Polonez z Malty: rzadki okaz z kierownicą po prawej stronie wyceniony na fortunę.

Jarek Michalski

Emocje rządzą rynkiem, a nostalgia potrafi wywindować cenę każdego klasyka. Czy jednak da się to samo powiedzieć o samochodzie, który jeszcze dekadę temu był synonimem motoryzacyjnej „biedy”? Okazuje się, że tak, zwłaszcza gdy mowa o relikcie PRL-u, który niespodziewanie wylądował w roli kolekcjonerskiego rarytasu. Przygotujcie się na jazdę sentymentalną, która kończy się astronomicznie wysokim rachunkiem za – uwaga – Poloneza.

Polonez – mit i prawda o dawnym królu polskich szos

Nie da się ukryć, że ludzka pamięć bywa selektywna. Z czasem zaciera się obraz problemów, spalin i awarii, a pozostaje wyidealizowana wizja młodości. W kontekście polskiej motoryzacji ten filtr nostalgii najmocniej dotyka FSO Poloneza. Przecież to był samochód, który, jak śpiewał zespół PRO8L3M, „już z FSO wyjeżdżało jako gruz”. Pomimo tego, dla całego pokolenia był absolutnym fundamentem motoryzacji, dostępnym w czasach, gdy konkurencja była albo równie archaiczna, albo po prostu nieosiągalna. Polonez królował dzięki niskiej cenie i niemal całkowitemu brakowi realnej rywalizacji, jeśli nie liczyć najtańszych, równie szemranych konstrukcji jak Dacia, Skoda czy Yugo.

Czy Polonez wart jest fortuny? Ta cena zwala z nóg

Kluczem do zrozumienia fenomenu dzisiejszych cen jest oczywiście perspektywa. Wyobraźmy sobie rok 1994. Polonez Caro w wersji 1.5 GLI kosztował solidne 13 575 zł (po denominacji). Dla porównania, za niewielkie Renault Twingo, debiutującego wówczas, trzeba było zapłacić już 22 650 zł. Nawet konkurencyjna Skoda Favorit startowała od pułapu 14 900 zł. To były realia rynkowe – Polonez był tani. A teraz spójrzmy prawdzie w oczy: dziś za ten samochód życzy się kwoty, która absolutnie deklasuje ówczesną pozycję rynkową.

Mówimy o egzemplarzu wycenionym na niemal 150 000 zł. To wielokrotność pierwotnej wartości! Czy to szaleństwo? Niekoniecznie, jeśli weźmiemy pod uwagę unikatowość tego konkretnego egzemplarza. Mowa o Polonezie Caro z absolutnie minimalnym przebiegiem, wynoszącym zaledwie 349 kilometrów. To nie jest „gruz”, to kapsuła czasu, której stan zachowania jest anomalią.

Tajemnice Polonezów z kierownicą po prawej stronie

Kolejnym fascynującym aspektem, który winduje cenę tego samochodu, jest jego rodowód. Zarząd FSO w połowie lat dziewięćdziesiątych, mając świadomość, że podbój rynków zachodnich jest już passe, musiał znaleźć ujście dla nadwyżek produkcyjnych. Jak się okazuje, wytrawni znawcy motoryzacji doskonale wiedzą, że egzemplarze z kierownicą po prawej stronie były de facto „składakami” z części wcześniej wyprodukowanych roczników.

Choć w 1993 roku na rynek weszła nowoczesna wersja MR’93, charakteryzująca się maską bez słynnego „łapacza powietrza” i nową deską rozdzielczą z dodatkowymi wlotami na środku, omawiany egzemplarz tych nowoczesnych dodatków nie posiada. Potwierdza to kosztem innowacji na korzyść autentyczności historycznej.

Prawdziwa historia tego konkretnego egzemplarza zaczyna się na Malcie. W lutym 2023 roku kolekcjoner Mirosław Hapłyk z Jeleniej Góry natrafił na czerwonego FSO Poloneza Caro, wyposażonego w pakiet stylistyczny Orciari, kierownicę po prawej stronie (co jest logiczne dla ruchu lewostronnego) oraz sportowe fotele Inter Groclin. Z powodu braku lokalnego zainteresowania, polski pasjonat podjął decyzję o zakupie i brawurowym transporcie auta do Polski, co skrupulatnie relacjonował na TikToku. Po wykonaniu niezbędnych przeglądów, ten unikat trafił na Otomoto.pl, wyceniony na 149 900 zł. Pod maską klasycznie – benzynowy silnik 1.5 GLI o mocy 86 KM i napęd na tylną oś, lecz tym razem w kontekście kolekcjonerskim, a nie codziennej eksploatacji.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze