Rok 2025 przyniósł Grupę Volkswagenowi prawdziwy zimny prysznic. Mimo że rynek motoryzacyjny nieustannie ewoluuje, a elektryfikacja nabiera tempa, wyniki finansowe niemieckiego giganta szokują, zwłaszcza gdy porównamy je z poprzednimi latami. Czy to tylko chwilowy zgrzyt, czy sygnał głębszych problemów strukturalnych i rynkowych? Zanurzymy się w twarde liczby, by zrozumieć, co tak drastycznie obniżyło apetyty zarządu i akcjonariuszy.
Cła z USA, Porsche i finansowy rollercoaster – co naprawdę zepsuło wyniki VW?
Oto jest, twarda rzeczywistość roku 2025 dla Volkswagena: przychody spadły do 321,9 miliarda euro, a zysk netto skurczył się do zaledwie 6,9 miliarda euro. Kiedy patrzymy na te liczby, nasuwa się pytanie: co spowodowało taki finansowy krach? Oficjalna wersja zarządu wskazuje na potrójne uderzenie: amerykańskie cła, kosztowną restrukturyzację Porsche oraz niekorzystne efekty walutowe i cenowe. Musimy przyznać, że to solidny zestaw problemów.
Najbardziej bolesny wydaje się spadek wyniku operacyjnego, który w 2025 roku skurczył się o astronomiczne 53 procent w porównaniu do roku 2024, osiągając poziom zaledwie 8,9 miliarda euro. Władze Volkswagena nie owijają w bawełnę, mówiąc wprost:
„Spadek wyniku operacyjnego wynikał z ceł w USA, kosztów związanych z dostosowaniem strategii produktowej Porsche, efektów kursowych oraz efektów miksu i cen”.
Analizując te obciążenia, widzimy skalę „terapii szokowej”. Amerykańskie cła ściągnęły z konta koncernu około 3 miliardy euro! To potężna kwota, która pokazuje, jak wrażliwy jest niemiecki potentat na politykę handlową Waszyngtonu. Ale to nie koniec wydatków. Aż 5 miliardów euro pochłonęła restrukturyzacja Porsche. To sugeruje, że reorganizacja tej luksusowej marki, choć być może konieczna dla długoterminowej rentowności, w krótkim terminie boleśnie uderzyła w finanse grupy. Na szczęście, jak dodają, dzięki „pozytywnym skutkom wdrażanych programów oszczędnościowych” udało się częściowo zrekompensować te straty. Zysk netto po opodatkowaniu, wynoszący 6,9 mld euro, to spadek o 44 procent względem 12,4 mld euro z poprzedniego roku. To już nie są drobne korekty, to cięcie po linii prostej.
9 milionów aut na świecie – Europa w górę, chiński i amerykański dół
Mimo finansowego trzęsienia ziemi, fizycznie Volkswagen dostarczył klientom blisko 9 milionów nowych samochodów w całym 2025 roku. Dokładniej, było to 8,98 miliona sztuk, co oznacza minimalny spadek o około 0,5 procenta rok do roku. To pokazuje, że choć zyski szwankują, maszyna produkcyjna i sieć dystrybucji nadal obraca się całkiem sprawnie.
Jednak geograficzny rozkład tych dostaw jest fascynujący i niestety, potwierdza trudności na kluczowych rynkach. Europa i Ameryka Południowa były jasnymi punktami. Europa zanotowała wzrost o 5 procent, a Ameryka Południowa nawet o 10 procent. Europejscy dealerzy Volkswagena mogą więc zaliczyć rok do udanych, zwłaszcza że zamówienia na auta marki Volkswagen w Europie wzrosły o około 13 procent względem 2024 roku.
Na amerykańskim podwórku i w Chinach sytuacja wyglądała znacznie gorzej. W Ameryce Północnej sprzedaż aut grupy spadła o solidne 12 procent, co jest bezpośrednim echem wspomnianych ceł i zapewne innych zawirowań rynkowych. Jeszcze gorzej wypadły Chiny – największy rynek motoryzacyjny świata – gdzie nowych aut trafiło do klientów o 6 procent mniej. Taka dysproporcja sugeruje, że podczas gdy Europa wchłania nową podaż, Volkswagen traci impet tam, gdzie konkurencja, zwłaszcza w segmencie elektryków, jest najbardziej zacięta.
Elektryczna tarcza ochronna – czy BEV uratują firmę przed karami?
W obliczu tych wyzwań, zarząd desperacko szuka dźwigni, która pozwoli odbudować rentowność i uniknąć finansowych pułapek regulacyjnych. Kluczowym elementem tej strategii jest oczywiście transformacja w kierunku elektromobilności. I tutaj Volkswagen ma powody do optymizmu – a przynajmniej do nadziei.
Przedstawiciele koncernu kładą nacisk na fakt, że kluczowym czynnikiem, który wspomaga wyniki, jest gwałtowny wzrost popularności samochodów w pełni elektrycznych (BEV). Ich liczba wzrosła o około 55 procent, a ich udział w całkowitym portfelu zamówień sięgnął już około 22 procent. Dlaczego to jest tak istotne? Ponieważ Europa nakłada coraz surowsze kary za przekraczanie standardów emisji CO2 dla nowych pojazdów.
Dobra wiadomość dla akcjonariuszy jest taka, że tegoroczne wyniki w zakresie elektryfikacji sprawiają, iż niemieckiemu gigantowi ma się udać uniknąć tych drakońskich opłat od Brukseli. To bezpośrednio przekłada się na więcej kapitału, który można reinwestować w rozwój i najnowsze technologie, zamiast oddawać go urzędnikom. Przyszłość, według nich, rysuje się jasno:
„W 2026 roku wprowadzimy przystępną cenowo elektromobilność z technologią klasy premium. Na rynku chińskim rozpoczniemy największą kampanię produktową w naszej historii. Wyznaczymy również kluczowe kamienie milowe w obszarze akumulatorów, oprogramowania i autonomicznej jazdy na drodze do stania się globalnym liderem technologii motoryzacyjnych”.
W perspektywie roku 2026 wydaje się, że Volkswagen celuje w odzyskanie gruntu pod nogami, stawiając na tańsze, bardziej dostępne EV i agresywny atak na Chiny.
Prezes i zarząd dostali mikro-kary. Czy to gest dobrej woli?
W takich momentach, gdy firma notuje drastyczne spadki operacyjne, uwaga naturalnie koncentruje się na najwyższych szczeblach zarządzania. W Grupie Volkswagen, gorsze wyniki finansowe przełożyły się na konkretne cięcia w portfelach menedżerów. Zarząd koncernu zrezygnował z 11 procent swoich zarobków. Co ciekawe, pensja prezesa, Olivera Blume, spadła aż o jedną trzecią.
Zastanawiające jest, jak to wygląda w liczbach bezwzględnych. Oliver Blume zarobił „tylko” 6 milionów euro w 2025 roku, zamiast 9 milionów rok wcześniej. Chociaż spadek o jedną trzecią brzmi imponująco, sześcio-milionowa pensja dla zarządu w kontekście 53-procentowego spadku wyniku operacyjnego i masowej redukcji etatów w Niemczech (35 tys. osób do 2030 roku), może być postrzegana bardziej jako symboliczne skinienie głową w stronę opinii publicznej, niż rzeczywiste „ukaranie”. To gest, który ma pokazać, że elita firmy też poczuła skutki kryzysu, nawet jeśli ich standard życia pozostaje poza zasięgiem pozostałych 663 tysięcy pracowników koncernu. Reszta branży z pewnością bacznie obserwuje, czy takie cięcia personalne i finansowe u góry szybko przełożą się na odrodzenie wyników w kolejnych okresach.
