Rewolucja na policyjnych radarach? Dane za rok 2025 malują obraz, który budzi mieszane uczucia: z jednej strony historyczny spadek kradzieży pojazdów, z drugiej – niezmienna dominacja Mazowsza jako epicentrum samochodowej przestępczości. Czy to przełom w walce z dwukołowym i czterokołowym złodziejstwem, czy tylko chwilowe odetchnięcie? Przyjrzymy się, skąd znikają auta i co sprawia, że Toyota wciąż króluje w niechlubnych statystykach.
Czy możemy odetchnąć z ulgą? Statystyczny spadek kradzieży to nie koniec wojny
Najświeższe dane dotyczące kradzieży samochodów w Polsce za rok 2025 przynoszą powody do umiarkowanego optymizmu. Odnotowano spadek o solidne 10,8 procenta, co przełożyło się na 4 751 skradzionych pojazdów. Brzmi imponująco, prawda? W skali całego, liczącego około 23,5 miliona aut, parku samochodowego, skradzione auta stanowią mniej niż 0,02 procenta. To naprawdę minimalny ułamek. Co więcej, ta spadkowa tendencja utrzymuje się już czwarty rok z rzędu, a wynik z 2025 roku jest, według analiz IBRM Samar, najlepszy, odkąd w ogóle prowadzone są te rejestry.
Nie wolno jednak zapominać, z jakiego pułapu startowaliśmy. Wystarczy cofnąć się o ćwierć wieku, by zobaczyć, jak gigantyczny problem to było. W rekordowym roku 1999 złodzieje ukradli aż 71 543 samochody! Nawet w roku 2005, kiedy wydawało się, że sytuacja drastycznie się poprawia, nadal rejestrowano 45 292 kradzieże. Ta perspektywa przypomina nam, że choć dziś jest lepiej, to rynek motoryzacyjny wciąż musi mierzyć się z profesjonalnymi grupami przestępczymi. To nie jest problem, który pstryknięciem palca znika; to raczej chroniczna choroba, która powoli przechodzi w stan uśpienia.
Warszawa – stolica nie tylko biurowców, ale i samochodowych zniknięć
Chociaż ogólnokrajowe statystyki poprawiają się, geografia kradzieży aut pozostaje zaskakująco stabilna. Centralny punkt tych niechlubnych zdarzeń to niezmiennie województwo mazowieckie. W 2025 roku to właśnie tutaj zniknęło 1 811 pojazdów, co stanowi oburzające 38 procent wszystkich kradzieży w kraju. Absolutnym bastionem dla złodziei pozostaje Warszawa.
W samej stolicy wyrejestrowano 1 146 samochodów utraconych w wyniku kradzieży. To jest kluczowa informacja, która mrozi krew w żyłach: sam Warszawa odpowiada za 24,1 procent krajowego zjawiska! Aby ukazać skalę tego koncentratu przestępczości, stolica miała więcej kradzieży niż łącznie dziesięć województw o najniższej liczbie takich incydentów. Gdziekolwiek indziej jest bezpiecznej? Dane wskazują na województwa opolskie i podlaskie, gdzie odnotowano odpowiednio 48 i 47 kradzieży. Różnica jest kolosalna.
Toyota na czele rankingu – dlaczego ten model kusi złodziei?
Skoro wiemy, gdzie znikają auta, musimy przyjrzeć się temu, co znika. W rankingu najczęściej kradzionych marek w 2025 roku powróciła jedynka, której obecność jest trudna do zignorowania: Toyota. Złodzieje upodobali sobie japońskiego giganta, notując 950 przypadków – to co prawda wzrost o 3,6 procenta wobec roku poprzedniego, ale jednocześnie Toyota jest jedyną marką z pierwszej dziesiątki, która w tym okresie odnotowała wzrost liczby „przejęć”.
Oto pełen obraz czołówki kradzionych marek:
- Toyota – 950 szt.
- Audi – 397 szt.
- BMW – 385 szt.
- Volkswagen – 344 szt.
- Mercedes – 250 szt.
- Hyundai – 222 szt.
- Kia – 214 szt.
- Renault – 210 szt.
- Ford – 175 szt.
- Fiat – 161 szt.
Co ciekawe w przypadku Toyoty, niemal trzy czwarte skradzionych egzemplarzy, czyli 687 aut, pochodziło z Mazowsza, a aż 473 z samej Warszawy. To jasno pokazuje, że złodzieje celują w konkretne tereny występowania danego modelu.
Modelowo prym wiodły: Toyota Corolla (360 egzemplarzy), Toyota RAV4 (201) i Toyota C-HR (138). Jak widać, popularność danej marki na drogach niemal automatycznie przekłada się na jej atrakcyjność w oczach przestępców – to prosta matematyka dostępności i potencjalnie łatwego spieniężenia części lub całości pojazdu. Warto zanotować, że w zestawieniu znalazły się także pojazdy użytkowe, jak Fiat Ducato (96) i Renault Master (84), co sugeruje, że rynek wtórny aut dostawczych to także łakomy kąsek dla zorganizowanych grup. Tymczasem Audi, choć wciąż na podium, traci na sile – legendarny model A4 wypadł z TOP 10.
Młode, ale nie najnowsze: czym jeżdżą złodzieje?
Analiza roczników dostarcza fascynującego wglądu w metodykę działania złodziei. Jak się okazuje, kradzież „świeżego” rocznika jest dla nich priorytetem. Najchętniej sięgają po auta nie starsze niż dekada. W 2025 roku na celowniku znalazły się szczególnie auta z roczników 2019 (543 skradzione egzemplarze) oraz 2021 (449 szt.). To potwierdza tezę, że złodzieje celują w pojazdy o wysokiej wartości rezydualnej, które łatwo sprzedać za granicą lub wykorzystać do procederu „samochodów-bliźniaków”.
Z drugiej strony, popularne na polskim rynku modele, jak Dacia Duster, padły ofiarą kradzieży zaledwie cztery razy, a Renault Austral nie został skradziony ani razu. To sugeruje, że nie wszystkie popularne auta są równie ciekawe dla zorganizowanych grup przestępczych – być może są trudniejsze do „przerobienia” lub ich legalny rynek wtórny jest bardziej nasycony.
Co ciekawe, auta elektryczne również zaczynają przyciągać uwagę, choć wciąż w marginalnym stopniu – odnotowano 49 kradzieży. Najczęściej kradzionym elektrykiem okazał się Nissan Leaf (9 szt.), a tuż za nim… luksusowe Porsche Taycan (6 szt.). Wybór Taycana świadczy o tym, że niektórzy złodzieje celują w pojazdy o bardzo wysokiej wartości, być może dla demontażu na części klasy premium lub dostarczenia na bardzo specyficzny rynek.
