Prezydent podpisał zmiany umożliwiające testy autonomicznych aut na polskich drogach.

Jarek Michalski

Mamy w Polsce nowe przepisy, które mogą wywrócić rynek motoryzacyjny do góry nogami. Wyobraźcie sobie – wreszcie legalne testy samochodów autonomicznych na naszych drogach! Prezydent Karol Nawrocki złożył podpis pod nowelizacją, która, choć wyczekiwana przez lata, budzi mieszane uczucia co do tempa implementacji. Czy to skok w przyszłość, czy tylko kolejny papierowy tor dla innowacji? Przyjrzyjmy się temu, co dokładnie zmieniło się dla polskiej motoryzacji.

Koniec biurokratycznego hamulca dla autonomii i używanych aut

Zmiana, która właśnie weszła w życie, to efekt złożonego procesu obejmującego nowelizację aż pięciu kluczowych ustaw. Mówimy tu o kompleksowym uregulowaniu zasad, które dotąd skutecznie blokowały rozwój technologii autonomicznej w Polsce. Jak zwięźle podsumowano, podpisanie nowelizacji Prawa o ruchu drogowym 18 grudnia 2025 roku było decyzją podjętą „w ostatnim możliwym momencie”. W branży widać wyraźną ulgę, bo bez tych zmian Polska groziła staniem się motoryzacyjną skansenem.

Tomasz Bęben, prezes zarządu Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych (SDCM), nie owijał w bawełnę, stwierdzając:

Podpisanie nowelizacji Prawa o ruchu drogowym 18 grudnia 2025 r. było decyzją podjętą w ostatnim możliwym momencie. Jej odrzucenie oznaczałoby świadomą rezygnację z udziału w wyścigu o przyszłość mobilności

To mocne słowa, które podkreślają, jak długo polski system prawny ignorował postęp technologiczny. Przez lata, jeśli ktoś w Polsce chciał testować zaawansowane systemy wspomagania kierowcy (ADAS) czy pełną autonomię pojazdu, musiał szukać zaplecza w krajach takich jak Francja, Wielka Brytania czy Węgry. Polska, mimo potencjału naukowego, stawała się regionalnym zapleczem dla wdrożeń, a nie dla innowacji.

Co dokładnie zmieniło się dla inżynierów i naukowców?

Nowelizacja wchodzi w życie w pięciu filarach legislacyjnych. Dotyczy to Prawa o ruchu drogowym, ustawy o transporcie drogowym, regulacji dotyczących ubezpieczeń obowiązkowych, a także ustaw związanych z publicznym transportem zbiorowym oraz zmian w Funduszu rozwoju przewozów autobusowych.

Kluczowy dla inżynierów i centrów R&D jest aspekt testowania pojazdów zautomatyzowanych. Nowe przepisy kompleksowo regulują, jak po naszych drogach mają poruszać się pojazdy, które wkrótce mogą stać się codziennością. Co równie ważne, wprawiono w ruch mechanizmy określające zasady odpowiedzialności za szkody wyrządzone podczas testów pojazdów autonomicznych. To jest absolutny must-have dla każdego ubezpieczyciela i producenta decydującego się na pilotaż. Do tej pory luki prawne w tej materii były gigantyczną, finansową bombą zegarową.

Teraz, jak przekonuje prezes SDCM, Polska otrzymała tę „szansę, której nie może zmarnować”. Szansa na to, by polskie uczelnie, instytuty badawcze, producenci części i integratorzy systemów nie musieli pakować walizek. Oczywiście, ten optymizm poprzedzony jest latami stagnacji.

Czy szampan jest już otwarty? Tempo implementacji to klucz do sukcesu

Choć ustawa została podpisana, prawdziwa walka dopiero się zaczyna. Sam akt prawny to dopiero framework – szkielet. Cała branża motoryzacyjna, która chce korzystać z tych udogodnień, spogląda teraz nerwowo na administrację publiczną.

Jak zauważają przedstawiciele branży, przed administracją stoi ogromne zadanie stworzenia przepisów wykonawczych. To tutaj, w gąszczu rozporządzeń, leży diabeł. Trzeba doprecyzować procedury certyfikacji, ustalić standardy bezpieczeństwa dla poszczególnych poziomów autonomii (od ADAS L2+ po pełne L5) i rozwiązać skomplikowane kwestie podatkowe związane z nowymi modelami biznesowymi opartymi na autonomii.

Tomasz Bęben ostrzega, że bez szybkich, pragmatycznych regulacji szczegółowych, cała ta legislacyjna gimnastyka pójdzie na marne. Nie chodzi wyłącznie o wizję samochodów bez kierowcy, ale o ewolucyjny postęp.

Nie chodzi o wizję samochodów bez kierowcy, lecz o bezpieczną, kontrolowaną ewolucję technologii, która wspiera ludzi, wzmacnia gospodarkę i decyduje o tym, czy Polska będzie uczestniczyć w tworzeniu przyszłości mobilności, czy pozostanie jedynie jej biernym odbiorcą – tłumaczy Tomasz Bęben.

To jest sedno sprawy: czy Polska ma zamiar aktywnie kształtować przyszłość transportu, stając się poligonem doświadczalnym dla innowacyjnych firm, czy też wyłącznie kupować gotowe rozwiązania od tych, gdzie ramy legislacyjne powstały pięć lat wcześniej? Debata, która ciągnęła się pół dekady, wreszcie przyniosła przełom. Teraz czeka nas test efektywności administracji.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze