rozpraw
- Stanowisko dealera: procedura była dobra, klient ma pecha
Bezwypadkowe Audi po szkodzie całkowitej, czyli kupowanie kota w worku w salonie
Kiedy pan Piotr pod koniec listopada 2017 roku odebrał kluczyki do rocznego Audi A6 kupionego w poznańskim salonie Porsche Poznań Franowo (filii Porsche Inter Auto, PIA) za niebagatelną kwotę 127 tysięcy złotych, wydawało się, że to strzał w dziesiątkę. Auto oferowano z certyfikatem „Audi Select+”, co miało gwarantować nieskazitelną historię i status „absolutnie bezwypadkowego”. Rzeczywistość okazała się brutalna. Początkowo klient zgłaszał drobnostki – niedomknięty tylny zderzak – które dealer eliminował w ramach gwarancji lub za opłatą. Problem narastał, a kiedy pojawiły się kłopoty z reflektorami, zrodziły się poważne podejrzenia.
Początkowe oględziny rzeczoznawcy z Automobilklubu Polskiego zdiagnozowały „poważną kolizję drogową”. Prawdziwa bomba wybuchła jednak w 2021 roku, gdy Europejski Rejestr Pojazdów potwierdził najgorsze: Audi A6 miało orzeczoną szkodę całkowitą w Niemczech. Koszt usunięcia uszkodzeń wyceniono wówczas na blisko 60 tysięcy euro! Jak pojazd po takim wypadku trafił do renomowanego polskiego salonu i został sprzedany z certyfikatem premium?
Jak wrak po szkodzie całkowitej został zarejestrowany jako nówka? Zagadka urzędnicza
Prywatne śledztwo właściciela ujawniło szokujący łańcuch zdarzeń. Prywatny importer sprowadził wrak rocznego Audi z Niemiec od firmy handlującej uszkodzonymi pojazdami. Pojazd rzekomo został „chałupniczo” naprawiony w Polsce i skierowany do rejestracji w poznańskim urzędzie miasta. I tu pojawia się kluczowa, zdaniem poszkodowanego, nieprawidłowość:
Urząd zarejestrował pojazd (…) Do wniosku o rejestrację nie załączono bowiem protokołu badania technicznego. W efekcie w dowodzie rejestracyjnym umieszczono datę kolejnego ustawowego badania technicznego jak dla samochodów bezwypadkowych.
Urzędnik, ignorując adnotację o tym, że jest to auto powypadkowe o niewielkiej wartości widniejącą w umowie kupna-sprzedaży, przyjął domyślnie, że skoro auto jest roczne, następne badanie techniczne wymagane będzie dopiero za trzy lata. To tymczasowo „legitymizowało” jego wyjazd na drogi. Do momentu odsprzedaży dealerowi PIA, auto użytkowane było przez importera i jego rodzinę – czas, który, jak sugeruje sytuacja, mógł być wykorzystany na skomplikowaną i zatajoną odbudowę.
Powypadkowy złom za 127 tysięcy zł i „wybaczona” pomyłka urzędnicza
Dealer, przyjmując Audi A6 w ramach rozliczenia od pierwszego polskiego właściciela (który zamawiał nowe Q5), najwyraźniej zlekceważył weryfikację. Wszelka kontrola ograniczyła się do przyjęcia oświadczenia o dobrym stanie technicznym. To rodzi fundamentalne pytanie: jak pojazd po tak poważnym uszkodzeniu mógł otrzymać certyfikat „Audi Select+”, który zakłada kontrolę 117 punktów?
Kiedy pan Piotr w 2019 roku zawiadomił prokuraturę, zarzucając przestępstwo zarówno dealerowi, jak i urzędowi miasta za nieprawidłową rejestrację, spotkał się z murem. Oba postępowania umorzono. Ironia losu i systemu polegała na tym, co sąd uznał za powód umorzenia w sprawie sprzedającego:
Sędzia stwierdziła brak znamion przestępstwa, a fakt niewiedzy Porsche Inter Auto, co do złego stanu pojazdu uzasadniła wysoką ceną, 110 tys. zł, jaką PIA zdecydowało się zapłacić za pojazd
Innymi słowy, skoro dealer zapłacił za auto dużo, to mógł nie wiedzieć, że jest ono powypadkowe – co sugerowało, że sami mogli paść ofiarą oszustwa. Tymczasem własne pomiary grubości lakieru wykonane na zlecenie poszkodowanego wykazały, że maska i przednie błotniki były lakierowane, a na prawym tylnym nadkolu wykryto grubą warstwę materiału naprawczego – dowody, które prokuratura zdawała się ignorować. Nielegalna rejestracja również nie wzbudziła wystarczającego zainteresowania śledczych.
Emeryt kontra system: auto-nieruchomość i wieczne terminy rozpraw
Sześć lat po zakupie pan Piotr wciąż walczy w sądach. Cywilny pozew przeciwko PIA wniesiony w grudniu 2022 roku wylądował w Sądzie Okręgowym XVI Wydziale Gospodarczym. Równolegle, poszkodowany z sukcesem interweniował w kwestii rejestracji. Po odwołaniach i apelacjach, Wojewódzki Sąd Administracyjny uchylił decyzje SKO i prezydenta, zobowiązując miasto do wznowienia postępowania i wycofania dowodu rejestracyjnego.
W sprawie urzędniczej w Poznaniu zapadł zaskakujący, choć po części satysfakcjonujący wyrok: prezydent przyznał, że pomyłka miała miejsce, argumentując to 100 tysiącami samochodów rejestrowanych rocznie.
Dziś auto pana Piotra nie ma prawa poruszać się po drogach, pozbawione ważnego OC (dzięki cofnięciu rejestracji), ale też nie może być sprzedane ani zezłomowane, dopóki trwa spór cywilny, który sam w sobie jest reliktem proceduralnym:
Do dzisiaj (marzec 2026) sąd nie wyznaczył skutecznie terminu pierwszej rozprawy. Zdążył natomiast odrzucić jako dowody w sprawie protokoły zeznań pracowników PIA i osób związanych ze sprowadzeniem, naprawą i rejestracją rzeczonego pojazdu
Warto pamiętać, że pan Piotr, emeryt, który ciężko pracował, planował cieszyć się tym autem. We wrześniu 2019 roku dealer zaproponował mu polubowne rozwiązanie – odkupienie pojazdu pod warunkiem zachowania milczenia i przyznania, że jego roszczenia były „bezzasadne”. To propozycja, która ostatecznie przekonała go, że spór musi toczyć się dalej, już na drodze sądowej.
Stanowisko dealera: procedura była dobra, klient ma pecha
Na nasze zapytanie w tej sprawie, prawnik reprezentujący Porsche Inter Auto Polsce przedstawił kontrargumenty. Według dealera:
- Działali zgodnie z procedurami obowiązującymi w momencie sprzedaży używanego pojazdu.
- Natychmiast podjęli działania po uzyskaniu dodatkowych informacji.
- Zachowali pełną transparentność wobec klienta, audytorów i organów.
- Zaproponowali rozwiązanie polubowne, choć uważają, że przesłanki odpowiedzialności PIA nie zostały spełnione.
Co więcej, PIA powołuje się na niezależną ekspertyzę DEKRA/Automobilklub Nowy Świat, która rzekomo wykazała, że o ile auto miało ślady napraw, to nie obejmowały one elementów konstrukcyjnych nośnych, a stan pojazdu umożliwiał bezpieczną eksploatację. W ich opinii, zakres kontroli „117 punktów” nie obejmuje demontażu, co uniemożliwia wykrycie skrytych napraw. Dealer podkreśla, że samochód był używany przez klienta przez wiele miesięcy i miał ważne badania techniczne, a informacja o naprawach pojawiła się dopiero w 2019 roku po prywatnej ekspertyzie.
Jednakże, nasze własne pomiary wykazały znaczną grubość lakieru na masce i błotnikach, co wskazuje na ingerencje, które trudno byłoby przeoczyć przy podstawowej kontroli miernikiem. Zdjęcia wykonane po szkodzie wskazują na uszkodzoną lewą podłużnicę – element konstrukcyjny – co stoi w jawnej sprzeczności z opinią rzeczoznawców powoływanymi przez PIA.
