Czy polscy kierowcy w leasingowanych autach wpadają w czeską pułapkę mandatową? Związek Polskiego Leasingu bije na alarm, wskazując na kontrowersyjne metody egzekucji kar drogowych stosowane przez naszych południowych sąsiadów. Sytuacja jest poważna, ponieważ nie chodzi tylko o symboliczne opłaty, ale o realne zagrożenie utratą prawa do dalszej jazdy w trasie, co dla firm transportowych i klientów indywidualnych jest koszmarem logistycznym i finansowym.
Fotoradar strzela, a płaci leasingodawca. A co potem?
Problem, który wywołał burzę na styku polsko-czeskich relacji drogowych, jest klasycznym przykładem systemowej niespójności w egzekwowaniu przepisów w Unii Europejskiej. Jak alarmują Związek Polskiego Leasingu (ZPL) oraz Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów, czeskie służby mają tendencję do przypisywania mandatów za wykroczenia zarejestrowane na fotoradarach formalnemu właścicielowi pojazdu – czyli firmie leasingowej lub wynajmującej. Dla nich to standardowa procedura. Problem zaczyna się, gdy kierowca, często nieświadomy długu, zostaje zatrzymany przez patrol drogowy.
Właśnie wtedy dochodzi do eskalacji. Organizacje branżowe podkreślają, że czeskie przepisy pozwalają na egzekwowanie tych zaległych kar bezpośrednio podczas kontroli drogowej. Wyobraźmy sobie sytuację: jedziesz służbowym autem przez Czechy, zostajesz zatrzymany rutynowo, a nagle dowiadujesz się, że musisz spłacić mandat za przekroczenie prędkości sprzed miesięcy, którego formalnie nie otrzymałeś na adres zamieszkania w Polsce.
Jak wskazują organizacje, „karę egzekwuje się podczas kontroli drogowych od aktualnych użytkowników aut”.
Chwyt jest brutalny w swojej prostocie: jeśli kierowca nie ureguluje należności natychmiast, czeskie służby mają prawo do podjęcia drastycznych kroków. Mówimy tu o zatrzymaniu tablic rejestracyjnych, założeniu blokady na koła, a w skrajnych przypadkach, co brzmi jak scenariusz rodem z sensacyjnego filmu, o odholowaniu pojazdu. Dla kierowcy to nie tylko irytujące opóźnienie, ale lawina problemów – konieczność organizacji transportu zastępczego i pokrycia kosztów parkowania lub holowania.
Czy to jest zgodne z europejskim porządkiem prawnym? ZPL kwestionuje procedury
Cała ta machina budzi poważne wątpliwości natury prawnej, zwłaszcza w kontekście nadrzędnych regulacji Unii Europejskiej. ZPL swoje zastrzeżenia skierował oficjalnie do Ministerstwa Spraw Zagranicznych, argumentując, że obecna praktyka może naruszać fundamentalne zasady unijnego prawa.
Po pierwsze, wchodzimy na teren domniemania niewinności oraz proporcjonalności kar. Przenoszenie odpowiedzialności na leasingodawcę, który z definicji nie był sprawcą wykroczenia, wydaje się dublowaniem winy. Po drugie, kierowca, który jest faktycznym użytkownikiem auta, jest pozbawiany możliwości obrony lub nawet wiedzy o toczącym się postępowaniu administracyjnym.
Zdaniem branży, „odpowiedzialność bywa przenoszona na użytkowników pojazdów, którzy formalnie nie są stroną postępowania administracyjnego.”
Co więcej, ta sytuacja uderza w serce jednolitego rynku – swobodę świadczenia usług. Rynek leasingu i wynajmu, kluczowy dla międzynarodowego transportu, nie może funkcjonować w warunkach tak drastycznej i nieprzewidywalnej egzekucji kar. Eksperci motoryzacyjni z organizacji branżowych przypominają, że UE zmierza w zupełnie innym kierunku. Niedawna nowelizacja Dyrektywy 2015/413 ma na celu jasne przypisanie odpowiedzialności finansowej faktycznemu sprawcy wykroczenia, a nie tylko zarejestrowanemu właścicielowi pojazdu. Czeskie metody wydają się więc być anachronizmem, ignorującym te europejskie trendy.
Lobby za granicą: Działania wykraczające poza polskie granice
ZPL i Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów nie zamierzają ograniczać się do polskiego MSZ. Rozumiejąc, że problem ma charakter transgraniczny i wymaga międzynarodowej koordynacji, podjęli kroki na poziomie europejskim i czeskim.
Sprawa została zgłoszona do czeskich organizacji branżowych oraz do Leaseurope – europejskiej federacji zrzeszającej firmy leasingowe. Dlaczego to istotne? Celem jest wypracowanie przejrzystych protokołów wymiany informacji, które zapewnią, że mandat dotrze do osoby, która faktycznie złamała przepisy, a nie do korporacji zarządzającej tablicami rejestracyjnymi.
Celem tych działań jest ujednolicenie procedur egzekucji mandatów drogowych w całej UE. Obecne rozwiązania, jak twierdzą organizacje, prowadzą do „nieuzasadnionego przenoszenia odpowiedzialności finansowej na podmioty trzecie”. Dla menedżerów floty i użytkowników samochodów, którzy korzystają z międzynarodowych umów leasingowych, jasność prawna w tej materii jest nie tylko kwestią komfortu, ale kluczowym elementem zarządzania ryzykiem operacyjnym. Pozostaje obserwować, jak międzynarodowa presja wpłynie na pragmatyzm czeskich służb w egzekwowaniu drogowych przewinień.
