Range Rover Velar, debiutujący w 2017 roku jako pomost między kompaktowym Evoque a masywnym Range Rover Sport, od początku miał ambicje bycia stylistycznym powiewem świeżości w segmencie luksusowych SUV-ów. Choć jego design urzekał, a komfort jazdy stawiał wysoko poprzeczkę, model ten nigdy nie zdobył masowej popularności, mierząc się z wyzwaniami wysokich cen i, u niektórych, problemami wieku dziecięcego. Najnowszy facelifting rzuca nowe światło na to, czy ten brytyjski arystokrata w samochodowym przebraniu zdołał dopracować swoje słabsze punkty i utrzymać blask.
- Osiem lat na rynku i ledwie kosmetyka: czy to wystarczy w świecie SUV-ów?
- Cyfrowa rewolucja w kabinie: czy więcej ekranów to zawsze lepszy komfort?
- Arystokrata z wadami: dlaczego jego linia dachu kradnie przestrzeń?
- Droga szybkiego przemieszczania się: diesel, który nie pali i jeździ jak po szynach
- Cena luksusu: czy Polacy są gotowi na taką ekstrawagancję?
Osiem lat na rynku i ledwie kosmetyka: czy to wystarczy w świecie SUV-ów?
Range Rover Velar od momentu swojego wprowadzenia na rynek w 2017 roku celował w niszę elegancji i nowoczesności. Przez osiem lat obecności doczekał się zaledwie jednego, choć znaczącego, faceliftingu. Pierwsza modernizacja, która miała miejsce trzy lata po debiucie, skupiła się głównie na elektryfikacji gamy silnikowej – wycofano V8 na rzecz hybrydy plug-in, a pozostałe jednostki zyskały wsparcie układu mild hybrid 48V. Dopiero lifting w 2023 roku przyniósł więcej zmian, ale czy były one rewolucyjne? Z zewnątrz korekty są na tyle subtelne, że jeśli ktoś nie śledzi na bieżąco motoryzacyjnych nowinek, może je przeoczyć. Mamy nowe reflektory Pixel LED, odświeżoną atrapę chłodnicy i delikatnie zmienione zderzaki. Zmiany te raczej potwierdzają, że projektanci mieli rację co do pierwotnej wizji – Velar nadal wygląda świeżo.
W kabinie jednak inżynierowie zdecydowali się na mocniejszą rewolucję, kierując się w stronę ultra-minimalizmu. W gamie nadal znajdziemy silniki, które stanowią pewien fenomen na tle trendów – obok PHEV, producent oferuje potężną benzynę 3.0 V6 o mocy 400 KM oraz dwa diesle: 3.0 R6 300 KM i mniejszą, czterocylindrową jednostkę 204 KM. Nam do testów trafił ten ostatni – wolnossący, sześciocylindrowy diesel o mocy 300 KM, wyposażony w technologię mild hybrid.
Cyfrowa rewolucja w kabinie: czy więcej ekranów to zawsze lepszy komfort?
Wnętrze po faceliftingu przeszło metamorfozę w kierunku niemal ascetycznej czystości. Zniknęły dwa dotykowe ekrany na konsoli środkowej, zastąpione jednym, dużym wyświetlaczem. Technicznie rzecz biorąc, interfejs działa płynnie, co jest plusem, jednak „nadmiar informacji potrafi wprowadzać lekki zamęt” – nawigacja po opcjach bywa intuicyjnie nieoczywista. Zdecydowanym plusem jest implementacja bezprzewodowych Apple CarPlay i Android Auto, co w tej klasie jest już standardem, ale ułatwia życie zorientowane na technologię.
Najbardziej radykalna zmiana, która może spolaryzować użytkowników, to niemal całkowite usunięcie fizycznych przycisków. Poza selektorem skrzyni biegów, konsola środkowa jest sterylna. Dla entuzjastów mechanicznych przełączników może to być bolesne doświadczenie, ale trzeba przyznać, że „luksusowe wykończenie wnętrza szybko rekompensuje te braki”. Materiały, spasowanie i jakość tapicerki z pewnością trzymają flagowy poziom Range Rovera. Fotele, z potencjałem 20-stopniowej regulacji i funkcją masażu, oferują wyśmienity komfort. Szeroki tunel środkowy zapewnia solidne podparcie dla ramienia, a izolacja akustyczna kabiny jest bliska perfekcji.
Arystokrata z wadami: dlaczego jego linia dachu kradnie przestrzeń?
Jeśli chodzi o percepcję luksusu i doskonałą ergonomię z przodu, Velar jest absolutnym mistrzem. Kierowca i pasażer z przodu czują się, jakby podróżowali w kapsule komfortu. Problem pojawia się, gdy spojrzymy na tylną kanapę. Tutaj ukazuje się fundamentalny kompromis: „Największa zaleta Velara – jego wygląd – jest jednocześnie jego największą słabością”. Ta zjawiskowa, opływowa i smukła sylwetka wymusiła nisko zawieszoną linię dachu oraz bardzo mocno zwężające się ku tyłowi boczne partie nadwozia.
W rezultacie, przestrzeń dla pasażerów drugiego rzędu jest zauważalnie ograniczona. Wysocy pasażerowie będą narzekać na brak miejsca na nogi, nawet jeśli przednie fotele zostaną przesunięte maksymalnie do przodu. Dodatkowo, „wysoko umieszczony tunel środkowy utrudnia zajęcie komfortowej pozycji”. To sprawia, że Velar w praktyce staje się samochodem, który jest idealny dla czworga, ale już nie dla pięciu osób. Bagażnik, choć godny luksusowego SUV-a, oferuje 552 litry, co wypada blado w zestawieniu z takimi konkurentami jak Volkswagen Touareg, który gromadzi 665 litrów. Velar jest więc autem stworzonym bardziej dla estetyki i komfortu podróżowania z przodu, niż dla praktyczności rodzinnej.
Droga szybkiego przemieszczania się: diesel, który nie pali i jeździ jak po szynach
Na drogach pozamiejskich i autostradach Velar absolutnie rozkwita. Prowadzenie jest pewne, a precyzja układu kierowniczego potrafi zaskoczyć w tak dużym pojeździe. W trybie komfort zawieszenie mistrzowsko radzi sobie z niedoskonałościami nawierzchni, a co najważniejsze – nie ma tu mowy o nadmiernych przechyłach nadwozia podczas dynamicznych manewrów. Oprócz doskonałej izolacji, niski współczynnik oporu powietrza sprawia, że jazda z wysoką prędkością jest relaksująca.
Testowany 3.0-litrowy diesel o mocy 300 KM, wspierany przez delikatne 48V MHEV, to doskonały kompan na długie dystanse. Zapewnia on nie tylko kulturę pracy właściwą dla sześciu cylindrów, ale i tęgą dynamikę – 6,5 s do setki to wynik imponujący dla ponad dwutonowego SUV-a. Co jednak absolutnie zaskakuje, to spalanie. Na zróżnicowanej trasie poza miastem zanotowaliśmy jedynie 6,2 l/100 km. Choć w miejskim chaosie, jak w krakowskich korkach, ten wynik ulega naturalnemu zwiększeniu do 10-11 l/100 km, to nadal utrzymuje się to w dolnej granicy dla tego segmentu.
Choć Velar wygląda jak SUV stworzony do luksusowego jeżdżenia po alejach i bulwarach, nie należy zapominać o jego terenowych aspiracjach. Standardowy prześwit 21,3 cm może zostać podniesiony pneumatycznie do 25 cm, a parametry kątów terenowych (natarcie 28,9 st, zejścia 29,5 st) oraz głębokość brodzenia 60 cm pozwalają mu z godnością opuścić asfalt. System Ground View, wyświetlający na ekranie obraz terenu bezpośrednio przed maską, jest niezwykle pomocny przy forsowaniu stromych przeszkód.
Cena luksusu: czy Polacy są gotowi na taką ekstrawagancję?
Range Rover Velar konsekwentnie realizuje swoją wizję – jest modny, prestiżowy i wykończony z niezwykłą pieczołowitością. To auto, które ma prezentować status, co odzwierciedla się w jego cenniku. Koszt zakupu to brama do ekskluzywnego klubu. Za podstawową wersję z najsłabszym dieslem zapłacimy startując od kwoty 328 100 zł. Natomiast testowany egzemplarz, będący w wersji Autobiography, z mocniejszym dieslem, 21-calowymi felgami, luksusową skórą Windsor i systemem audio Meridian 3D, zbliżył się do kwoty 560 tysięcy złotych.
Ta cena stawia go w bezpośredniej konfrontacji z mocnymi niemieckimi rywalami, którzy często oferują lepszą przestrzeń użytkową. Velar, poza niewątpliwym szykiem i wyjątkowym komfortem z przodu, jest samochodem bardziej dla estety niż dla pragmatyka. To luksusowy dodatek do wizerunku, a nie masowy wybór w segmencie SUV premium.
