Renault przestawia produkcję na drony dla wojska.

Jarek Michalski

W świat motoryzacji wkroczyły nowe, nieoczekiwane zamówienia. Kiedy myślimy o Renault, do głowy przychodzą nam zazwyczaj kompaktowe hatchbacki i rodzinne SUV-y, a nie zaawansowane systemy bezzałogowe. Tymczasem francuski gigant, podążając za globalnymi trendami geopolitycznymi, postanowił rozszerzyć swoje kompetencje na sektor obronny. Czy to początek rewolucji, w której cywilne linie montażowe przestawią się na produkcję dla wojska? Zobaczmy, dlaczego najwięksi gracze z branży samochodowej zwracają swoje spojrzenie na militaria.

Renault: Z fabryki aut na parkiet drona

Decyzja Grupy Renault dotycząca produkcji 600 bezzałogowych statków powietrznych dla francuskiego Ministerstwa Obrony to bez wątpienia ruch, który zaskakuje. Projekt, zatwierdzony 10 lutego, będzie realizowany w fabryce w Le Mans, historycznie zaangażowanej w wytwarzanie elementów podwozia dla modeli Renault, Dacii i marek partnerskich. To partnerstwo z firmą Turgis Gaillard, kluczowym graczem w sektorze obronnym, sygnalizuje poważne zaangażowanie.

Co ciekawe, Renault podkreśla, że to jednorazowe „wsparcie strategiczne”, a nie zmiana profilu działalności. Jak oświadczył producent: „Grupa Renault nie zamierza stać się znaczącym graczem na rynku obronnym”. Mimo to fabryka zatrudniająca około 1500 osób dostosuje się do nowego zadania, choć to doświadczenie nie jest przypadkowe. Renault ma w swojej historii epizody związane z wojskiem, czego dowodem było istnienie oddziału Renault Trucks Defense, który został później sprzedany i przemianowany na Arquus. Fabrice Cambolive, dyrektor ds. rozwoju Renault, potwierdził, że to francuskie ministerstwo obrony zainicjowało kontakt w sprawie „projektu rozwoju francuskiego przemysłu dronów”.

Dlaczego branża motoryzacyjna nagle polubiła mundury?

Manewr Renault to więcej niż tylko jednorazowy kontrakt; to symptom szerszego trendu napędzanego przez niestabilność na arenie międzynarodowej. Trwająca wojna na Ukrainie i dynamiczna zmiana polityki zagranicznej mocarstw wymusiły na Europie gruntowne przemyślenie własnego potencjału militarnego. Wzrost zapotrzebowania na nowoczesne uzbrojenie i sprzęt – zwłaszcza drony – jest ogromny, a tradycyjni producenci zbrojeniowi z trudem nadążają.

W tym kontekście sektor cywilny, który dysponuje ogromnymi, nowoczesnymi i elastycznymi zdolnościami produkcyjnymi, staje się naturalnym wsparciem. Jak zaznaczył prezydent Francji, Emmanuel Macron, w swoim przemówieniu 15 stycznia, kraj pilnie potrzebuje wzmocnienia swojego potencjału obronnego. Dla producentów samochodów, którzy w ostatnich latach zmagali się z kryzysami, wyzwaniami łańcuchowymi i spowolnieniem popytu, produkcja zbrojeniowa staje się kuszącą opcją na zagospodarowanie niewykorzystanych mocy. Czy to desperacja, czy strategiczna dywersyfikacja? Prawdopodobnie jedno i drugie.

Od silników spalinowych do opancerzonych transporterów

Transformacja dotycząca dywersyfikacji działalności nie ogranicza się do Francji. Obserwujemy, jak europejskie firmy z serca motoryzacji zaczynają przestawiać swoje linie produkcyjne na elementy związane z przemysłem obronnym. Przyczyny są jasno zakreślone: spadek produkcji cywilnej, zwolnienia i zagrożenie zamykania zakładów to dla dostawców części realne widmo.

Przykładem może być niemiecki Schaeffler, który zobowiązał się do produkcji komponentów do dronów dla firmy Helsing. Innym, jeszcze bardziej spektakularnym ruchem, jest fińska Valmet Automotive. Firma ta, znana z wytwarzania prestiżowych modeli, takich jak Porsche Boxster czy Cayman, a także modeli Saaba i Mercedesów, zamierza teraz przestawić się na produkcję transporterów opancerzonych marki Patria. Co znamienne, są to dokładnie te same pojazdy, które bazują na rosyjskich konstrukcjach, a ich polskie odpowiedniki to Rosomaki.

„Produkowali Porsche i Mercedesy. Teraz będą transportery opancerzone” – ten nagłówek doskonale oddaje skalę tej metamorfozy.

Nie wszyscy jednak patrzą na zbrojeniówkę z entuzjazmem. Dla gigantów takich jak ZF Friedrichshafen, działalność obronna od lat stanowi margines, generując mniej niż 1% przychodów, co sugeruje brak chęci radykalnej zmiany paradygmatu. Podobnie Bosch, choć ma powiązania z obronnością choćby przez spółki zależne (jak Bosch Rexroth), stanowczo deklaruje, że nie uczyni z tego kluczowego filaru swojej działalności. Świat motoryzacji stoi zatem przed dylematem: czy obecne wyzwania geopolityczne zmusi je do trwałego zakorzenienia się w „twardej” produkcji, czy też po uspokojeniu sytuacji, cywilne linie odzyskają priorytet?

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze