Resort infrastruktury chce ukrócić "metodę na Ukraińca" i zwiększyć skuteczność fotoradarów.

Jarek Michalski

Czy to możliwe, że niemal co drugi kierowca, złapany na gorącym uczynku przez nowoczesne systemy monitorowania, unika odpowiedzialności? Najnowsze doniesienia z Ministerstwa Infrastruktury ujawniają, że system karania za wykroczenia drogowe – szczególnie te rejestrowane przez CANARD – jest dziurawy jak sito. Resort przyznaje wprost, że celem na 2026 rok jest poprawa tej żenującej statystyki. Przygotujcie się na rewolucję w egzekwowaniu mandatów, bo metody „na kilometr” i „na obywatela Ukrainy” mają wkrótce przestać działać.

Fotoradary dziurawe jak sito? Kierowcy masowo unikają mandatów

Dane, które ujrzały światło dzienne, malują obraz polskiej drogowej paranoji – nie tyle z powodu wszechobecnych kamer, co z powodu ich nieskuteczności w egzekwowaniu kar. Ministerstwo Infrastruktury otwarcie przyznało, że aktualnie ponad połowa kierowców, których system automatycznego nadzoru nad ruchem drogowym CANARD przyłapie na przekroczeniu prędkości, nie ponosi żadnych konsekwencji. Resort określa próg efektywności na „poziomem 50 proc.” dla liczby rozstrzygnięć w stosunku do ujawnionych naruszeń. To oficjalne potwierdzenie powszechnej wiedzy: system jest drogi, rozbudowany i w dużej mierze nieskuteczny. Koszt jego rozbudowy w latach 2014-2020 przekroczył 170 milionów złotych, a efekty są… dyskusyjne.

Spójrzmy prawdzie w oczy: statystyki te są druzgocące. Najlepiej wypadają stacjonarne fotoradary, gdzie mandatem kończy się średnio 53 proc. zarejestrowanych wykroczeń. Systemy Red Light, monitorujące przejazdy na czerwonym świetle, mają skuteczność oscylującą wokół 49,6 proc. Absolutnym rekordzistą nieskuteczności są jednak odcinkowe pomiary prędkości (OPP), gdzie zaledwie 38 proc. naruszeń skutkuje ukaranymi kierowcami.

Obecnie sieć monitoringu to potężna machina: 466 aktywnych fotoradarów, 69 systemów OPP, oraz 48 systemów RedLight i 5 nadzorujących przejazdy kolejowe. Przykładowo, tylko w III kwartałach tego roku same fotoradary zarejestrowały kolosalne 556,8 tys. przekroczeń prędkości. W tych samych lokalizacjach OPP odnotowano ponad 373,6 tys. wykroczeń, a RedLight ponad 72,6 tys. przejazdów na czerwonym. Przy tak dużej liczbie ujawnień, tak niska skuteczność egzekwowania kar to polityczny i administracyjny problem.

Wzrost liczby rejestrowanych naruszeń w ujęciu rok do roku wynika ze stale powiększającej się liczby urządzeń rejestrujących. W ostatnim czasie nadzorem systemu RedLight objęto 30 kolejnych skrzyżowań oraz 5 przejazdów kolejowo-drogowych, uruchomiono też 26 nowych fotoradarów i 39 odcinkowych pomiarów prędkości

Problem nie leży w sprzęcie, lecz w przepisach. Główny Inspektorat Transportu Drogowego (GITD) ma olbrzymie trudności z weryfikacją kierowców spoza Unii Europejskiej.

Metoda „na Ukraińca” wciąż działa. Kierowcy masowo unikają mandatów

Ta systemowa luka jest doskonale wykorzystywana przez świadomych kierowców. Słynna „metoda na Ukraińca” stała się swoistym rodek na unikanie odpowiedzialności. Jeśli właściciel pojazdu nie jest w stanie lub nie chce wskazać, kto kierował autem w momencie wykroczenia, a dane kierowcy są niedostępne z uwagi na brak umów międzynarodowych z krajami takimi jak Ukraina czy Białoruś, sprawa często kończy się w martwym punkcie. Właściciel wskazuje rzekomego kierowcę spoza UE, który być może nigdy nie prowadził danego pojazdu, i setki tysięcy zdjęć z fotoradarów nie przekładają się na realne kary.

Ministerstwo Infrastruktury, mając w planach na rok 2026 cele dotyczące poprawy bezpieczeństwa transportu drogowego i zmniejszenia liczby ofiar śmiertelnych wypadków, musi zamknąć te luki. Nowe prawo, które resort planuje wprowadzić, ma fundamentalnie zmienić tę dynamikę.

Fotoradarowa rewolucja. Już nie unikniesz mandatu z fotoradaru

Najważniejsza zmiana, którą szykuje Ministerstwo Infrastruktury, przerzuca ciężar dowodowy na właściciela pojazdu, co ma drastycznie ograniczyć możliwość stosowania metod „na obywatela ze Wschodu”. Proponowane zmiany w prawie o wykroczeniach zakładają, że to właściciel (posiadacz) pojazdu będzie miał obowiązek nie tylko wskazać kierowcę, ale również uzyskać jego formalne potwierdzenie.

Ustawodawca chce, aby na posiadaczu pojazdu ciążył obowiązek:

konieczność uzyskania potwierdzenia faktu kierowania pojazdem w chwili zarejestrowanego naruszenia przez fotoradar przez wskazaną osobę jako kierującą oraz złożenia przez tę osobę oświadczenia o wyrażeniu zgody na przyjęcie mandatu karnego lub odmowie jego przyjęcia.

W uproszczeniu: od teraz, zamiast liczyć na to, że GITD nie znajdzie winnego, właściciel auta będzie musiał aktywnie doprowadzić do tego, by wskazana osoba pisemnie zgodziła się przyjąć mandat karny lub odmówiła jego przyjęcia. To przeniesienie lwią część pracy administracyjnej na „faktycznego winnego” poprzez jego właściciela.

Co więcej, projekt przewiduje mechanizmy dyscyplinujące tych, którzy uchylają się od współpracy z organami ścigania. Wprowadzone zostaną dodatkowe „kary porządkowe” nakładane za uporczywe ignorowanie lub nieodbieranie korespondencji urzędowej. Oprócz tego, resort planuje utworzenie specjalnego wykazu pojazdów, którymi naruszenia były ujawniane, ale sprawcy nie zostali ukarani – co najczęściej ma miejsce w przypadku pojazdów zarejestrowanych za granicą.

Choć pierwotny harmonogram zakładał, że projekt nowych przepisów trafi pod obrady Rady Ministrów w IV kwartale bieżącego roku, poślizg jest faktem. Realistyczny termin wejścia w życie tych fotoradarowych zaostrzeń to obecnie koniec roku 2026. Czas pokaże, czy te reformy rzeczywiście uszczelnią system wyceniony na setki milionów złotych, czy też kierowcy szybko znajdą kolejną prawną furtkę do uniknięcia opłat za zbyt szybką jazdę.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze