Polska na czerwono: Łódź i Lublin w światowej czołówce zakorkowanych miast.

Jarek Michalski

Czy da się jeszcze w ogóle sprawnie poruszać po polskich miastach? Najnowszy ranking TomTom Traffic Index 2026 przynosi druzgocące wieści dla zmotoryzowanych – polskie aglomeracje królują w europejskich (a nawet światowych) zestawieniach najbardziej zakorkowanych miejsc. Przygotujcie się na twarde dane, bo jazda po Wrocławiu, Łodzi czy Poznaniu to już codzienny test cierpliwości, który kosztuje nas dni wolnego czasu.

Polska na czerwono na mapie europejskich kongestii drogowych

Coroczny raport TomTom Traffic Index to bezlitosny barometr kondycji miejskiego ruchu drogowego. Bazujący na danych z systemów nawigacyjnych, obejmuje ponad 500 metropolii na całym świecie, a piętnasta edycja badania dostarcza wyjątkowo gorzkich wniosków dla kierowców znad Wisły. Prawda jest taka, że Polska „świeci się na czerwono” na drogowej mapie Europy, a sytuacja daleka jest od poprawy. Wskaźnik zatorów, czyli procentowe wydłużenie czasu podróży w godzinach szczytu względem ruchu płynnego, pokazuje, jak bardzo nasze codzienne przemieszczanie się zostało spowolnione.

W tym globalnym zestawieniu Meksyk jawi się jako absolutny rekordzista z 73-procentowym wydłużeniem czasu przejazdu w szczycie, a tuż za nim plasuje się Bengaluru i… Dublin. Ale to, co dzieje się u nas, to regionalny fenomen. Aż sześć polskich miast znalazło się w rankingu dziesięciu najbardziej zatłoczonych aglomeracji Europy. To nie jest marginalny problem – to strukturalny kryzys mobilności.

Światowa czołówka? Witajcie w Łodzi i Lublinie!

Kiedy spojrzymy na absolutną światową czołówkę, możemy poczuć pewien lokalny powód do dumy – ale tylko przez chwilę. Łódź i Lublin zostały sklasyfikowane wśród najbardziej zakorkowanych miast świata. Sytuacja jest na tyle poważna, że Łódź, z wynikiem bliskim światowej elity, zajęła aż czwarte miejsce w globalnym zestawieniu, notując „wskaźnik zatorów” na poziomie +72,8 proc. To oznacza, że przejazd przez Łódź w godzinach szczytu trwa niemal dwa razy dłużej niż powinien.

Mamy zatem Polskę w ścisłej światowej czołówce. Tuż za Łodzią i przed Bogotą uplasował się Lublin (70,4 proc.). Co ciekawe, czołówkę europejskich koszmarów tworzą: Dublin (+72,9 proc.), a następnie nasi rodzimi pretendenci.

10 najbardziej zakorkowanych miast w Europie w 2025 roku (według TomTom):

  1. Dublin – (+72,9 proc.)
  2. Łódź – (+72,8 proc.)
  3. Lublin – (+70,4 proc.)
  4. Poznań – (+64,9 proc.)
  5. Bukareszt (+62,5 proc.)
  6. Stambuł (+62 proc.)
  7. Budapeszt (+61,9 proc)
  8. Wrocław – (+59,2 proc.)
  9. Bydgoszcz – (+59 proc.)
  10. Kraków – (+58,7 proc.)

Jak widać, niemal co drugi wpis na europejskiej liście to polskie miasto. Poznań, Wrocław, Bydgoszcz, Kraków – te nazwy to synonim korków. Nawet Warszawa (+51,3 proc.) czy Gdańsk (+50,1 proc.) ledwo mieszczą się w tej niechlubnej „pięćdziesiątce”, ale i tak generują fatalne wyniki.

10 kilometrów rozciągnięte w pół godziny. Czy to jeszcze jazda, czy już postój?

Raport TomTom nie mierzy tylko procentowego spowolnienia, ale także realny czas potrzebny na pokonanie standardowego dystansu. To pozwala ocenić, w których aglomeracjach kierowcy najbardziej tracą na statycznej przepustowości dróg, pogodzie, czy… po prostu skali zatorów.

Tutaj obraz się nieco zmienia, bo choć ogólne zatłoczenie jest największe w Łodzi, to najwięcej czasu na przejechanie zaledwie 10 kilometrów tracą mieszkańcy Wrocławia. Wrocławianie potrzebują na ten dystans aż 30 minut! Zastanówmy się chwilę: 30 minut na 10 kilometrów to średnia prędkość oscylująca wokół 20 km/h. W takich warunkach samochód osobowy staje się luksusowym środkiem transportu, któremu do komunikacji miejskiej niewiele ustępuje.

Dziesięć polskich miast, w których 10 km to wyzwanie:

  1. Wrocław – 30:00
  2. Poznań – 28:02
  3. Łódź – 26:40
  4. Kraków – 24:29
  5. Warszawa – 24:23
  6. Bydgoszcz – 23:49
  7. Gdańsk – 23:26
  8. Szczecin – 23:05
  9. Lublin – 22:13
  10. Białystok – 19:44

Co ciekawe, Poznań znalazł się na drugim miejscu pod względem czasu na 10 km, pomimo że w rankingu ogólnego zatłoczenia zajął czwartą pozycję w Europie. To pokazuje, jak wielowymiarowo systemy drogowe zawodzą.

Dni urlopu tracone w korkach: Poznań bije rekordy

Skoro już wiemy, ile czasu tracimy na metrze kwadratowym drogi, przejdźmy do skali rocznej. Ile realnie dni urlopu (a może raczej życia) wysiedzieliśmy w korkach? TomTom Traffic Index przelicza te opóźnienia na wymierne dni w roku. I tu znów poznańskie ulice dają się we znaki.

Kierowcy w Poznaniu stracili najwięcej – aż 5 dni i 19 godzin w skali roku, wyłącznie z powodu korków w godzinach szczytu. Zaraz za nim plasują się Wrocław (5 dni i 18 godzin) oraz Łódź (5 dni, 15 godzin). To jest szokująca liczba; to niemal tydzień roboczy spędzony na bezproduktywnym staniu w miejscu, oczekując na zielone światło.

Raport wskazuje nawet na „czarne dni” – momenty ekstremalnych zatorów. W Warszawie najgorzej było 18 grudnia, co autorzy wiążą z wizytą dyplomatyczną. We Wrocławiu krytyczny był 19 grudnia, z powodu poważnych zdarzeń drogowych. Z kolei w Poznaniu „czarny dzień”, generujący gigantyczne zastoje, miał miejsce 6 czerwca, kiedy to miasto gościło dwa duże wydarzenia artystyczne. To pokazuje, że infrastruktura w tych miastach jest tak naprężona, że nawet standardowe wydarzenia kulturalne potrafią sparaliżować miejski transport na wiele godzin. Nasze metropolie po prostu nie są zaprojektowane na współczesny popyt motoryzacyjny.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze