W świecie, gdzie średni wiek auta w Polsce to już solidne 15 lat, przeskok do nowego samochodu to dla statystycznego Kowalskiego monumentalna decyzja. Czy nowe, kunsztownie wyposażone SUV-y z Chin faktycznie oferują bezpieczeństwo i właściwości jezdne na poziomie wieloletnich liderów rynku, takich jak Toyota, Kia czy Skoda? Postanowiliśmy to sprawdzić w bezkompromisowych próbach torowych, zestawiając je z legendami polskiego asfaltu.
Torowy spektakl: Dlaczego akurat te maszyny stanęły na starcie?
Formuła naszego testu nie wzięła się znikąd – jest lustrzanym odbiciem polskiej rzeczywistości motoryzacyjnej. Skoro statystyczny nabywca nowego auta przesiada się z pojazdu, który pamięta czasy świetności pierwszej dekady XXI wieku, to musieliśmy postawić obok siebie to, co króluje w salonach, i to, co najeżdża rynek wtórny.
Klienci indywidualni w Polsce tradycyjnie celują w Toyotę, Kię, Skodę lub Volkswagena. Jednak oddech tych gigantów coraz mocniej czują nowi gracze, głównie z Państwa Środka. Ci drudzy kuszą bogatym wyposażeniem i agresywną ceną. Dlatego największą reprezentację w naszym teście stanowiły właśnie chińskie nowości. Nasza dziennikarska dociekliwość kazała sprawdzić, czy za tym wizualnym blaskiem kryją się równie nowoczesne i skuteczne systemy bezpieczeństwa oraz właściwości trakcyjne.
Aby porównanie nie było jednostronne i krzywdzące, potrzebowaliśmy punktów odniesienia – „wzorców metra”. W segmencie kombi, który wciąż ma swoich zagorzałych fanów, wzorcem musiał być król polskich autostrad: Volkswagen Passat 2.0 TDI R-line z 2009 roku. To auto, które przejechało próby w stanie, w jakim je zastaliśmy – z zapaloną kontrolką „check engine” i na 12-letnich oponach Pirelli z przebiegiem 60 tys. km. Licznik pokazywał 270 tys. km, ale jak to bywa z Passatami z importu, „odległość między Goerlitz a Zgorzelcem to 'minus 200 tys. km'” – ta stara prawda motoryzacyjna wydaje się tu wyjątkowo aktualna.
Drugi wzorzec, tym razem z wszechobecnego segmentu SUV, to popularna na rynku wtórnym Toyota RAV4 III generacji z 2013 roku. Ona również miała około 270 tys. km na karku, a zgodnie z polską modą, wyposażona była w niefabryczną instalację gazową.
Kto stanął do walki: Lista uczestników starcia dekad
Poza tymi dwoma weteranami, do porównania zakwalifikowaliśmy dziewięć nowych modeli. Wybór podyktowany był listami popularności wśród klientów indywidualnych. W efekcie na torze zameldowały się:
- Kia Sportage (GT-Line, 1,6 l DCT, AWD),
- Toyota Corolla Cross (Exclusive, 2,0 l hybryda),
- Toyota C-HR (GR sport, 2,0 l hybryda),
- Skoda Karoq (Editon 130, 1,5 l TDI DSG),
- Hyundai Kona (Smart plus z pakietem komfort, 1,6 l DCT, FWD),
- MG HS (Exclusive, 1,5 l DCT),
- Omoda 5 (Comfort, 1,6 l, DCT),
- Jaecoo 7 AWD (Comfort, 1,6 l DCT AWD),
- Baic Beijing 5 (Luxury, 1,5 l benzyna, DCT).
Chcieliśmy też sprawdzić takie modele jak Dacia Duster, ale październikowa aura i problemy logistyczne z doborem jednolitych opon zmusiły nas do odrzucenia części stawki. Priorytetem była rzetelność i powtarzalność wyników. Dlatego wszystkie auta, poza Passatem, jeździły na oponach marek Nexen lub Hankook o zbliżonych parametrach. Stary Passat musiał zmierzyć się z życiem na swoich 12-letnich Pirelli, które nosiły ślady starzenia w postaci spękań na ścianach bocznych. Takie testy to właśnie esencja prawdziwej motoryzacyjnej klatki Fights Club.
Mokry asfalt i symulacja kryzysowej sytuacji: Co sprawdziliśmy?
Choć wszystkie pojazdy bez problemu pokonały łatwy slalom na suchej nawierzchni przy 50 km/h, to właśnie mokra nawierzchnia miała obnażyć różnice w technice i elektronicznym zapleczu. Skupiliśmy się na kluczowych próbach symulujących sytuacje awaryjne:
- Slalomie na mokrej nawierzchni;
- Hamowaniu na mokrej nawierzchni;
- Hamowaniu na mokrej nawierzchni połączonym z ominięciem przeszkody.
Pierwsze dwie próby wykonywane były przy temperaturze otoczenia około 7 stopni Celsjusza. Hamowanie z ominięciem przeszkody wymagało już nieco cieplejszych warunków, a mianowicie 13 stopni Celsjusza. Jak poradziły sobie nowe SUV-y kontra okopceni weterani? Wyniki potrafią zszokować.
Chińczyki kontra stara gwardia. Nie wszystko złoto, co się świeci?
To, co zobaczyliśmy na torze, zdemolowało część naszych z góry przyjętych założeń. Największym pozytywnym zaskoczeniem był leciwy Passat. Mimo swojego wieku, zużytych elementów i przestarzałych wizualnie systemów, niemieckie kombi radziło sobie w próbach manewrowych zaskakująco pewnie.
„Tymczasem niemieckie kombi poradziło sobie w próbach zdecydowanie lepiej (slalom, ominięcie przeszkody z hamowaniem) lub bardzo podobnie, jak młodsze o przeszło 15 lat chińczyki! Prawdę mówiąc, wyniki Passata zepsuły nam narrację – rozpoczynając jazdy torowe spodziewaliśmy się raczej udowodnić, jak wielkie zmiany zaszły w ostatnich dwóch dekadach w działaniu systemów wspomagania kierowcy nowych aut.”
Z drugiej strony, na placu boju widoczne były problemy u reprezentantów koreańskiej grupy. Szczególnie niepokojąco wypadła nowa Kia Sportage. Zarówno nasz kierowca testowy, jak i instruktorzy mieli podobne odczucia: „z tym autem jest coś nie tak”. Może to wina nieco ciężkiego przodu, a może kiepskiej kalibracji systemów asystujących, ale w mokrych próbach Sportage notował najgorsze rezultaty spośród aut „starej gwardii”. Warto odnotować, że pokrewna Hyundai Kona poradziła sobie rewelacyjnie zarówno w slalomie, jak i w trudnej próbie hamowania z ominięciem przeszkody.
A teraz gwiazdy bliskiego wschodu – chińskie SUV-y. O ile wyposażenie wnętrza często deklasuje konkurencję, o tyle na mokrym asfalcie mieliśmy wrażenie, że uczestniczą w innej klasie wyścigowej. Najlepiej z chińskiej ekipy wypadł Baic 5, ale i tak jego rezultaty były dalekie od ideału.
Kluczowy okazał się zwykły slalom na mokrej nawierzchni i próba hamowania z ominięciem przeszkody (50 km/h). Z tymi zadaniami gorzej niż Passat i RAV4 poradziły sobie takie modele jak MG HS (przeciętne wyniki w hamowaniu), Omoda 5 oraz Jaecoo 7. Oba modele koncernu Chery miały gigantyczne problemy z próbą ominięcia przeszkody, uderzając w teoretyczne konstrukcje i ostatecznie kończąc test poza płytą poślizgową.
Wnioski są jasne i dotyczą nie tylko wyników: nowe, często pięknie wystylizowane i bogato wyposażone SUV-y spoza Europy i Japonii, mogą mieć poważne luki w zakresie bezpieczeństwa aktywnego. O ile w codziennej jeździe luksus wyposażenia kusi, o tyle w sytuacji kryzysowej – na przykład na śliskiej nawierzchni – to właśnie dojrzałość i precyzja działania systemów DSC i ESP decyduje o tym, czy wrócimy do domu. A tutaj, mimo młodego rocznika, nie wszystko złoto, co się świeci. Nabywcy aut „made in China” muszą być świadomi, że oszczędności na bezpieczeństwie potrafią się mścić, a zakup dobrych opon to w ich przypadku nie opcja, lecz konieczność.
