Rząd testuje powrót gminnych fotoradarów w ramach pilotażu.

Jarek Michalski

Powrót do przeszłości czy krok naprzód w kwestii bezpieczeństwa? Ministerstwo Infrastruktury poważnie rozważa oddanie samorządom klucza do kontroli prędkości, co może radykalnie zmienić krajobraz polskich dróg. Jeśli ten plan pilotażowy wypali, możemy spodziewać się lawiny nowych fotoradarów, ale tym razem pod czujnym okiem lokalnych władz. Czy to recepta na bezpieczniejsze drogi, czy odrodzenie „dojenia” kierowców dla budżetów miejskich? Zanurzmy się w szczegóły tej gorącej motoryzacyjnej debaty.

Gminne fotoradary mogą wrócić. Rząd testuje nowe rozwiązanie

Debata na temat tego, kto powinien kontrolować prędkość na naszych drogach, rozgorzała na nowo, napędzana zarówno interpelacjami poselskimi, jak i tragicznymi wypadkami drogowymi, które wstrząsnęły opinią publiczną. Jak wiemy, od 2016 roku gminy i miasta utraciły prawo do samodzielnego instalowania i zarządzania stacjonarnymi punktami kontroli prędkości, co było argumentowane rosnącą tendencją do traktowania fotoradarów jako maszynek do generowania dochodów dla lokalnych kas, a nie realnych narzędzi poprawy bezpieczeństwa.

Teraz resort infrastruktury przyznaje, że problem przekraczania dopuszczalnej prędkości jest palący, zarówno na drogach krajowych, jak i samorządowych. Wiceminister infrastruktury, Stanisław Bukowiec, potwierdził, że w odpowiedzi na sytuację:

„Ministerstwo dostrzega problem licznych naruszeń w zakresie przekroczenia dopuszczalnej prędkości, zarówno na drogach krajowych, jak i samorządowych oraz podejmuje działania mające na celu poprawę bezpieczeństwa uczestników ruchu drogowego”.

Rozwiązanie, które ma zostać wprowadzone, nie będzie jednak natychmiastowym powrotem do starych zasad. Mówimy o programie pilotażowym, który ma dać samorządom możliwość ponownego „załadowania” swoich dróg urządzeniami rejestrującymi prędkość. To kluczowy moment, ponieważ dotychczasowe lokalizacje widziały głównie urządzenia pod jurysdykcją Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego (GITD) i systemu CANARD.

Fotoradary gminne 2026. Jak ma wyglądać pilotaż?

Koncepcja programu testowego jest już zarysowana i brzmi ambitnie. Piętnastu miastom wojewódzkim (plus jedno hipotetyczne, co daje 16 – jak sugeruje źródło) zostanie udostępniona szansa na wdrożenie własnej sieci pomiarów. Samorządy te będą mogły dokonywać zakupu i instalacji urządzeń na drogach, za które odpowiadają, decydując, gdzie konkretnie fotoradar jest najbardziej potrzebny.

Pilotaż ma potrwać dwa lata. Po tym czasie, nastąpi dogłębna analiza skuteczności. Czy faktycznie spadła liczba wypadków? Czy kierowcy zaczęli jeździć wolniej? Ostateczna decyzja o rozszerzeniu programu na inne miasta i gminy będzie ściśle uzależniona od wyników tej oceny. Jeśli statystyki bezpieczeństwa wyraźnie się poprawią, powrót gmin do roli „strażników prędkości” będzie prawdopodobny.

Jednak kluczową i zarazem najbardziej kontrowersyjną zmianą ma być model rozliczeń. Aby uniknąć powtórki z patologii, gdzie fotoradary służyły głównie do łatania dziury w budżecie lokalnym, nowe, gminne urządzenia mają być zintegrowane bezpośrednio z centralnym systemem CANARD. Oznacza to, że choć gmina kupi i ustawi radar, to obsługa mandatów i egzekucja kar – a co za tym idzie, wpływy z mandatów – trafią do budżetu państwa. Jak zauważono w analizie:

„Gminne fotoradary mają bowiem zostać zintegrowane z systemem CANARD. Skąd taka decyzja? Chodzi o uniknięcie patologicznej sytuacji, z którą mieliśmy do czynienia poprzednio, gdy fotoradary w zarządzie gmin stawały się narzędziem do reperowania gminnych budżetów.”

Biorąc pod uwagę, że zamożniejsze miasta mogą sobie pozwolić na zakup nowych, nowoczesnych urządzeń, można się spodziewać, że po ulicach wkrótce „zaroi się od fotoradarów”.

Fotoradary a przepisy. Dlaczego nie wrócą od razu?

Realizacja tych planów to nie tylko kwestia chęci politycznych, ale przede wszystkim skomplikowanych proceduralnie zmian legislacyjnych. Aktualnie system kontroli ruchu drogowego jest scentralizowany wokół GITD i systemu CANARD. Wprowadzenie dualizmu w zakresie zarządzania urządzeniami wymaga nowelizacji przepisów.

Co więcej, Ministerstwo Infrastruktury dostrzega potrzebę jednoczesnego załatania dziur w obecnym systemie egzekwowania kar. Obecny system nadzoru, choć obejmuje odcinkowe pomiary prędkości i fotoradary GITD, ma problemy ze ściągalnością należności. Planowane jest wzmocnienie procedur w tym zakresie. Wśród planowanych usprawnień pojawia się dość drastyczny krok: możliwość zatrzymywania dowodu rejestracyjnego pojazdu, który został uchwycony przez radar, a mandat za to wykroczenie nie został opłacony. To sygnał dla tych, którzy traktowali mandat z automatu jako opcję do zignorowania.

Fotoradary w Polsce. Co zmieniło się po 2016 roku?

Aby w pełni zrozumieć kontekst planowanego pilotażu, warto przypomnieć, dlaczego utraciliśmy kontrolę nad tymi urządzeniami. Po 2016 roku, wprowadzono niemal całkowitą centralizację. Samorządy straciły uprawnienia do samodzielnej instalacji i obsługi fotoradarów. Argument był prosty i mocny: urządzenia te stały się narzędziem fiskalnym, a nie prewencyjnym. Od tego momentu GITD jest podmiotem decydującym o lokalizacji, a wszystkie wpływy z nałożonych mandatów zasilają budżet państwa, a nie kasy gmin. Dziś samorządy mogą jedynie wnioskować o umieszczenie urządzenia, ale ostateczna decyzja zawsze leży po stronie inspekcji.

Przywrócenie samorządom prawa do aktywnej kontroli, choć z centralnym nadzorem nad procedurą karania, może być kompromisem balansującym między chęcią poprawy bezpieczeństwa lokalnego a uniknięciem finansowego nadużycia autonomii.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze