Obiecywano rewolucję w portfelach kierowców, czyli elektryki mają być tanie w utrzymaniu. Wygląda na to, że niemiecki automobilklub ADAC postanowił zweryfikować te marketingowe hasła i wyszło… interesująco. Choć właściciele aut na prąd faktycznie płacą mniej za standardowe przeglądy, to warsztaty znalazły sprytny sposób, by wyrównać rachunki. Uważajcie na stawki za roboczogodzinę!
Właściciele elektryków płacą w ASO mniej. Ale mechanicy mają na to sposób
Pamiętacie, jak szeptano o oszczędnościach rzędu 50% w porównaniu do aut spalinowych? Rzeczywistość, zweryfikowana przez ADAC na podstawie 94 kosztorysów z serwisów pięciu marek, prezentuje obraz dwubarwny. Owszem, dobra wiadomość jest taka, że serwisy aut elektrycznych generują niższe rachunki. Średnio, właściciele „elektryków” zostawiają w ASO o jedną trzecią mniej gotówki za standardowe inspekcje niż użytkownicy benzyniaków. W niektórych przypadkach oszczędności sięgają nawet blisko 60 procent! To sprawia, że obietnice o tańszej eksploatacji wydają się potwierdzone.
Jednakże, jak to często bywa, gdy cena za całość spada, musi wzrosnąć cena pojedynczej usługi. Okazuje się, że serwisy kompensują sobie mniejszą liczbę wykonywanych czynności (pożegnajmy się z wymianą filtrów paliwa czy oleju w tradycyjnym rozumieniu) poprzez podniesienie cennika za czas pracy mechanika. Eksperci ADAC wykazali, że średnia cena roboczogodziny w serwisowaniu aut elektrycznych jest o 17 proc. wyższa niż u ich spalinowych odpowiedników. To klasyczny przykład, jak rynek dostosowuje się do nowej technologii: mniej czynności, ale wyższa stawka premium za specjalistyczną wiedzę.
Elektryki o połowę taniej? Duże różnice w segmencie premium
Analiza ADAC wyraźnie pokazuje, że oszczędności na przeglądach nie są jednakowe dla każdej marki. Najbardziej spektakularnie wypadł segment premium, co może być zaskoczeniem dla wielu z nas.
Absolutnym mistrzem kosztów okazało się BMW, gdzie oszczędności względem modelu spalinowego sięgnęły imponujących 58 proc.
Warto jednak zaznaczyć, że te miażdżące różnice dotyczyły porównania BMW M440i (wysoka półka cenowa) z elektrycznym BMW i4. Nie zmienia to jednak faktu, że różnica jest kolosalna. Tuż za Bawarczykami plasuje się Mercedes, gdzie serwis elektryka był średnio o 45 proc. tańszy, a Volkswagen zanotował 44 proc. oszczędności. Hyundai również zamknął stawkę marek premium z wynikiem 39 proc. niższych kosztów przeglądu.
Większość tych marek korzysta ze sprawdzonych platform i ugruntowanych sieci serwisowych, co sprzyja optymalizacji kosztów, nawet jeśli stawka za godzinę pracy jest wyższa.
Dacia Spring droższa niż Sandero? Dlaczego w ASO liczą więcej?
Najbardziej kontrowersyjnym, a wręcz szokującym wynikiem badania, jest przypadek Dacii Spring. Jak się przekonacie, w świecie motoryzacji bywają paradoksy, które łamią wszelkie logikę.
Ku zdumieniu autorów porównania serwisowanie jednego z najtańszych samochodów elektrycznych oferowanych w Europie – Dacii Spring – okazało się średnio o 43 proc. droższe niż w przypadku „porównywalnego modelu spalinowego”, czyli Dacii Sandero.
To jest dopiero zagwozdka! Samochód elektryczny, z definicji pozbawiony świec zapłonowych, filtrów wymagających regularnej wymiany i złożonego układu wydechowego, ma być droższy w rutynowej obsłudze. Co jest powodem tej dysproporcji?
Niektórzy eksperci wskazują na pochodzenie Dacii Spring. Jest to obecnie jedyny model tej marki oferowany w Unii Europejskiej, który nie jest produkowany lokalnie – całość trafia z chińskiej fabryki w Shiya. Wydłużone łańcuchy dostaw części zamiennych i serwisowych mogą generować wyższe koszty logistyczne, które warsztaty przerzucają na klienta. Dodatkowo, Spring bazuje na architekturze starszego Dongfenga EX1, która, choć zelektryfikowana, może być konstrukcyjnie mniej zoptymalizowana pod kątem szybkiego i taniego serwisu, niż miałoby to miejsce w przypadku dedykowanych platform EV. Niski efekt skali (jeden taki model z tej platformy w Europie) również nie pomaga w obniżaniu cen części.
Mimo tych niepokojących sygnałów z segmentu budżetowego, perspektywa dla masowego klienta wydaje się obiecująca. Zwłaszcza patrząc na Volkswagena, który intensywnie pracuje nad ofensywą modeli bazujących na platformie MEB+. Jeśli wnioski ADAC przełożą się na nową generację przystępnych cenowo aut elektrycznych, konkurencja cenowa w serwisach może w niedalekiej przyszłości zniwelować różnice w stawkach za roboczogodzinę.
