Rekordowe rejestracje aut w Polsce w 2025 roku, ale co z samochodami czekającymi u dilerów?

Jarek Michalski

Rok 2025 przyniósł polskiemu rynkowi motoryzacyjnemu absolutny rekord rejestracji, z liczą niemal 668 tysięcy nowych aut osobowych i dostawczych. Na papierze wygląda to jak czysty sukces i powrót do formy po trudniejszych okresach, ale pozory mogą mylić. Przyjrzyjmy się bliżej danym, które sugerują, że za tymi imponującymi liczbami kryje się co najmniej 100 tysięcy samochodów, które wciąż czekają na swoich właścicieli w salonach. Czy to anomalia, czy stały element nowej strategii handlowej?

Czy polski rynek motoryzacyjny pobił historyczny rekord?

Niemal 668 tysięcy – bo tyle dokładnie, wedle wyliczeń IBRM Samar, wyniosła liczba nowych rejestracji samochodów osobowych i dostawczych do 3,5 tony w Polsce w 2025 roku. To wzrost o blisko 8 procent względem roku 2024. Z perspektywy czystej statystyki, branża może świętować, jednak eksperci z platformy Superauto.pl rzucają cień na ten spektakularny wynik. Problem polega na tym, że duża część tych zarejestrowanych wehikułów wcale nie opuściła placów dealerskich. Bartosz Chojnacki, wiceprezes Superauto.pl, szacuje, że na właścicieli czeka co najmniej sześciocyfrowa liczba pojazdów. To oznacza, że co najmniej jedna szósta wszystkich rzekomo sprzedanych w 2025 roku aut nadal czeka na swojego faktycznego nabywcę. Z czego wynika ta kuriozalna sytuacja?

Dlaczego nowe, zarejestrowane auta gniją na placach u dealerów?

Pierwszą przyczyną jest, jak się okazuje, po prostu zbyt duża podaż. Fabryki marek popularnych pracowały na najwyższych obrotach, reagując na ożywiony popyt, ale nie wszystkie wyprodukowane egzemplarze znalazły chętnych kupców. Drugi powód jest bardziej dynamiczny i odzwierciedla globalne zmiany na rynku: potężny wzrost popularności marek pochodzących z Chin. Dane IBRM Samar są tu bezlitosne: w 2025 roku na polskie drogi wyjechało 49 161 samochodów z Państwa Środka. Dla porównania, rok 2024 zamknął się liczbą zaledwie 10 696 takich rejestracji. Mówimy więc o monumentalnym wzroście przekraczającym 350 procent napływu chińskiej konkurencji, co musiało wywrzeć wpływ na cały ekosystem sprzedaży.

Sztuczne pompowanie statystyk: Polowanie na importerskie bonusy

Kolejnym, niepokojącym zjawiskiem, które nasiliło się pod koniec mijającego roku, jest rejestrowanie samochodów przez samych dealerów – czyli tak zwane „rejestracje na siebie”. Jest to manewr stosowany, gdy dany model zbyt długo zalega na placu – często są to egzemplarze z ubiegłego rocznika – ale przede wszystkim, gdy dealerzy desperacko chcą wypracować lepsze wyniki sprzedażowe. Jak wyjaśnia Bartosz Chojnacki: „Dilerzy samochodowi niektórych marek decydują się czasem zarejestrować auto na siebie. Robią to w sytuacji, gdy samochód zbyt długo stoi na placu, co dotyczy raczej starszych roczników lub w przypadku, gdy chcą wykazać taki pojazd w statystykach sprzedaży”. Przyczyny są oczywiste: dealerzy „robili co mogli, aby pokazać jak najlepsze wyniki i tym samym zapewnić sobie rekordowe bonusy od importerów za sprzedaż zrealizowaną w kwartale i w całym roku”. To klasyczna księgowa gimnastyka mająca na celu maksymalizację prowizji.

Styczeń studzi nastroje, ale z hakiem

Potwierdzeniem, że poświąteczne statystyki mogą być zafałszowane, jest analiza stycznia. IBRM Samar pokazał, że w pierwszym miesiącu 2026 roku zarejestrowano 40 284 auta osobowe, co stanowi spadek o niemal 9 procent rok do roku. Co bardziej alarmujące, to aż 40,57 procent mniej w porównaniu z grudniem 2025 roku. W segmencie dostawczych do 3,5 tony spadek ten wyniósł 36,46 procent w porównaniu z grudniem. Choć eksperci zauważają, że część aut sprzedanych w styczniu mogła być zarejestrowana już wcześniej (w celu „podciągnięcia” wyników rocznych), to gwałtowne załamanie po rekordowym grudniu sugeruje, że grudniowe 668 tysięcy było efektem sztucznego przesunięcia transakcji, a nie organicznego wzrostu popytu.

Co oznacza „pierwsza rejestracja” dla Twojej kieszeni?

Dla przeciętnego Kowalskiego, który poluje na okazję i szuka „fabrycznie nowego” samochodu, sytuacja ta otwiera intrygujące możliwości, ale niesie też pewne ryzyka. Samochód, który zjechał z taśmy pod koniec 2025 roku, ale został zarejestrowany na dealera w grudniu, technicznie przestaje być „fabrycznie nowy” w momencie rejestracji. To ma natychmiastowy wpływ na jego wartość rezydualną — auto traci na wartości automatycznie, bo dla urzędu ma już pierwszego właściciela. Dodatkowo, z chwilą rejestracji rozpoczyna się bieg gwarancji. Oskar Jedliński, dyrektor działu rozwoju Superauto.pl, zauważa, że udział tych zarejestrowanych pojazdów w całości puli „nowych” aut podskoczył do kilkunastu procent, co jest wynikiem nadzwyczaj wysokim jak na początek roku. Choć krótszy okres gwarancyjny powinien wymusić większy rabat, Jedliński potwierdza, że klienci mogą liczyć na korzystne warunki: „tego typu pojazdy mają z reguły nieco większy rabat niż samochody z wyprzedaży, ale jeszcze bez rejestracji”. Dealery, świadome prawnego statusu pojazdu, starają się rekompensować krótszą gwarancję adekwatnym upustem cenowym.

Zamrożone miliardy: Cena za najlepszy wynik w historii

Największy problem dotyczy jednak samych dealerów. Ten „sukces statystyczny” oznacza dla nich zastrzyk gotówki w postaci bonusów od importerów, ale jednocześnie wiąże się z gigantycznym zamrożeniem kapitału. Przyjmując ostrożnie, że 100 tysięcy aut czeka na odbiór, to są to setki milionów, a może nawet miliardy złotych „zamrożone” w zapasach, które dealerzy musieli zakupić od producentów lub importerów, by wykręcić wymagane progi sprzedaży. W obliczu nadwyżki podaży, odzyskanie tych środków w krótkim terminie staje się sporym wyzwaniem. Sytuacja ta może prowadzić do dalszej wojny cenowej w celu szybkiej likwidacji stocku, na czym mogą skorzystać najbardziej zdesperowani klienci szukający okazji.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze