Renault Filante: nowy flagowiec z Korei, który nie trafi do Europy.

Jarek Michalski

Francuski producent samochodów, Renault, najwyraźniej postanowił przypomnieć światu o swojej aspirującej ambicji w segmencie premium. W centrum tej nowej ofensywy stoi model Filante, nazwany na cześć historycznych rekordzistów prędkości i przyszłościowych wizji elektrycznych. Czy to odważne rzucenie rękawicy elitarnym markom, czy tylko marketingowa zagrywka? Przyjrzyjmy się z bliska flagowemu crossoverowi, który ma zdefiniować nową erę dla Renault.

Renault Filante: Ile miejsca na ambicje premium?

Renault najwyraźniej nie żartuje w swoim dążeniu do odbudowy pozycji w segmencie premium na skalę globalną. Filante ma być ostrym narzędziem w tej strategii, aspirując do miana flagowego modelu w światowej gamie. To auto, które czerpie inspiracje z historii – nazwa nawiązuje do legendarnego Renault Etoile Filante, który w 1956 roku osiągnął na Bonneville niesamowite 307,4 km/h, a także do elektrycznego konceptu Filante Record z 2025 roku. Ale jak te historyczne aspiracje przekładają się na konkretne wymiary w teraźniejszości?

Zapomnijmy o kompaktowych proporcjach, jakimi mogły pochwalić się niektóre miejskie Renault. Filante to solidna konstrukcja. Jego długość przekracza 4,92 metra, a rozstaw osi to imponujące 2,82 metra. Chcecie kontekstu? Obecnie flagowy Rafale w Polsce to przy nim kompakt. Rafale ma 4,71 metra długości i rozstaw osi blisko 2,74 metra. Różnica jest bezdyskusyjna – Filante to gigant w porównaniu.

Stylistycznie, Renault postanowiło zerwać z dotychczasową konwencją. Mamy tu hybrydowe podejście – producent sam określa Filante jako „crossover łączący cechy sedana i SUV-a”. Zwracają uwagę światła dzienne, które mogą kojarzyć się z nowym Clio, ale całości dopełnia unikalny element świetlny na osłonie chłodnicy pełniący funkcję logo. Francuzi ewidentnie chcieli zaszokować i powiedzieć: „To nie jest zwykłe Renault”. Auto może spocząć na felgach o średnicy 19 lub 20 cali, co tylko podkreśla jego masywną prezencję.

Kokpit z trzema ekranami – Czy to już klasa premium?

Wnętrze Filante to kolejny obszar, gdzie Renault stawia na technologiczną innowację, celując prosto w niemiecką konkurencję. Jeśli myśleliście, że trzy ekrany to domena tylko flagowych modeli Audi czy BMW, to Filante może zmienić wasze postrzeganie. Kierowca i pasażerowie mają do dyspozycji trzy wyświetlacze – każdy o przekątnej 12,3 cala. Do tego grona dochodzi jeszcze imponujący wyświetlacz przezierny (HUD) o rozmiarze 25,6 cala. Taki arsenał cyfrowy ma zagwarantować luksus na najwyższym poziomie.

Co ciekawe, inżynierowie nie zapomnieli całkowicie o fizycznej ergonomii. Poniżej centralnego ekranu zachowano pewną rezerwę miejsca na fizyczne przełączniki – co dla purystów ergonomii będzie miłym akcentem w zalewie dotyku. Co do lewarka skrzyni biegów, Renault trzyma się sprawdzonej konwencji, lokując go w klasycznym miejscu, zamiast przenosić na kolumnę kierownicy, jak to bywa w niektórych nowych modelach marki.

Gigantyczny bagażnik przy tak wyszukanym nadwoziu

Zazwyczaj, gdy samochód przyjmuje bardziej aerodynamiczne lub „stylowe” formy crossovera-kombi, kosztem tym bywa pojemność użytkowa. Jednak wydaje się, że Renault nie poszło na kompromisy, jeśli chodzi o przestrzeń ładunkową Renault Filante. Jest to, szczerze mówiąc, imponujące.

Przy standardowym ustawieniu siedzeń, bagażnik oferuje solidne 633 litry pojemności. To wartość, która z łatwością zawstydzi wiele SUV-ów segmentu D i C. A jeśli zapragniemy przewieźć coś większego, po złożeniu tylnej kanapy przestrzeń ta eksploduje do aż 2 050 litrów! To już wymiar godny vana, a nie crossovera udającego sedana.

Serce Filante: Hybrydowy układ siłowy, czy to będzie szczyt możliwości?

Technicznie, Renault Filante bazuje na platformie CMA, ale to, co drzemie pod maską (a raczej pod nadwoziem), to znacząco ulepszony układ hybrydowy. Nie mamy tu do czynienia z prostym miękkim wspomaganiem. Mamy tu pełnoprawny, zaawansowany system.

Źródłem napędu spalinowego jest czterocylindrowy silnik benzynowy o pojemności 1,5 litra, wspierany turbosprężarką, generujący 150 KM i 250 Nm momentu obrotowego. Do tego dochodzą dwa silniki elektryczne: pierwszy o mocy 136 KM i 320 Nm, a także rozruszniko-alternator, który dołącza z mocą 82 KM i 180 Nm. Systemowo, kierowca może liczyć na 250 KM mocy całkowitej i moment obrotowy rzędu 565 Nm. Energię magazynuje akumulator o pojemności 1,64 kWh. To solidna konfiguracja, choć pytanie, czy 1,5-litrowy silnik jest wystarczająco „premium” w oczach nabywców, których ma przyciągnąć Filante. Czas pokaże, jak to zagra w rzeczywistości.

Kiedy Renault Filante zobaczymy na naszych drogach? Niestety, nieprędko.

I tu dochodzimy do brutalnego zderzenia ambicji z rynkową rzeczywistością dla polskiego kierowcy. Mimo że Renault Filante prezentuje się rewelacyjnie i technologicznie ma asa w rękawie, niestety, nie jest nam dane obcować z nim na polskich drogach.

Model ten jest integralną częścią strategii „2027 International Game Plan”. W ramach tego planu, Francuzi celują w wprowadzenie ośmiu nowych samochodów na rynki poza Europą w latach 2024-2027. Celem jest konsolidacja obecności w Azji i na Bliskim Wschodzie, pozycjonując markę wyżej w segmentach C i D, które generują największą wartość.

W efekcie, Renault Filante, produkowane w Busan w Korei Południowej, trafi najpierw na rynek lokalny w marcu 2026 roku. Dopiero później planuje się ekspansję do krajów Ameryki Łacińskiej (jak Kolumbia czy Chile), a na początku 2027 roku na kraje Zatoki Perskiej. Zatem, jeśli liczyłeś na zobaczenie tego wizjonerskiego crossovera w salonach Renault w Polsce, muszę Cię rozczarować. Filante zostaje globalną, ale nie europejską, eskapadą w świat premium.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze