Pijany, bez uprawnień i niesprawnym autem kierowca złapany przez ITD.

Jarek Michalski

Prawdziwy majstersztyk drogowej piraterii! Gdy myślisz, że widziałeś już wszystko na drodze, ITD znowu udowadnia, że wyobraźnia ludzka (zwłaszcza pod wpływem) nie zna granic. Jedno wykroczenie prędkości, a pod spodem kryje się lawina – i to nie byle jaka. Przygotujcie się na historię, która przyprawia o ból zęba każdego, kto szanuje przepisy i własne życie.

Kierowca Renault w Odrowążu: 78 km/h w terenie zabudowanym – początek komedii pomyłek

Wszystko zaczęło się rutynowo, jak to bywa z kontrolami Inspekcji Transportu Drogowego, a konkretnie jednostki CANARD, odpowiedzialnej za automatyczny nadzór nad ruchem. Na drodze krajowej nr 42 w miejscowości Odrowąż, kamery wychwyciły Renault, które postanowiło zignorować ograniczenie prędkości w obszarze zabudowanym. Mandat za 78 km/h, czyli 28 km/h ponad limit, wydawał się standardową sprawą. Nic bardziej mylnego.

Zachowanie kierowcy i rutynowa procedura kontrolna szybko zweryfikowały, że nie mamy tu do czynienia z typowym nadmiernym optymizmem za kierownicą. Inspektorzy, wyczuleni na anomalia drogowe, zdecydowali się na głębszą analizę. Niebawem okazało się, że przekroczenie prędkości to był jedynie wierzchołek tej lodowatej góry przewinień.

Koktajl prawnej katastrofy: 2 promile, brak prawka i trup w karoserii

Gdy alkomat wykazał blisko 2 promile, sprawa przestała być „wykroczeniem”, a stała się poważnym przestępstwem. Ten poziom alkoholu we krwi to wyrok na sprawność psychomotoryczną kierowcy – koordynacja jest zerowa, percepcja fatalna, a czas reakcji wydłuża się na tyle, że prowadzenie pojazdu staje się aktem skrajnego barbarzyństwa wobec innych uczestników ruchu. Przy dwóch promilach interwencja ITD była nie tyle kontrolą, co ratowaniem życia.

Ale na tym rewelacje się nie skończyły. Szybka weryfikacja wykazała, że 45-letni kierowca w ogóle nie powinien znajdować się za kierownicą – nie posiadał uprawnień do prowadzenia pojazdów. Jak to się mówi w żargonie branżowym: to jest klasyczne „nie wolno, ale i tak robota”. W takim scenariuszu, fakt bycia nietrzeźwym to tylko jedna z pozycji na liście zarzutów.

Co gorsza, sprawdzono stan techniczny pojazdu: — Renault, którym jechał, nie miało ważnych badań technicznych. Samochód nie powinien uczestniczyć w ruchu, a jego stan techniczny pozostawał niezweryfikowany. To oznacza jazdę bez jakiegokolwiek ubezpieczenia bezpieczeństwa technicznego maszyny. Samochód-widmo na drodze.

Rekordowa trasa w stanie nietrzeźwości i konsekwencje, które bolą

Najbardziej szokujące jest to, jak długo trwała ta nieodpowiedzialna eskapada. ITD ustaliło, że kierowca zdążył przejechać w tym stanie ponad 160 kilometrów. Sto sześćdziesiąt kilometrów potencjalnego koszmaru na drodze publicznej – to dystans, który grozę potęguje logarytmicznie.

Po zakończeniu interwencji, „bohater” Renault został przekazany w ręce Policji, która przejmie dalsze, znacznie bardziej dotkliwe procedury prawne.

A jakie będą konsekwencje? Prowadzenie w stanie nietrzeźwości (powyżej 0,5 promila to już domena Kodeksu Karnego, a 2 promile to klasyk gatunku przestępczego) to nie tylko grzywna. To kara do trzech lat pozbawienia wolności, obligatoryjny zakaz prowadzenia pojazdów na minimum trzy lata oraz minimalne świadczenie pieniężne w wysokości 5000 złotych. Dodajmy do tego wykroczenie za brak uprawnień i osobne sankcje za przekroczenie prędkości. To jest finansowa i wolnościowa katastrofa zafundowana sobie samemu na 160 kilometrach.

Tego typu przypadki to brutalne przypomnienie: infrastruktura drogowa i system nadzoru mają swoje granice, ale to kierowca jest ostatnią linią obrony przed tragedią. Kiedy ta linia pęka z powodu alkoholu i nonszalancji, system, taki jak ITD, musi interweniować twardą ręką.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów