Stellantis likwiduje trzecią zmianę w Tychach, 740 osób straci pracę.

Jarek Michalski

Wstrząs na polskiej scenie motoryzacyjnej! Stellantis, gigant, który jeszcze niedawno wydawał się ostoją stabilności, właśnie ogłosił drastyczne cięcia w zakładach we współpracy z FCA Poland. To nie tylko zapowiedź zwolnień, ale realne zagrożenie dla tysięcy miejsc pracy w regionie, wywołane przez potężne siły rynkowe i polityczne decyzje z Brukseli. Czy era spalinowych modeli w Tychach dobiega końca szybciej, niż się spodziewaliśmy?

Stellantis zamyka trzecią zmianę w Tychach: 740 osób na bruk, fala uderzeniowa dla regionu

Koncern Stellantis po raz kolejny tnie zatrudnienie, tym razem uderzając w fabrykę FCA Poland w Tychach. Decyzja o likwidacji trzeciej zmiany produkcyjnej, która wejdzie w życie od marca, oznacza pożegnanie z pracą dla około 740 osób. Z dotychczasowych 2400 pracowników, w zakładzie zostanie niecałe 1700. To potężny cios dla lokalnego rynku pracy, a skala problemu może okazać się znacznie większa niż tylko te niemal osiemset osób.

Tyskie zakłady, produkujące kluczowe modele, takie jak Alfa Romeo Junior, Jeep Avenger, oraz skromne ilości Fiata 600, nagle stają w obliczu reorganizacji wymuszonej „bardzo wymagającymi warunkami i poziomami zamówień na rynku motoryzacyjnym w Europie” – jak tłumaczy Agnieszka Brania ze Stellantisa. Problem w tym, że pracownicy mieli nadzieję na stabilność, zwłaszcza że do tej pory pracodawca stanowczo dementował pogłoski.

Pracodawca cały czas twierdził, że to nieprawdziwe informacje i nic takiego się nie wydarzy

Kiedy 12 stycznia na krótkim spotkaniu padła ta druzgocąca wiadomość, związkowcy, z Grzegorzem Maślanką na czele, mieli zaledwie 20 dni na wypracowanie porozumienia w kwestii programu dobrowolnych odejść (PDO). „Postulujemy o 36 pełnych wynagrodzeń i nie mniej niż 24 pensje” – relacjonuje Maślanka, wskazując na konieczność natychmiastowego opracowania tabel odpraw uzależnionych od stażu pracy.

Problem z transparentnością i wsparciem jest szczególnie widoczny w strukturze zatrudnienia. Z blisko 740 osób, które mają stracić pracę, zaledwie około 140 zatrudnionych jest na umowy na czas nieokreślony. Kolejne 300 to osoby na czas określony w FCA Poland, ale najgorzej wygląda sytuacja pracowników agencji – to drugie tyle, którzy najpewniej nie otrzymają żadnego systemowego wsparcia od koncernu przy reorientacji zawodowej.

Fala uderzeniowa: Jak zwolnienia w Tychach wpłyną na dostawców i cały region?

Eksperci i związkowcy biją na alarm, prognozując efekt domina obejmujący cały ekosystem motoryzacyjny na południu Polski. Likwidacja jednej zmiany w Tychach to znacznie więcej niż tylko 740 etatów. Jak przypomina Maślanka, poprzednie zwolnienia w fabryce silników FCA Powertrain w Bielsku-Białej, choć dotyczyły „tylko” trzystu osób, realnie wygenerowały utratę ponad tysiąca miejsc pracy u kooperantów.

W Powiecie Polskim, gdzie produkcja komponentów dla koncernu jest kluczowym elementem gospodarki, powiązania są niezwykle silne. „Jedna osoba zatrudniona w fabryce koncernu generuje nawet 4-5 miejsc pracy u kooperantów” – wyjaśnia Maślanka. Mówimy tu o poddostawcach z Bielska-Białej, Bierunia, Tychów i Żywca. Szacunki wskazują, że w najczarniejszym scenariuszu to łącznie nawet kilka tysięcy miejsc pracy w regionie może znaleźć się pod znakiem zapytania. To nie tylko cięcia w zakładzie macierzystym, to potężne pęknięcie w regionalnej sile produkcyjnej.

Koncern obiecuje przesunięcia wewnątrz struktur. Agnieszka Brania zapewnia, że osoby objęte redukcją będą mogły aplikować na stanowiska w zakładzie produkcji dużych samochodów dostawczych Stellantis w Gliwicach oraz w tyskiej fabryce jednostek napędowych Stellantis. Czy jednak liczba tych miejsc zrekompensuje skalę likwidowanej zmiany, zwłaszcza dla pracowników zatrudnionych przez firmy zewnętrzne? W branży panuje spory sceptycyzm.

Zielony ład tnie głęboko: Czy to koniec pewnej epoki w polskiej motoryzacji?

Analizy związkowców wskazują, że za decyzją o cięciach i redukcji wolumenu produkcji, stoją nie tylko bieżące warunki rynkowe, ale fundamentalne, strategiczne zmiany narzucone z Brukseli. Mowa oczywiście o polityce klimatycznej Unii Europejskiej, znanej powszechnie jako Zielony Ład.

Obostrzenia środowiskowe, rosnące koszty energii oraz konieczność szybkiego przejścia na droższe w produkcji i zakupie samochody elektryczne, wywierają kolosalną presję na tradycyjnych europejskich producentów. To zderzenie z realiami, w których azjatyccy konkurenci, jak Chiny, nie podlegają tak restrykcyjnym normom emisji, staje się dla europejskich gigantów finansowo zabójcze.

Grzegorz Maślanka uważa, że sytuacja jest krytyczna, a zwolnienia w Tychach to symbol szerszego trendu.

To koniec pewnej epoki w motoryzacji. Jeżeli na poziomie UE nie zapadnie żadna decyzja odnośnie przesunięcia lub likwidacji szeroko pojętego Zielonego Ładu, motoryzacja w Europie zniknie. Zaleją nas Chińczycy, którzy nie są obwarowani takimi restrykcjami, jak firmy europejskie. Przykro patrzeć, jak branża istniejąca tyle lat chyli się ku upadkowi – mówi w rozmowie z Interią Grzegorz Maślanka

Ta zapowiedź likwidacji trzeciej zmiany w Tychach, która kontynuuje trend rozpoczęty wygaszaniem FCA Powertrain, to dramatyczny sygnał, że polski przemysł motoryzacyjny, oparty na sprawdzonych technologiach spalinowych, przechodzi bolesną, wymuszoną transformację, której koszty ponoszą tysiące pracowników.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze