Przewoźnicy nie chcą dopłat przez wymóg 36 miesięcy służby pojazdu.

Jarek Michalski

Wielkie pieniądze w grze o cyfryzację tachografów! Rząd ruszył z dopłatami do wymiany kluczowych urządzeń w ciężarówkach, ale kierunek, w którym zmierza branża transportowa, jest zaskakujący – wielu przewoźników woli zrezygnować z dofinansowania, niż dać się złapać w pułapkę 36 miesięcy uwiązania do jednego pojazdu. Czy to oznacza, że unijny Pakiet Mobilności doprowadzi do paraliżu w sektorze, czy może bariera biurokratyczna jest po prostu zbyt wysoka? Zanurzmy się w szczegóły tego gorącego tematu.

Ruszył nabór: Kto i ile może dostać za wymianę tachografu G2V2?

Nabór wniosków, który wystartował 1 grudnia, jest szansą dla przewoźników realizujących międzynarodowy transport na odzyskanie części kosztów związanych z obowiązkową modernizacją sprzętu. Mowa tu oczywiście o tachografach drugiej generacji, modelu G2V2, wymaganym przez unijne regulacje. To nie przelewki – refundacja ma formę pomocy de minimis i sięga hojnie do 3 tysięcy złotych netto za jedno urządzenie. Pula środków jest niebagatelna: na ten cel rząd przeznaczył 319,7 miliona złotych, co teoretycznie wystarczyłoby na pokrycie kosztów dla około 107 tysięcy urządzeń.

Aby skorzystać z tej finansowej kroplówki, przedsiębiorstwo musi być zarejestrowane w oficjalnym wykazie Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego (GITD). Dostęp do pieniędzy jest jednak ściśle ograniczony czasem i przepustowością systemu. Wnioski elektroniczne, składane poprzez Platformę Usług Elektronicznych ARiMR, można przesyłać aż do 31 stycznia 2026 roku, ale kluczowa zasada brzmi: o przyznaniu dofinansowania decyduje kolejność zgłoszeń. To klasyczna gonitwa z czasem.

System przyznawania wsparcia został skonstruowany dwustopniowo, co ma zapewnić sprawiedliwy podział funduszy:

  • Dofinansowanie otrzymają firmy wnioskujące o wymianę maksymalnie dziesięciu tachografów, bez względu na skalę ich działalności.
  • Pozostałe, niewykorzystane środki trafią do przewoźników, którzy muszą wymienić większą liczbę tych precyzyjnych narzędzi pomiarowych.

W dokumentacji przewoźnik musi wykazać się skrupulatnością. Wymagany jest numer licencji transportowej, dane pojazdu zapisane w Bazy Transportu Ministerstwa (BTM), a także szczegółowe informacje o warsztacie, który zrealizował montaż. Do tego dochodzą potwierdzenia zakupu, montażu oraz obowiązkowy wydruk danych technicznych nowego tachografu G2V2. Szacuje się, że już wymieniono około 150 tysięcy tachografów w Polsce, co oznacza, że spora część rynku już dostosowała się do standardów, ale rządowe dopłaty mają ten proces sfinalizować.

Pułapka 36 miesięcy: Dlaczego przewoźnicy wolą płacić sami?

I tu dochodzimy do sedna sprawy, która budzi największe kontrowersje i sprawia, że wiele firm wstrzymuje się z aplikowaniem o te, wydawałoby się, darmowe środki. Komitet Obrony Przewoźników i Pracodawców Transportu (KOPiPT) bije na alarm, wskazując na zapis, który dla dynamicznie zarządzanej floty może być prawdziwym wyrokiem.

Wymóg jest twardy i bezkompromisowy: ciężarówka, która otrzyma dofinansowanie na nowy tachograf, musi pozostać w użytkowaniu danej firmy przez minimum 36 miesięcy od daty zamontowania urządzenia. Sprzedaż pojazdu wcześniej wymaga uzyskania zgody urzędników i złożenia formalnego powiadomienia. Największy problem? Groźba kary. W razie niedochowania terminu, przewoźnik może zostać zobowiązany do zwrotu dotacji, a do tego doliczone zostaną odsetki.

Jak słusznie zauważają przedstawiciele branży, to jest kluczowy hamulec. Cykl życia nowoczesnej ciężarówki w firmie transportowej rzadko kiedy osiąga trzy lata. Ciągła wymiana floty, optymalizacja kosztów eksploatacji i elastyczność finansowa (często oparta na krótszych umowach leasingowych) są fundamentalne dla rentowności tej kapitałochłonnej branży.

„Przede wszystkim wymiana pojazdów ciężarowych następuje znacznie szybciej aniżeli co trzy lata, a wiele przedsiębiorstw nie posiada nawet tak długich umów leasingowych.”

Używane ciężarówki i widmo wymiany floty – co dalej?

Co ciekawe, dopłata obejmuje również pojazdy używane. Czy to oznacza, że przewoźnicy, którzy nabyli starszy ciągnik i zainstalowali w nim nowoczesny tachograf, są teraz zmuszeni do trzymania tego, potencjalnie mniej niezawodnego, wozu przez kolejne trzy lata? Oczywiście, że tak. Problem polega na tym, że awaryjność pojazdu systematycznie rośnie wraz z przebiegiem. Inwestowanie pieniędzy w nowy, drogi tachograf, a następnie wiązanie się trzyletnim „małżeństwem” z wiekowym silnikiem, to logistyczny i finansowy nonsens dla wielu firm.

Sytuacji nie sprzyja również zmieniające się prawo środowiskowe. W powietrzu wiszą zapowiedzi wzrostu opłat drogowych powiązanych z klasami emisji CO2. To oznacza, że wiele firm już teraz kalkuluje, że za moment będą musiały wymienić pojazdy na nowsze jednostki, niezależnie od wymiany tachografu. Zobowiązanie się na 36 miesięcy spójności z obecnym, często mniej ekologicznym, sprzętem, staje się strategicznym błędem.

Na chwilę obecną (stan na pierwszą połowę okresu naboru) sytuacja jest płynna. KOPiPT stara się negocjować warunki, podkreślając, że umowa, którą przewoźnicy widzą teraz, ma charakter poglądowy i nie jest wiążąca. Dopiero po zakończeniu zbierania wniosków, czyli na przełomie lutego i marca, ma zostać zaprezentowana ostateczna wersja dokumentu. Wtedy okaże się, czy przymusowe 36 miesięcy zawiśnie nad branżą na stałe, czy też urzędnicy zastosują podejście bardziej pragmatyczne, uwzględniające realia operacyjne w transporcie ciężarowym. Pytanie, czy rząd faktycznie chce wesprzeć branżę, czy jedynie formalnie odhaczyć unijny wymóg.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze