Policjant z Tarnowa złamał przepisy, zatrzymany w nieoznakowanym radiowozie.

Jarek Michalski

Kolejny raz się ośmieszyli? Gdy mundurowi z Tarnowa wpadają we własne sieci, trudno zachować powagę, choć sprawa jest przecież poważna. Mamy tu do czynienia z sytuacją, która podważa zaufanie do formacji, a jednocześnie doskonale ilustruje zasadę: co się odwlecze, to nie uciecze. Zatrzymanie nieoznakowanego radiowozu za przekroczenie prędkości to medialny materiał prosto z życia, zwłaszcza gdy sprawcą jest funkcjonariusz, który powinien świecić przykładem.

Policjant kontroluje policjanta. Kiedy stróż prawa łamie przepisy, traci prawo jazdy

Wydawałoby się, że radiowóz, nawet ten nieoznakowany, jest świętą krową na drogach. Nic bardziej mylnego, jeśli za kierownicą siedzi funkcjonariusz, który zapomniał, że kodeks drogowy dotyczy wszystkich. Pod koniec stycznia w Tarnowie doszło do kuriozalnego zdarzenia: policjant z patrolu został zatrzymany do rutynowej kontroli przez swoich kolegów z Wydziału Ruchu Drogowego. Powód? Klasyka gatunku – przekroczenie dozwolonej prędkości.

Funkcjonariusz, co relacjonuje tarnowska policja, nie poruszał się na interwencję, która wymagałaby drastycznego łamania przepisów. Było to zwykłe przemieszczanie się, które nie spełniało przesłanek działania w stanie wyższej konieczności, jak stanowi art. 16 § 1 Kodeksu wykroczeń. Oznacza to prosto, po ludzku: musiał trzymać się limitów prędkości tak samo jak każdy cywil, niezależnie od tego, jaka odznaka wisi mu na piersi.

Asp. Kamil Wójcik, oficer prasowy KMP w Tarnowie, potwierdził te rewelacje dla Interii. Sytuacja nabrała jednak dramatycznego obrotu, gdy drogówka dała znak do zatrzymania, a policjant za kierownicą… zlekceważył go i pojechał dalej. To już klasa podwójnego wykroczenia.

„Policjant ostatecznie zatrzymał się i nie miał zamiaru uciekać, więc mowa o wykroczeniu z art. 92 Kodeksu wykroczeń” – dodał Wójcik, wskazując na niezatrzymanie się do kontroli.

Skutki dla funkcjonariusza okazały się bolesne. Stracił prawo jazdy na trzy miesiące. Ale to dopiero początek problemów administracyjnych i prawnych. Funkcjonariusze z drogówki, wykazując się żelazną konsekwencją, sporządzili skierowanie do sądu. Wnioskowano o ukaranie za dwa poważne naruszenia: przekroczenie prędkości w terenie zabudowanym o co najmniej 51 km/h (to już spore kilometry nad limit) oraz wspomniane niezatrzymanie się do kontroli. Teraz ostateczna kara spoczywa w rękach wymiaru sprawiedliwości.

Konsekwencje dla mundurowych: Tarnów nie stosuje taryfy ulgowej dla swoich

To, co dzieje się w Tarnowie, jest interesujące z perspektywy budowania dyscypliny w formacji. Wygląda na to, że tamtejsza policja traktuje transparentność i równe traktowanie – nawet własnych szeregów – na poważnie. Ten przypadek nie jest bowiem odosobniony.

Warto cofnąć się o kilka miesięcy, aby zobaczyć, że zasada „równe prawo dla wszystkich” ma tam solidne fundamenty. Kilka miesięcy przed omawianym incydentem, głośno było o sytuacji naczelnika Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Tarnowie. On również przekroczył prędkość w terenie zabudowanym o 51 km/h. Rezultat? Nie tylko mandat w wysokości 1500 złotych i 13 punktów karnych, ale też utrata stanowiska i, podobnie jak w przypadku zatrzymanego policjanta, trzy miesiące bez prawa jazdy.

To pokazuje pewien wzorzec: jeśli policjant łamie przepisy drogowe w sposób rażący, nawet wysoka pozycja w hierarchii nie uchroni go przed administracyjnymi represjami. Utrata uprawnień do kierowania pojazdami to surowa kara, która ma realny wpływ na życie zawodowe i prywatne funkcjonariusza.

Kiedy sygnały uprzywilejowania dają faktycznie przywileje?

Cała ta sprawa naturalnie otwiera dyskusję o tym, kiedy policjant faktycznie może łamać przepisy ruchu drogowego, powołując się na swoją służbę. W końcu nieoznakowany radiowóz poruszający się z zawrotną prędkością mógłby sugerować akcję ratunkową.

Zgodnie z ustawą Prawo o ruchu drogowym, pojazd uprzywilejowany to taki, który wysyła jednocześnie niebieskie światła błyskowe i dźwiękowe sygnały o zmiennym tonie, jadąc na światłach mijania lub drogowych. Tylko w określonych sytuacjach funkcjonariusze mogą sobie pozwolić na ignorowanie znaków drogowych, sygnalizując to właśnie za pomocą tych systemów.

Taka możliwość niestosowania się do przepisów istnieje, gdy pojazd uczestniczy:

  • w akcji związanej z ratowaniem życia, zdrowia ludzkiego lub mienia albo koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa lub porządku publicznego,
  • przejeździe kolumny pojazdów uprzywilejowanych,
  • w wykonywaniu zadań związanych bezpośrednio z zapewnieniem bezpieczeństwa osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe, którym na mocy odrębnych przepisów przysługuje ochrona.

Jak wynika z komunikatu KMP w Tarnowie, zatrzymany policjant nie spełniał żadnego z tych kryteriów. Oznacza to, że jazda z nadmierną prędkością bez włączonych sygnałów uprzywilejowania to po prostu wykroczenie drogowe, takie jak u każdego innego kierowcy. Bez wątpienia, taka rygorystyczna postawa wobec własnych pracowników jest kluczowa dla utrzymania autorytetu formacji.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze