Senat poprawia ustawę o bezpieczeństwie ruchu drogowego, kontrowersje wokół zlotów aut.

Jarek Michalski

Rewolucja w kodeksie drogowym zbliża się wielkimi krokami, przynosząc ze sobą drakońskie kary, łącznie z więzieniem, za rażące przekroczenia prędkości. Jednak to nie tylko piraci drogowi mają powody do niepokoju – nowe przepisy w subtelny sposób ingerują w fundamentalne prawo pasjonatów motoryzacji do spotkań. Czy kawa na parkingu po wymianie opinii o modyfikacjach silnika stanie się przestępstwem wymagającym urzędowej zgody? Przygotujcie się na analizę zmian, które mogą zamienić spontaniczne zloty w biurokratyczną farsę.

Spotkania na parkingu pod nadzorem? Od teraz każda majówka musi mieć papiery

W Senacie zawisły poprawki do ustawy, która ma na celu radykalną poprawę bezpieczeństwa na drogach. Poza zaostrzeniem kar dla notorycznych recydywistów drogowych i eliminacją nielegalnych wyścigów (w tym karami za drift bez zgody), uwaga skupia się na regulacjach dotyczących zlotów i spotkań motoryzacyjnych. Dotychczas swobodne spotkania miłośników czterech kółek, nawet te najbardziej niewinne, nagle podlegają ustawie o prawie do zgromadzeń.

Wprowadzono zapis, który wywraca do góry nogami definicję „spontanicznego spotkania”. Jeśli na ogólnodostępnej przestrzeni zbierze się więcej niż dziesięciu pasjonatów, aby pochwalić się swoimi maszynami lub wprowadzonymi modyfikacjami, organizator musi uprzednio zawiadomić o tym organ gminy. W przeciwnym razie grożą mu grzywny.

Mamy tu do czynienia z sytuacją, którą wielu ekspertów branżowych określa jako przerzucenie nadmiernej biurokracji na hobbystów. Jak podkreślono w źródle:

Spotkanie właścicieli, posiadaczy lub użytkowników pojazdów samochodowych na otwartej lub ogólnodostępnej przestrzeni, którego celem jest prezentacja pojazdów samochodowych w liczbie większej niż 10, w szczególności wprowadzonych w nich modyfikacji, wymaga wcześniejszego zawiadomienia organu gminy

To uderza w samą istotę pasji, która często koncentruje się na wymianie doświadczeń, a nie na formalnej demonstracji.

Czy ustawodawca myli pasję z nocnym driftingiem?

Intencją ustawodawców jest najwyraźniej zwalczanie tych, którzy organizują nocne przejazdy i popisowe jazdy, jednak nowe przepisy zdają się działać na zasadzie „co za dużo, to niezdrowo”. Sięgają one bowiem w sferę zupełnie inną – spotkań właścicieli youngtimerów, klubowiczów określonych marek, czy chociażby małych, lokalnych zlotów, gdzie głównym celem jest kawa i rozmowa o parametrach silnika.

Adam Stanek, prezes Fundacji Youngtimer Warsaw, celnie zauważa, że to prawo „zabija spontaniczność”. O ile profesjonalni organizatorzy dużych, cyklicznych imprez (jak te na terenach zamkniętych, np. błonia PGE Narodowego, gdzie i tak wymagane są zgody ze względu na strefy czystego transportu) nie odczują tego tak boleśnie operacyjnie, o tyle drobni pasjonaci są w niemałych tarapatach.

Warto zwrócić uwagę na niuanse prawne, które Stanek przytacza. Profesjonalne zloty często wybierają miejsca prywatne lub półprywatne, aby uniknąć problemów z dostępnością czy zakłóceniem porządku publicznego. Problem pojawia się, gdy grupa piętnastu miłośników BMW serii E30 umawia się spotkać pod znanym centrum handlowym celem wymiany wrażeń. Zgodnie z nowymi zapisami, nawet to będzie musiało być formalnie zgłoszone w urzędzie gminy.

Pułapki definicji i ryzyko „martwego prawa”

Z drugiej strony, niektórzy eksperci wskazują, że nowe regulacje mogą okazać się de facto martwe. Kluczem do uniknięcia sankcji jest precyzyjne określenie celu spotkania. Jeśli spotkanie skupia się czysto na dyskusji technicznej, a nie na „prezentacji pojazdów samochodowych”, być może uda się ominąć formalne wymogi.

Jednak to pole do interpretacji dla służb kontrolnych jest niesamowicie szerokie. Jak ironicznie zauważa prezes fundacji:

Przecież zawsze można powiedzieć, że do spotkania doszło przypadkowo

Zmuszanie do profesjonalizacji nieformalnych, hobbystycznych spotkań ma swoje plusy – wymusza większą odpowiedzialność za organizację. Ale dla zwykłego fana, który chce po prostu pogadać o swoim V8, może to być po prostu uciążliwe. Ta zmiana ma więc, jak podsumowano, swoje niekwestionowane plusy, ale i ewidentne minusy, które uderzają w samą społeczność motoryzacyjną.

Teraz ustawa, po poprawkach wprowadzonych przez Senat, wraca do Sejmu, a ostatecznym krokiem będzie podpis prezydenta. Tymczasem kierowcy, zwłaszcza ci z zamiłowaniem do klubowych zlotów, powinni uważnie śledzić rozwój wypadków prawnych, bo definicja „zbyt głośnego spotkania” może niedługo wymagać interwencji urzędnika.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze