Czy właściciel auta ma obowiązek być donosicielem na samego siebie? Rzecznik Praw Obywatelskich (RPO) po raz kolejny uderza w absurdalne przepisy dotyczące mandatów z fotoradarów, wskazując, że zmuszanie do wskazywania, kto prowadził pojazd, narusza fundamentalne prawa obywatelskie. To pata, w którym ochrona prywatności zderza się z administracyjną wygodą, a kierowcy mogą być zmuszani do samodenuncjacji. Czy Ministerstwo Sprawiedliwości w końcu ugnie się pod naporem rozsądku?
Fotoradarowy paraliż: RPO walczy z przymusem autodenuncjacji
Sprawa jest równie stara, co kontrowersyjna: Art. 96 § 3 Kodeksu wykroczeń, który stanowi, że karze grzywny podlega ten, kto na żądanie uprawnionego organu nie wskaże, komu powierzył pojazd do kierowania lub używania w danym czasie. Niby proste – jeśli fotoradar złapie nieznanego kierowcę, właściciel ma obowiązek go zidentyfikować. Ale Rzecznik Praw Obywatelskich, Marcin Wiącek, od dawna bije na alarm, twierdząc, że ten zapis jest niczym innym jak prawnym bublem, wręcz sprzecznym z Konstytucją. A co, jeśli tym kierowcą był sam właściciel? Wtedy to przepis zmusza nas efektywnie do złożenia zeznania obciążającego własną osobę.
Wiącek ponowił swoje stanowisko, apelując do Ministra Sprawiedliwości o pilne zainicjowanie prac legislacyjnych. Głęboka analiza prawna, oparta na bogatym orzecznictwie, wskazuje, że obecne uregulowania są głęboko problematyczne. Kluczowym zarzutem jest naruszenie konstytucyjnego prawa do milczenia. W systemie, gdzie domniemanie niewinności powinno stać na straży, mechanizm ten obraca go wniwecz, wymagając aktywnego działania w kierunku własnego ukarania.
Mylenie tropu czy łamanie prawa? Argumenty RPO i wyroki TK
Motoryzacyjne realia pokazują, że fotoradary są potężnym narzędziem egzekucji administracyjnej. Jednak RPO powołuje się na fundamentalne zasady systemu prawnego:
„właściciel lub posiadacz pojazdu, w granicach prawa do obrony, nie ma obowiązku wskazywania komu powierzył pojazd do kierowania lub używania w oznaczonym czasie, jeżeli on sam nim kierował, a tym samym powyższa sytuacja nie jest objęta odpowiedzialnością za wykroczenie z art. 96 § 3 k.w”.
To stanowisko Trybunału Konstytucyjnego z 3 listopada 2015 roku (SK 64/13) jest tu kluczowe. Jeżeli to ja byłem za kierownicą, powinienem mieć prawo milczeć, nie musząc aktywnie generować dowodów przeciwko sobie. W tej sytuacji, przepis z Kodeksu wykroczeń staje się narzędziem do nieformalnego wymuszania samooskarżenia.
Nie chodzi tu tylko o interpretację krajową. Wiącek odwołuje się również do standardów Europejskiego Trybunału Praw Człowieka oraz bogatego orzecznictwa Sądu Najwyższego. SN argumentował, że już samo formalne wszczęcie procederu ścigania, a nie tylko formalne postawienie zarzutu, uaktywnia prawo do obrony.
„Samooskarżenie godzi zaś w istotę konstytucyjnego prawa do obrony, nie spełnia więc kryteriów określonych w art. 31 ust. 3 Konstytucji RP”
W praktyce, kierowca, który popełnił wykroczenie i nie chce wskazać nikogo innego, jest w pułapce. Formalnie ma gwarancję milczenia, ale ta gwarancja umyka, gdy organ kontrolny oczekuje aktywnego działania polegającego na wskazaniu osoby zarządzającej pojazdem (która, jak się okaże, jest on sam). To jawne ograniczenie prawa do obrony bez spełnienia wymogu proporcjonalności.
Resort Sprawiedliwości podzielony: Czy zmiany faktycznie nadejdą?
Choć RPO naciska już po raz trzeci – wcześniejsze interwencje z marca i czerwca 2024 roku nie przyniosły skutku – tym razem wydaje się, że pewien ruch analityczny nastąpił. Stanowisko Rzecznika spotkało się z aprobatą Prokuratury Krajowej oraz kluczowego Departamentu Legislacyjnego Prawa Karnego Ministerstwa Sprawiedliwości. To silny merytoryczny głos za zmianą.
Jednak w resorcie zapanowała dywagacja. Sekretarz Stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości, Arkadiusz Myrcha, poinformował, że Departament Nadzoru Administracyjnego Ministerstwa Sprawiedliwości ma inne zdanie. Ta rozbieżność stanowisk, typowa dla złożonych problemów legislacyjnych, sugeruje, że szybkie uchwalenie zmian jest mało prawdopodobne.
Co dalej? Postulat ten ma trafić do Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego. To oznacza, że zamiast szybkiej nowelizacji, czeka nas prawdopodobnie długa debata na temat „opracowania optymalnych rozwiązań” zapewniających realizację gwarancji procesowych i domniemania niewinności. Dla kierowców, którzy od lat widzą w tym prawie kolejny, ustawowy sposób na „wydojenie” ich z pieniędzy przez fotoradarowy parasol, będzie to kolejna dawka frustracji. Rząd zdaje się nie spieszyć z demontażem przepisów, które skutecznie zasilają budżety mandatami.
