Czy nasze drogi stają się placem zabaw dla gigantów? Ostatnie lata w motoryzacji przyniosły dominację SUV-ów, ale ten trend ma ciemną stronę, a jej ofiarami mogą paść najmniej chronieni – piesi. Projektując samochody, które z każdym rokiem są coraz większe i bardziej kanciaste, zdajemy się ignorować fundamentalne zasady bezpieczeństwa. Czas na twarde fakty, które zmuszają do refleksji nad tym, co naprawdę oznacza „rozmiar ma znaczenie” na naszych chodnikach.
Rozmiar ma znaczenie. Także w kwestii bezpieczeństwa
Trend jest nieubłagany: samochody rosną, a ich fronty stają się coraz wyższe i bardziej pionowe. Kto za tym stoi? Oczywiście, rynek podyktowany popytem na potężne, budzące respekt SUV-y, które z premedytacją wypierają mniejsze, bardziej zwinne konstrukcje z miejskiej dżungli. Choć dla kierowcy SUV może symbolizować prestiż i poczucie bezpieczeństwa, dla pieszego staje się on ruchomą fortecą.
Eksperci nie owijają w bawełnę, a raporty Europejskiej Federacji Transportu i Środowiska (T&E) rzucają zimny prysznic na tę motoryzacyjną ewolucję. Pojazdy z płaskim i wysoko umieszczonym przodem drastycznie zwiększają ryzyko poważnych obrażeń u przechodniów. To nie są puste spekulacje – to twarde dane. Średnia wysokość maski nowych aut w Europie systematycznie pnie się w górę, osiągając w 2024 roku 83,8 cm, co jest wyraźnym skokiem w porównaniu do 76,9 cm odnotowanych w 2010 roku. Czyli w ciągu niespełna piętnastu lat maski podniosły się średnio o 7 centymetrów!
I tu pojawia się kluczowy problem: stylistyka. Jak wskazują badania, kanciasta karoseria i liczne przetłoczenia to nie tylko estetyczny wybór, ale i inżynieryjne pogorszenie sytuacji. W przypadku kolizji z takimi kolosami, uderzenie często następuje powyżej środka ciężkości pieszego, celując bezpośrednio w kluczowe organy. Co gorsza, przy prędkościach nawet do 50 km/h wyższy przód auta ma tendencję do „wciągania” pieszego pod spód pojazdu, zamiast – jak w przypadku niższych profili – odrzucenia go na bok.
„Pojazdy z płaskim i wysoko osadzonym przodem zwiększają ryzyko poważnych obrażeń u potrąconych pieszych.”
Zresztą, problem nie ogranicza się tylko do samych uderzeń. Wysokie maski to także drastycznie pogorszone pole widzenia kierowcy. Badania przeprowadzone na zlecenie T&E są miażdżące: kierowca modelu z najwyższym przodem na drogach UE i Wielkiej Brytanii, jakim jest Ram TRX, ma problem z dostrzeżeniem dzieci poniżej dziewięciu lat znajdujących się tuż przed maską! W przypadku Land Rovera Defendera ten próg niewidoczności to już dzieci poniżej czwartego i pół roku życia. Wyobraźmy sobie tę „przestrzeń martwą” w gęstym ruchu miejskim.
Auta, które stają się ślepe na najmniejszych. Perspektywa globalna
To, co dzieje się w Europie, nie jest odosobnionym fenomenem. Podobne wnioski płyną z analiz prowadzonych za oceanem. Amerykański Insurance Institute for Highway Safety (IIHS), znany z rygorystycznych testów bezpieczeństwa, od dawna bada korelację między gabarytami pojazdów a śmiertelnością pieszych. Analiza prawie 18 tysięcy wypadków przeprowadzona przez naukowców IIHS w 2023 roku wykazała jednoznaczną zależność: im większy pojazd i im wyżej osadzony jego przód, tym większe prawdopodobieństwo śmiertelnego potrącenia pieszego. W Stanach Zjednoczonych, gdzie moda na pick-upy i pełnowymiarowe SUV-y jest jeszcze silniejsza, problem bezpieczeństwa w relacji samochód-pieszy osiągnął apogeum.
List do władz Unii Europejskiej. Czy czekają nas regulacyjne wstrząsy?
Skoro producenci nie kwapią się do dobrowolnego opanowania tej tendencji do monumentalizacji, interwencja regulacyjna wydaje się nieunikniona. Już teraz ponad 30 organizacji obywatelskich zjednoczyło siły, apelując do władz Unii Europejskiej o wprowadzenie twardych, ustawowych ograniczeń dotyczących wymiarów i kształtu nowych samochodów. Aktywiści oczekują, że te nowe ramy prawne zostaną włączone do pakietu reform mających na celu powstrzymanie dalszego „tłuszczu” samochodowego do 2035 roku.
W opublikowanym liście organizacje te stanowczo podkreślają, że obecna, hossa na wielkość – napędzana modą i znikomym wpływem obecnych przepisów na design – grozi katastrofalnymi konsekwencjami. Brak regulacji to zielone światło dla producentów, by dalej podwyższać przody i poszerzać karoserie, co w miejskim środowisku jest po prostu receptą na tragedię. Wprowadzenie konkretnych limitów gabarytowych i kształtowych to zdaniem sygnatariuszy klucz do zrównoważonego rozwoju miast i realnej poprawy bezpieczeństwa na europejskich drogach. Czy Bruksela usłyszy ten alarm, czy będziemy kontynuować tę niebezpieczną grę w „kto zbuduje większego potwora”? Czas pokaże, czy nasze ulice wkrótce zobaczą powrót do ergonomii, czy też SUV-y urosną do rozmiarów czołgów.
