Prywatna kara za brak biletu parkingowego to nie mandat.

Jarek Michalski

Chyba każdy kierowca zna ten dreszcz emocji, gdy pod wycieraczką ląduje kartka od prywatnej firmy parkingowej, a kwota „kary” przyprawia o zawrót głowy. Ale czy te wezwania do zapłaty to faktycznie wyrok, czy raczej próba zastraszenia, która nie ma umocowania w prawie? Przygotujcie się na demaskację mylnych przekonań na temat opłat na parkingach przy dyskontach i galeriach handlowych, bo różnica między tym a mandatem ze Strefy Płatnego Parkowania jest kolosalna.

Kara za brak biletu parkingowego to nie mandat: Prywatne zasady, państwowe granice

Problem nie chodzi znikąd. Pojawienie się parkomatów i systemów biletowych na parkingach przy popularnych marketach, takich jak Lidl czy Biedronka, miało być chirurgicznym cięciem w problem „darmowych lokatorów” zajmujących miejsca klientom. Karta parkingowa na godzinę za darmo – niby proste. Ale gdy kontroler odnajdzie pod wycieraczką wezwanie do zapłaty opiewające na 100-150 złotych, kierowcy często padają ofiarą drobnych błędów, jak zapomnienie biletu za szybą. I tu zaczyna się prawny rollercoaster.

Jak podkreśla radca prawny Karol Hojda, kluczowa jest fundamentalna różnica prawna.

Mandat to uproszczona kara za popełnienie czynu zabronionego. Aby wyegzekwować kwotę mandatu wystarczy, aby urząd skarbowy wszczął egzekucję administracyjną i zajął środki na rachunku bankowym.

Te kartki zostawiane za wycieraczką, czy pisma wysyłane pocztą, to nie są mandaty w żadnym sensie prawnym. To wezwania do zapłaty, które wystawia prywatny przedsiębiorca zarządzający terenem. Operatorzy często grają na emocjach, strasząc wpisami do rejestrów dłużników czy wysyłając pisma przedprocesowe. Ale czy to wystarczy, by zmusić nas do płacenia, zwłaszcza gdy wina jest wątpliwa? Niekoniecznie. Prywatny zarządca musi działać w ramach prawa, a wolność regulowania własnego terenu ma swoje twarde granice.

Czy karę za brak biletu parkingowego trzeba płacić? Pułapka podpisywania reklamacji

Jeśli opłata jest naliczona słusznie, bo faktycznie zaniedbaliśmy procedurę – cóż, należność trzeba uiścić. Sytuacja komplikuje się, gdy wezwanie jest bezpodstawne. Wtedy intuicyjnie chcemy złożyć reklamację. I tu, drodzy kierowcy, czai się pułapka.

Składając reklamację, często jesteśmy proszeni o podanie pełnych danych osobowych na formularzu internetowym. A co, jeśli w tej samej korespondencji pojawia się sugestia, że mamy obowiązek wskazać, kto faktycznie kierował pojazdem? Sprytne, ale sprzeczne z polskim porządkiem prawnym. Taki obowiązek może narzucić wyłącznie organ uprawniony, tak jak Policja czy Inspekcja Transportu Drogowego. Nie prywatna firma!

Prywatna firma może co najwyżej o to grzecznie poprosić, a my możemy odmówić udzielenia takich informacji.

Dlaczego te dane są dla nich tak cenne? Ponieważ polskie prawo, w odróżnieniu od niektórych innych jurysdykcji, pozwala pociągnąć do odpowiedzialności wyłącznie kierowcę, a nie właściciela pojazdu za wykroczenie parkingowe.

W odróżnieniu od miejskich stref płatnego parkowania, opłaty za parkowanie nie można bezrefleksyjnie domagać się od właściciela pojazdu. W przypadku parkingów zarządzanych przez prywatne podmioty konieczne jest wykazanie przez zarządcę osoby, która zaparkowała określony pojazd w konkretnym miejscu i czasie. To z tą osobą – zgodnie z regulaminem – zawierana jest dorozumiana umowa najmu miejsca parkingowego. Tylko względem tej osoby zarządca może zasadnie dochodzić jakichkolwiek roszczeń, czy to na drodze polubownej, czy sądowej.

Prywatom trzeba udowodnić, kto był „najemcą” miejsca w danym momencie. A tego, mimo dostępu do CEPIK-u, firmy te zrobić nie potrafią.

Jak odwołać się od dodatkowej opłaty parkingowej? Kiedy sąd staje po naszej stronie

Skoro prywatny operator nie może wskazać kierowcy, sprawa staje się trudna do wygrania na wokandzie. Nawet zakładając, że sprawa trafi do sądu, właściciel, który twardo obstaje przy fakcie, że to nie on prowadził i nie jest w stanie wskazać faktycznego kierującego, ma bardzo mocną pozycję. Sąd będzie musiał ocenić chociażby, czy regulamin parkingu był jasny i zrozumiały.

Radca prawny Hojda doradza metodę stanowczą w korespondencji z operatorami:

  • jasno wskazać, że nie uznajemy roszczenia,
  • domagać się przesłania podpisanej umowy oraz faktury za rzekomo wykonaną usługę,
  • złożyć sprzeciw przeciwko wpisowi do rejestru dłużników,
  • złożyć sprzeciw w zakresie przetwarzania danych osobowych oraz domagać się ich usunięcia.

Niektórzy operatorzy straszą art. 286 § 1 Kodeksu Karnego (oszustwo), jednak prawnicy skłaniają się bardziej ku wykroczeniu szalbierstwa. Niezależnie od kwalifikacji, problem fizycznego wskazania winnego pozostaje. Nawet jeśli sprawa trafi na komendę, właściciel ma dwa potężne narzędzia obronne. Jako potencjalny obwiniony może zastosować prawo do odmowy składania wyjaśnień, a jeśli wezwany zostanie jako świadek, ma prawo odmówić odpowiedzi na pytania, które mogłyby narazić jego lub jego bliskich na odpowiedzialność karną. Ostatecznie, by wyegzekwować opłatę, prywatny podmiot musi wygrać proces cywilny, a bez winnego kierowcy, to droga daleka od pewnej. Wywieranie presji i kategoryczne odmawianie podawania danych to najlepsza strategia w tym starciu.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze