W Porsche najwyraźniej popełniono synchroniczny błąd w ocenie przyszłości motoryzacji, który kosztował niemiecką markę fortunę. Ekstremalna i bezwzględna elektryfikacja najlepiej sprzedającego się modelu, Macana, okazała się strzałem w kolano, zmuszając giganta do kosztownego odwrotu. Czy to koniec wiary w elektromobilność w Zuffenhausen, czy tylko pragmatyczna korekta kursu pod naporem rynkowych realiów?
Elektryczny Macan okazał się wtopą. „Źle oceniliśmy sytuację”
Niemiecki producent, który przez lata budował swoją legendę na dźwięku wolnossących silników, podjął decyzję, która dziś jawi się jako wręcz karkołomna. Mowa oczywiście o całkowitym przejściu Macana na napęd elektryczny. Przypomnijmy, Macan od debiutu w 2014 roku był absolutnym bestsellerem, regularnie schodzącym z taśm w liczbie ponad pół miliona egzemplarzy. W 2024 roku, w związku z zaostrzeniem przepisów (tym razem cyberbezpieczeństwa, co jest pewnym kuriozum w kontekście całej historii), model ten wycofano, by zastąpić go konstrukcją bazującą na zaawansowanej elektrycznej platformie PPE.
Decyzja ta natychmiast wywołała lawinę krytyki ze strony ekspertów i, co ważniejsze, klientów. Nawet Oliver Blume, który obecnie zarządza całym koncernem Volkswagen, a w tamtym czasie był szefem Porsche, musiał przyznać się do błędu. W rozmowie z „Frankfurter Allgemeine Zeitung” zarządca bez ogródek stwierdził, że marka „źle oceniła sytuację”.
Naszą strategią było oferowanie samochodów sportowych z silnikami spalinowymi, hybrydowymi i elektrycznymi w każdym z trzech segmentów – ale niekoniecznie w przypadku każdego pojedynczego modelu. Źle oceniliśmy sytuację w przypadku Macana. Na podstawie danych i analiz rynkowych dostępnych w tamtym czasie podjęlibyśmy tę samą decyzję ponownie. Dziś sytuacja wygląda inaczej i odpowiednio na to zareagowaliśmy, dodając zarówno wersje spalinowe, jak i hybrydowe.
To nie jest tylko kosmetyczna poprawka, to fundamentalna zmiana kursu wymuszona przez brutalną rzeczywistość rynkową. Warto odnotować, że Blume ustąpił ze stanowiska prezesa Porsche 1 stycznia, a stery przejął Michael Leiters.
Porsche naprawia swój błąd. Jaki los czeka Macana?
Gdy wodorosty pną się w górę, a inwestorzy zacierają ręce, Porsche musi gasić pożar. Konsekwencje takiej kalkulacji okazały się kosztowne. Marka została zmuszona do radykalnego manewru, cofając się z obranego kursu.
Oficjalnie potwierdzono, że nazwa modelowa „Macan” pozostanie zarezerwowana dla SUV-a z napędem czysto elektrycznym. Co jednak kluczowe dla fanów marki i stabilności finansowej – w 2028 roku na rynku zadebiutuje zupełnie nowy SUV. Ten samochód nie będzie już platformy PPE, lecz stanowić będzie faktycznego następcę uśmierconego spalinowego Macana.
Choć szczegóły techniczne są na razie ściśle chronione, krążą pogłoski, że platformą dla tego „drugiego” Macana, mającego przywrócić wolumeny, będzie nowa architektura koncernu – Premium Platform Combustion (PPC). Można więc spodziewać się, że nowa generacja SUV-a będzie dzieliła podzespoły z nowym Audi Q5. Czas na opracowanie tego „planu B” jest niezwykle krótki, co stawia inżynierów Porsche pod ogromną presją.
Niemiecki producent przejechał się na elektryfikacji gamy modelowej
Kryzys w Porsche nie dotyczy tylko jednego modelu. Fatalne wyniki finansowe z trzeciego kwartału 2025 roku to zimny prysznic dla zarządu. Po raz pierwszy od lat, producent ze stajni Zuffenhausen odnotował stratę. Dla porównania: przez pierwsze dziesięć miesięcy ubiegłego roku zysk operacyjny wyniósł zaledwie 40 milionów euro, podczas gdy rok wcześniej w analogicznym okresie było to astronomiczne 4,035 miliarda euro. Marża operacyjna runęła z 14,1% do symbolicznego 0,2%.
Taki stan rzeczy ma kilka źródeł. Decyzja o usunięciu spalinowego Macana z oferty to tylko część problemu. Do tego dochodzi załamanie na kluczowym rynku chińskim oraz niekorzystne amerykańskie cła, które dodatkowo komplikują eksport drogich, luksusowych maszyn.
W obliczu tych faktów Porsche musi drastycznie ciąć koszty, a to oznacza rewidowanie ambitnych planów zeroemisyjnych. Dyrektor Blume nie tak dawno deklarował, że do roku 2030 Porsche zamierza sprzedawać ponad 80 procent samochodów z napędem elektrycznym. Ten plan właśnie przechodzi gruntowną rewizję, co pokazuje, że paliwo syntetyczne (e-fuels) i silniki spalinowe mają się na razie doskonale.
Co ciekawe, ta korekta dotyczy także innych, ikonicznych modeli. Podjęto decyzję o rezygnacji z całkowitej elektryfikacji sportowego 718 Boxster i Cayman. Według pierwotnych założeń, te modele miały doczekać się wyłącznie elektrycznych następców. Teraz potwierdzono, że w nowej generacji pojawią się również topowe warianty z tradycyjnymi silnikami spalinowymi, co jest sygnałem dla rynku: klienci wciąż kochają warkot V6 i V8.
Wyjątkiem pozostaje flagowa 911, która na razie nie doczeka się elektrycznego wcielenia. To pokazuje, że Porsche, mając w rękach twarde dane finansowe i sprzedażowe, jest gotowe porzucić dogmaty elektromobilności tam, gdzie rynek jeszcze nie dojrzał do rewolucji.
