Rząd analizuje petycję o sezonowe ubezpieczenie OC dla pojazdów.

Jarek Michalski

W polskim świecie motoryzacji wrze. Od lat właściciele pojazdów, których sezony użytkowania są ograniczone, patrzą z zazdrością na rozwiązania stosowane za granicą. Czy w końcu doczekamy się rewolucji w obowiązkowym ubezpieczeniu OC, która pozwoli płacić za polisę tylko wtedy, gdy faktycznie wyjeżdżamy na drogę? Dyskusja o sezonowym OC nabiera rumieńców, a urzędnicy muszą się zająć tą sprawą.

Sezonowe OC: Czy roczny abonament na postój auta to już przeżytek?

Obecnie polskie prawo, a konkretnie ustawa z 22 maja 2003 r. o ubezpieczeniach obowiązkowych, jest bezlitosne. Zarejestrowany pojazd musi posiadać ważne OC przez 365 dni w roku, niezależnie od tego, czy stoi w garażu, czy sunie po autostradzie. To generuje koszty dla tysięcy kierowców, zwłaszcza właścicieli motocykli, kabrioletów, kamperów czy przyczep kempingowych, dla których zimowe miesiące to czas absolutnego przestoju. Właściciele tych „sezonowych” maszyn od lat toczą batalie o wprowadzenie rozsądnych zmian, które byłyby ukłonem w stronę ich portfeli i zdrowego rozsądku eksploatacyjnego.

Najważniejszym impulsem w tej debacie stała się interwencja Komisji do Spraw Petycji. Po rozpatrzeniu obywatelskiej inicjatywy, która wskazywała na potrzebę wprowadzenia umów czasowych – wzorowanych na tych już funkcjonujących chociażby w Niemczech – Komisja podjęła działania. Uchwalony został Dezyderat nr 173 skierowany do Prezesa Rady Ministrów. Co to oznacza w praktyce?

„Komisja zwróciła się do rządu o przeprowadzenie analizy skutków, które wiązałyby się z wprowadzeniem takich zmian, a także odniesienia się do nich z uwzględnieniem stanowiska Ministra Finansów i Ministra Infrastruktury. Dodatkowo pojawiła się prośba o informację, czy obecnie trwają rządowe prace legislacyjne w tym zakresie lub czy planowane są takie działania.”

Na tym etapie nie mamy gotowego projektu ustawy, lecz wezwanie do oceny, co mechanizm ten oznacza fizycznie i finansowo dla budżetu oraz dla rynku ubezpieczeniowego.

Dlaczego Niemcy mają, a Polska musi czekać na analizę?

Pomysł sezonowego ubezpieczenia OC nie jest nowatorski. Jak słusznie zauważono w petycji, wzór do naśladowania tkwi u naszych zachodnich sąsiadów. Tam przepisy pozwalają na elastyczne zarządzanie odpowiedzialnością cywilną pojazdu, co idealnie koreluje z trybem życia i warunkami atmosferycznymi. Dla polskich wielbicieli maszyn odkrytych lub kamperów, których sezon trwa od wiosny do jesieni, brak takiej możliwości to po prostu administracyjne obciążenie.

W lipcu posłowie złożyli interpelację w tej sprawie, podkreślając rosnącą liczbę pojazdów użytkowanych okresowo. Choć obecnie elastyczność w kwestii OC dotyczy wyłącznie pojazdów zabytkowych, które mogą być czasowo wycofane z ruchu, to właśnie ten precedens daje nadzieję na szersze zastosowanie.

Jednakże, ministerialne odpowiedzi na dotychczasowe zapytania nie nastrajają optymistycznie. Resorty nie spieszą się z rewolucją. Ministerstwo Infrastruktury, choć analizowało możliwość rozszerzenia katalogu pojazdów dopuszczających okresowe wycofanie z ruchu (motocykle, kampery, kabriolety), nie deklarowało wprowadzenia zmian. Z kolei Ministerstwo Finansów przedstawia argument, który jest w pewnym sensie kontrowersyjny – twierdzi, że „sezonowość” jest już uwzględniana w cenie.

„Minister Finansów z kolei przekazał, że zgodnie z przepisami ustawy o dystrybucji ubezpieczeń, towarzystwa zawierając umowę ubezpieczenia OC muszą przeprowadzić analizę wymagań oraz potrzeb klienta i uwzględnić, z jaką intensywnością w ciągu roku ubezpieczany pojazd jest wykorzystywany, a następnie odzwierciedlić to w wysokości składki.”

Jako ekspert widzę tu pewną hipokryzję. O ile różnica w cenie OC między motocyklem (około 130 zł rocznie) a samochodem osobowym (661 zł rocznie) jest znacząca, co potwierdzają dane UFG, o tyle nie jest to tożsame z wykupem polisy na cztery, pięć, czy nawet siedem miesięcy!

Czy obecny system faktycznie odzwierciedla intensywność użytkowania?

Rozumiem argument resortu finansów, który wskazuje na to, że ubezpieczyciel już kalkuluje ryzyko – motocykl jeździ rzadziej niż auto służbowe, więc i składka jest niższa. Jednakże, dlaczego mam płacić składkę za dwanaście miesięcy, jeśli mój motocykl spędzi sześć miesięcy pod pokrowcem? To fundamentalna różnica między częstotliwością a okresem dostępu do drogi.

Wprowadzenie sezonowego OC znacząco podniosłoby elastyczność tego segmentu rynku, wymusiłoby na ubezpieczycielach tworzenie nowych, bardziej zróżnicowanych produktów, a w konsekwencji obniżyłoby koszty dla specyficznych grup kierowców. Niestety, ścieżka legislacyjna jest długa. Nawet jeśli Dezyderat zostanie uznany za zasadny, czekają nas: przygotowanie projektu ustawy, konsultacje międzyresortowe, uzgodnienia, publikacja w wykazie prac.

W świetle obecnych, sceptycznych odpowiedzi ministrów, na wprowadzenie zmian, które usprawniłyby życie posiadaczom pojazdów sezonowych na wzór niemieckiego modelu, na chwilę obecną nie ma co liczyć. Oczekujemy teraz na rzetelną analizę skutków, która, miejmy nadzieję, przekona decydentów, że opłacanie obowiązkowego ubezpieczenia za auto, które zimą służy jako ozdoba, jest nieefektywne i niekonstytucyjne z punktu widzenia racjonalnego gospodarowania.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze