Po E10 czeka nas nowy skok domieszek biokomponentów.

Jarek Michalski

Wydawało się, że wprowadzenie benzyny E10 zamknęło dyskusję na temat biokomponentów w paliwach. Nic bardziej mylnego. Polski rząd, wdrażając unijną dyrektywę RED III, szykuje grunt pod niemal dwukrotne zwiększenie udziału odnawialnych źródeł energii w transporcie do 2030 roku. Dla kierowców, którzy dopiero co oswoili się z E10, to sygnał, że prawdziwa rewolucja dopiero nadchodzi i prawdopodobnie znów uderzy w portfele oraz stan techniczny starszych pojazdów.

Czy E10 to był tylko niewinny przystanek? RED III wbija gaz do dechy

Unijna dyrektywa RED III (2023/2413) postawiła przed państwami członkowskimi kartę przetargową, a nie sztywny scenariusz. Do 2030 roku Polska może albo osiągnąć Narodowy Cel Wskaźnikowy (NCW) na poziomie co najmniej 29% udziału OZE w energii zużytej w transporcie, albo zredukować intensywność emisji gazów cieplarnianych w tym sektorze o minimum 14,5%.

Co to oznacza w praktyce? Zgodnie z przyjętym projektem, rząd stawia na zwiększanie udziału OZE. „Presja idzie na skład paliwa, a nie na realną zmianę miksu pojazdów” – to kluczowa obserwacja. Biokomponenty w benzynie i dieslu stają się głównym, a obecnie najłatwiejszym do implementacji, narzędziem realizacji celu. Efekty? Starsze samochody są pośrednio wypychane z rynku, nawet bez formalnego zakazu ich używania.

Mamy tu do czynienia z dylematem. Druga ścieżka, polegająca na redukcji emisji, dawałaby oddech silnikom spalinowym, promując realną elektryfikację, transport publiczny czy paliwa syntetyczne. Ale to podejście jest „trudniejsze do policzenia i wdrożenia,” jak wynika z analiz. Skutek? Wracamy do biokomponentów.

Skokowy wzrost ambitnych celów: E20 i E30 przestają być fantazją

Narodowy Cel Wskaźnikowy rośnie w tempie przyprawiającym o zawrót głowy. Podczas gdy w 2025 roku miał wynieść 9,2%, już za chwilę, w 2030 roku, ma wystrzelić do 29%. To niemal podwojenie wartości!

Ocena Skutków Regulacji (OSR) nie pozostawia złudzeń: do zrealizowania tego celu wykorzystane zostaną przede wszystkim biokomponenty pochodzące z surowców spożywczych i pastewnych. Pomocne mają być też zaawansowane biokomponenty oraz energia elektryczna z OZE dla floty. Niemniej jednak, tradycyjnie, największy udział w statystykach OZE w transporcie mają bioetanol w benzynie i estry w oleju napędowym.

W 2024 roku, jak podaje URE, do realizacji NCW wykorzystano ponad pół miliona ton bioetanolu i blisko 1,5 miliona ton estrów. Ta skala ma być teraz znacznie zwiększona. Formalnie projekt ustawy nie wprowadza jeszcze etykiet „E20” czy „E30”, ale przy tak agresywnym wzroście trudno będzie osiągnąć cel, utrzymując obecną domieszkę bioetanolu. Biokomponenty zaawansowane są drogie i wymagają czasu, a elektryczność nie załatwi całości. W efekcie znowu pojawia się presja na podniesienie zawartości etanolu w popularnej benzynie.

Nie każdy silnik to wytrzyma. Stare auta na celowniku

O ile nowoczesne konstrukcje, projektowane z myślą o rynkach takich jak Brazylia (gdzie normą jest E27), poradzą sobie z wyższym stężeniem, o tyle dla polskiej floty, której średni wiek przekracza 15 lat, zapowiada się dramaturgicznie.

Wprowadzenie E10 już wywołało zawirowania i obawy dotyczące degradacji uszczelek, przewodów paliwowych oraz problemów z układem zasilania i rozruchem. Wyższe stężenia to zwielokrotnienie tych ryzyk. To nie jest tylko kwestia wytrzymałości samego bloku silnika. Etanol jest agresywny chemicznie; atakuje gumowe elementy, osłabia materiały oraz wymaga modyfikacji w kalibracji sterownika silnika ze względu na inną wartość opałową paliwa.

Jak zauważono w analizach, bez długodystansowych testów producenci nie dopuszczą samochodów do użytku z wyższymi stężeniami. Realne koszty dostosowania, modernizacji lub po prostu wymiany floty spadną na barki kierowców, nie na koncerny petrochemiczne.

Rząd widzi mnożniki, ale kierowcy widzą tylko droższą benzynę

Projekt ustawy próbuje ratować sytuację poprzez system mnożników. Paliwa odnawialne wykorzystane w lotnictwie czy żegludze mają być liczone podwójnie lub z wagą 1,5. To brzmi fajnie na papierze, ale te sektory mają marginalny wpływ na bilans energetyczny transportu drogowego.

To oznacza, że głównym magnesem i workiem treningowym dla realizacji celów pozostają benzyna i diesel. To właśnie te paliwa, tankowane na stacjach, będą decydować o tym, czy Polska „zaliczy” redukcję emisji.

Wprowadzenie E10 było, jak się okazuje, zaledwie preludium. Przejście na wyższe standardy biokomponentów to długofalowa strategia, a nie jednorazowy eksperyment. Zostajemy w pułapce biokomponentów, dopóki elektromobilność, paliwa syntetyczne czy zaawansowane biopaliwa nie osiągną odpowiedniej skali. A do tego czasu to właśnie kierowcy starszych pojazdów mają największą szansę odczuć ten „zielony” zwrot w każdych — i to dosłownie — tego słowa znaczeniu, obok posiadaczy aut elektrycznych, dla których te problemy są po prostu nieistotne.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze