Rekordy w budowie: polskie tunele stają się coraz dłuższe i nowocześniejsze.

Jarek Michalski

Podziemna polska infrastruktura, choć jeszcze nie tak imponująca jak w najbardziej rozwiniętych krajach Europy, przechodzi prawdziwą rewolucję, o czym świadczą liczby i nowe, gigantyczne projekty. Czy jesteśmy gotowi na erę, w której drogi, zamiast kluczyć po górach i przez gęstą zabudowę, po prostu przelecą pod nimi? Wygląda na to, że GDDKiA stawia na innowacje głęboko pod ziemią.

Polski podziemie drogowe: Dziś 10 km, jutro prawie 25 km!

Kiedy myślimy o infrastrukturze drogowej, zazwyczaj wyobrażamy sobie asfalt i wiadukty. Jednak w Polsce coraz wyraźniej widać, że prawdziwy przełom dokonuje się pod powierzchnią. Obecnie na drogach zarządzanych przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) funkcjonuje dziewięć drogowych tuneli, które łącznie mają 10,6 kilometra długości. To nie są tylko drogi w rejonach górskich; to kluczowe elementy pozwalające na ominięcie gęstych aglomeracji miejskich.

Warto zwrócić uwagę na historyczny kontekst. Najstarszy polski tunel, jednonawowy obiekt na ekspresowej trasie S1 w Lalikach, jest w użytku od 2010 roku. To ewenement, ponieważ jest to jedyny tunel o takim przekroju w kraju – reszta to zazwyczaj konstrukcje dwunawowe.

Skoro mamy już dziewięć obiektów, co dalej? Inwestycje nabierają tempa w sposób, który zmusza do rewizji dotychczasowych realiów. Jak informują drogowcy, „Obecnie w budowie znajduje się sześć kolejnych tuneli o łącznej długości blisko 7 km, a następne trzy – mierzące razem 7,1 km – są na etapie przygotowania”. Wyobraźmy sobie te liczby! Po zrealizowaniu tych planów, sieć tuneli GDDKiA urosnąć ma do imponujących 18 obiektów, a ich łączna długość zbliży się do 25 kilometrów. To stawia polską inżynierię w zupełnie nowym świetle.

Koniec dominacji Warszawy: Kto przejmie koronę najdłuższego tunelu?

Obecnie tytuł najdłuższego tunelu w Polsce – i powód do dumy dla każdego warszawiaka – należy do obiektu na Południowej Obwodnicy Warszawy (S2), na Ursynowie. Ten trzypasmowy kolos mierzy 2335 metrów i od otwarcia w grudniu 2021 roku jest absolutnie oblężony. Mówimy tu o liczbach, które mrożą krew w żyłach: średnie dobowe natężenie ruchu sięga tam około 85 tysięcy pojazdów! To bezapelacyjny lider pod względem intensywności ruchu, co stawia ogromne wyzwania dla systemów wentylacji i bezpieczeństwa.

Jednak ten stan rzeczy to lada chwila historia. Królestwo warszawskiego tunelu nie potrwa długo. Dlaczego? Otóż na trasie S6, w ramach Zachodniej Obwodnicy Szczecina, powstaje właśnie obiekt, który ma mieć oszałamiającą długość 5003 metrów! Ten gigant, poprowadzony około 40 metrów pod lustrem Odry, zdetronizuje warszawski S2 i stanie się absolutnym rekordzistą.

Co ciekawe, nawet po pojawieniu się szczecińskiego rekordu, kolejny tunel na S19 (Jawornik – Lutcza) o długości 2803 m sprawi, że obiekt na Ursynowie spadnie na trzecie miejsce. Paradoksalnie, choć straci tytuł najdłuższego, warszawski tunel pozostanie królem korków i intensywności przepływu pojazdów na wiele lat.

Inżynieryjne cuda: Jak drążymy pod ziemią i dlaczego to skomplikowane?

Budowa podziemnych przejść to nie wycinanie korytarza w piasku. To skomplikowane operacje inżynieryjne, gdzie technologia musi być bezwzględnie dopasowana do lokalnych warunków geologicznych – w przeciwnym razie szybko skończy się katastrofą.

W polskich realiach, zwłaszcza na terenach górskich, wciąż dominują metody górnicze. Systemy takie jak NATM (Nowa Austriacka Metoda Tunelowania) lub jej bardziej zaawansowane warianty (np. ADECO-RS) są stosowane m.in. na trasach S1, S3 oraz na słynnej zakopiance (pod Luboniem Małym). W tym procesie, tunel drąży się etapami, a świeżo wydrążoną przestrzeń natychmiast zabezpiecza betonem natryskowym, kotwami skalnymi lub stalowymi elementami konstrukcyjnymi.

Ale era tarcz drążących (TBM) w Polsce nabiera tempa. Te gigantyczne maszyny, które wyglądają jak kosmiczne wiertła, są coraz częściej wybierane przy dużych, trudnych projektach. TBM drąży właśnie tunel na S19 Rzeszów – Babica. To właśnie tą technologią planuje się realizację rekordowego obiektu pod Odrą w Szczecinie, a także jednego z tuneli na Pogórzu Dynowskim.

Co z miastami? Tam, gdzie nie ma potrzeby schodzić głęboko, stosuje się metody odkrywkowe i podstropowe. To proste – najpierw buduje się konstrukcję, a następnie strop, a dopiero potem przywraca się ruch na powierzchni. Zastosowano je m.in. na S2 w Warszawie i na północnej obwodnicy Krakowa.

Tunele to nie tylko trasa, to fortece bezpieczeństwa

Wielu kierowców, widząc wjazd pod ziemię, odruchowo myśli o potencjalnym zagrożeniu. I słusznie – tunel to środowisko wysoce kontrolowane. GDDKiA kładzie nacisk na to, że każdy obiekt to w istocie zaawansowany technologicznie kompleks.

Systemy bezpieczeństwa to cały wachlarz zabezpieczeń: od wszechobecnego monitoringu wizyjnego, przez detektory jakości powietrza, po zautomatyzowane systemy wykrywania pożaru i rozmieszczone co kilkadziesiąt metrów punkty alarmowe połączone z przejściami ewakuacyjnymi.

Wentylacja jest tu kluczowym elementem, który potrafi automatycznie dostosować swój tryb pracy – od naturalnego po wymuszony mechaniczny – w zależności od stężenia spalin lub rozwoju ewentualnego pożaru. A co z prędkością? W wielu tunelach funkcjonuje odcinkowy pomiar prędkości. Ciężka noga absolutnie nie jest tu mile widziana. Zarządzanie ruchem wspierają także tablice zmiennej treści, które w ułamku sekundy informują kierowców o zatorach, awariach lub konieczności zmiany pasa. To nie są już ponure korytarze; to inteligentne arterie komunikacyjne.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze