Przedłużenie przywileju: elektryki pojadą buspasami dłużej, ale do 2027 roku.

Jarek Michalski

Wielu kierowców w Polsce traktuje samochód elektryczny jako przepustkę do szybszego dotarcia do celu – jazda po buspasach to prawdziwy ‘game changer’ w miejskim zgiełku. Jednak ten luksus, wynikający z ambitnych założeń ustawy o elektromobilności, ma swoją datę ważności. Czy elektryki stracą swój tajny atut na rzecz dłuższego stania w korkach, czy może politycy znowu podniosą rękę za zieloną rewolucją? Przygotujcie się na dawkę szczegółów dotyczących tej gorącej motoryzacyjnej debaty.

Elastyczna jazda po buspasach: Od zachęty do niepewności

Korzystanie z wydzielonych pasów dla autobusów to bez wątpienia jeden z najważniejszych magnesów przyciągających kierowców do zakupu pojazdów o zerowej emisji. W aglomeracjach, gdzie czas to pieniądz, a korek uliczny staje się normą, możliwość ominięcia chaosu jest nieocenioną zaletą. To udogodnienie wpisane w ustawę o elektromobilności miało naturalnie zachęcać Polaków do ekologiczniejszego wyboru, wspomagając tym samym transformację flotową.

Problem polega na tym, że przywilej ten nie jest wieczny, a ustawa przewidywała jasną datę graniczną. Zgodnie z pierwotnymi zapisami Kodeksu drogowego, ten czas miał minąć wraz z początkiem roku 2026. Brzmiało to dość kategorycznie:

Do dnia 1 stycznia 2026 r. dopuszcza się poruszanie się pojazdów elektrycznych, o których mowa w art. 2 pkt 12 ustawy z dnia 11 stycznia 2018 r. o elektromobilności i paliwach alternatywnych, oraz pojazdów napędzanych wodorem, o których mowa w art. 2 pkt 15 tej ustawy, po wyznaczonych przez zarządcę drogi pasach ruchu dla autobusów.

Czy to oznaczało automatyczny koniec dla elektryków na tych pasach? Nic bardziej mylnego. Jak się okazuje, prawodawcy postanowili dać furtkę, dając lokalnym władzom możliwość decydowania. Jednak ostatecznie, po ostatniej nowelizacji, termin ten został przesunięty. Karol Nawrocki zatwierdził nowe przepisy, które przedłużyły ten okres o kolejne dwa lata – tym samym pojazdy elektryczne i wodorowe będą mogły korzystać z buspasów do 31 grudnia 2027 roku. Warto dodać, że w tym samym pakiecie przedłużono również możliwość poruszania się po pasach dla pojazdów ratownictwa medycznego.

Co grozi za pomyłkę i kto naprawdę ma rację na buspasie?

Dla postronnego obserwatora, albo dla kogoś, kto po prostu źle zinterpretuje przepisy, jazda buspasem bez uprawnień to szybka wizyta w państwowym budżecie. Aktualny taryfikator mandatów przewiduje za to wykroczenie karę w wysokości 100 złotych oraz jeden punkt karny. To niewiele w porównaniu z utratą nerwów w korku, ale dla posiadacza Tesli czy ID.3 może być irytującą niespodzianką.

Jednak kwestia elektryków na buspasach to nie tylko suche przepisy – to prawdziwy polityczno-społeczny bój. Zwolennicy elektromobilności biją na alarm, twierdząc, że nagłe cofnięcie tego przywileju mogłoby radykalnie spowolnić i tak już powolny proces popularyzacji aut zeroemisyjnych w Polsce. W końcu, po co inwestować w droższe EV, jeśli stracą one kluczową przewagę logistyczną?

Z drugiej strony, użytkownicy komunikacji miejskiej i tradycyjnych kierowcy mają mocne argumenty. Buspasy, które miały być gwarancją punktualności autobusów, stały się swoistym 'korytarzem wolności’ dla coraz szerszej gamy pojazdów. Obok autobusów widzimy radiowozy, taksówki, pojazdy do przewozu osób, a w wielu miastach także motocykle. Kiedy do tej mieszanki dodamy lawinowo rosnącą liczbę elektryków – a tych zarejestrowano w Polsce niemal 108 tysięcy w październiku, w porównaniu do 76 tysięcy rok wcześniej – rodzi się pytanie, czy buspasy w ogóle jeszcze spełniają swoją rolę? Czy nie zamieniają się w kolejny, nieco szybszy, ale równie zatłoczony pas ruchu?

Władza lokalna a przyszłość – klucz do utrzymania przywileju

Warto wrócić do sedna prawnego rozwiązania. Nawet po wygaśnięciu ogólnokrajowego terminu, ostateczna decyzja o dopuszczeniu pojazdów elektrycznych do pasów dla autobusów pozostaje w gestii samorządów. To lokalni zarządcy dróg, znający specyfikę miejskiego natężenia ruchu, będą mieli ostatnie słowo. Oznacza to, że w jednym mieście, np. w Krakowie, elektryk może jeździć buspasem przez kolejne lata, podczas gdy w Warszawie ten sam przywilej może zostać cofnięty dokładnie 1 stycznia 2028 roku, jeśli miasto uzna, że infrastruktura na to nie pozwala lub że korzyść dla komunikacji zbiorowej jest zagrożona. Ta decentralizacja kompetencji wprowadza pewien element chaosu, ale z drugiej strony pozwala na elastyczne reagowanie na lokalne potrzeby transportowe.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze