Polski "maluch" w stylu rajdówki Grupy B wygrywa globalny konkurs Hot Wheels.

Jarek Michalski

W świecie motoryzacyjnych marzeń, gdzie mały Fiat 126p rzadko kojarzy się z legendami Grupy B, wydarzyło się coś absolutnie spektakularnego. Polski pasjonat udowodnił, że genialne projekty nie znają granic, a „Maluch” może stać się globalną gwiazdą. Mowa o Fiacie 126p Delta XS, który nie tylko olśnił, ale i dosłownie podbił serca sędziów w prestiżowym konkursie Hot Wheels Legends Tour. Przygotujcie się na historię o determinacji, dyplomie z inżynierii i triumfie nad konwencją.

Jakie kryteria decydują o karierze samochodowej legendy Hot Wheels?

Hot Wheels Legends Tour to nie jest zwykły zlot tuningowanych aut. To globalna arena, na której producenci miniaturowych supersamochodów szukają gotowego kandydata, by ten trafił do produkcji jako ikoniczny, kolekcjonerski model w skali 1:64. Wypatruje się pojazdów, które emanują autentyczną pasją, są efektem niebanalnych modyfikacji i po prostu „wyglądają jak Hot Wheels”, choćby miały miliony pod maską.

Aby wygrać tę prestiżową batalię, projekt musi spełniać trzy fundamentalne, choć subiektywne, kryteria:

  • Autentyczność: Czy samochód rzeczywiście przesuwa granice designu i osiągów, sprawiając wrażenie miniatury, która właśnie zjechała z linii produkcyjnej pełnoskalowej zabawki? To balansowanie na krawędzi – musi być ekstremalny, ale rozpoznawalny.
  • Kreatywność: Pojazd musi być absolutnie unikalny. Sędziowie szukają pomysłu, który sprawia, że natychmiast myślimy: „Nigdy czegoś podobnego nie widziałem”.
  • Duch warsztatu: To esencja całego przedsięwzięcia. Oczekuje się, że w projekcie widać każdą zarwaną noc, każdy litr wylanego potu i nieposkromioną pasję konstruktora przekuwaną w fizyczną formę.

Jeśli te warunki zostaną spełnione, nagroda jest bezcenna: stworzenie modelu odlewanego, który wyląduje na półkach kolekcjonerów na całym świecie. To awans z garażu do globalnego panteonu motoryzacyjnej popkultury.

Polski majstersztyk: Fiat 126p Delta XS deklasuje konkurencję

Tegoroczna edycja Hot Wheels Legends Tour miała swojego niekwestionowanego bohatera, a był nim Fiat 126p w wersji bis, przemieniony w cudo zwane Delta XS. Celem twórcy było jedno: sprawić, by ten kultowy, polski „Maluch” stał się wierną kopią rajdowych potworów Grupy B z lat 80. A jeśli mówimy Grupa B, to naturalnie myślimy o Lancii Delcie S4.

Delta XS jest hołdem niemalże bezkompromisowym. Sama nazwa – Delta XS – to oczywiste nawiązanie do włoskiej rajdówki, a malowanie, stylizowane na słynne barwy Martini Racing, tylko pogłębia to skojarzenie. Ale co tak naprawdę przekonało światowych jurorów, w tym legendę motoryzacji Jaye’a Leno?

Były to detale, połączone z potężną mocą kryjącą się w malutkim nadwoziu. Jay Leno, znany z zamiłowania do perfekcji, podsumował to dosadnie:

Ten projekt podoba mi się najbardziej. Malowanie nadwozia jest wykonane dokładnie w duchu Hot Wheels. Samochód wygląda unikalnie i niepowtarzalnie, ale nie został zmodyfikowany na tyle, aby nie dało się rozpoznać modelu na którym bazuje. A do tego nie tylko wygląda, ale i jeździ jak rajdówka.

Inni sędziowie wtórowali entuzjazmem, chwaląc profesjonalizm wykonania i nienaganne wyczucie proporcji, które jest kluczowe przy tak drastycznej transformacji. Zwracali uwagę, że mimo fantazji, nie zgubiono rdzenia, czyli samego Fiata 126p.

Od Malucha do potwora: Sekret drzemiący pod podłogą Fiacika

Bazą dla Delty XS nie był standardowy Fiat 126p, lecz jego bardziej zaawansowana (choć wciąż niszowa) wersja – 126p bis. Ta polska inżynierska próba unowocześnienia projektu charakteryzowała się trzydrzwiowym nadwoziem typu hatchback oraz, co kluczowe dla projektu Delta XS, silnikiem umieszczonym w nowej konfiguracji. W 126p bis jednostka 700 cm³ z chłodzeniem cieczą była pierwotnie montowana pod podłogą bagażnika.

Jednak w Delcie XS zastosowano radykalne rozwiązanie napędowe. Oryginalny silnik został wyparty przez potwora – zmodyfikowany motor 1.3 Turbo pochodzący z Fiata Uno Turbo ie. Co ciekawe, umieszczenie go centralnie, za fotelami, nie jest inwencją obecnego właściciela; zmiana ta została dokonana przez jednego z poprzedników już w 2005 roku. Od tamtej pory, dzięki ciągłym modyfikacjom, ta jednostka generuje około 200 KM i 300 Nm momentu obrotowego, co przy masie Malucha jest wynikiem wręcz astronomicznym.

Cała otoczka wizualna jest równie imponująca. Przedni zderzak, choć zaadaptowany z innego modelu, został idealnie spasowany i dopracowany elementami wydrukowanymi w technologii 3D. Agresji dodają wloty i wyloty powietrza na masce, zaprojektowane przez firmę Frantom.

Największe dzieło sztuki inżynierskiej i wizualnej kryje się z tyłu. Tam, gdzie powinna znajdować się skromna pokrywa silnika, dumnie „stoi” okazałe, aerodynamiczne skrzydło z Porsche 996! Aby pomieścić szersze podwozie i usztywnić konstrukcję, poszerzono nadwozie o zawrotne 47 centymetrów, co pozwoliło na zastosowanie rajdowych, szerokich opon i gigantycznych wlotów powietrza chłodzących potężny silnik centralnie umieszczony.

Wnętrze dopełnia to sportowe widowisko – kokpit z Fiata 500 Abarth, kubełkowe fotele i sportowa kierownica MTM. To już nie jest samochód na zakupy na bazarek; to maszyna, która w pełni oddaje ducha dawnych, szalonych lat Rajdowych Mistrzostw Świata.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze