Elektromobilność miała być przyszłością, a dla Stellantis stała się finansowym trzęsieniem ziemi. Gigant motoryzacyjny właśnie ogłosił kolosalne odpisy na transakcji związanej z autami elektrycznymi, co momentalnie wywołało panikę na giełdzie. Czy to oznacza, że elektryczna rewolucja, jaką obiecywano nam przez lata, właśnie napotkała na mur zderzak? Bliżej przyjrzymy się skali tej straty i drastycznym cięciom, jakie koncern podjął, by zdusić pożar.
Bilionowy rachunek za marzenia o elektrycznej przyszłości
Stellantis, jeden z największych graczy na globalnym rynku samochodowym, zafundował inwestorom prawdziwy zimny prysznic. Koncern poinformował, że w księgach za rok 2025 musi zaksięgować odpisy na niestety już nie tak obiecującym segmencie aut elektrycznych, opiewające na gigantyczną kwotę 22 miliardów euro. Ta wielkość przeszła najśmielsze oczekiwania analityków i natychmiast uderzyła w wycenę spółki – akcje w Mediolanie runęły o 22 procent, a kapitalizacja rynkowa stopniała o blisko 5,2 miliarda euro. To potężny sygnał, że wyścig do pełnej elektryfikacji, przynajmniej w obecnym kształcie, wiąże się z niewyobrażalnymi kosztami.
Efekt tych korekt będzie widoczny w finansach drugiej połowy roku, gdzie wstępnie szacowana strata oscyluje między 19 a 21 miliardów euro. Rozczarowanie inwestorów pogłębiła dodatkowo decyzja o rezygnacji z wypłaty dywidendy w tym roku. Koncern komunikuje, że podjął „większość kluczowych decyzji koniecznych do skorygowania kierunku rozwoju”. W praktyce oznacza to brutalne dostosowanie gam modelowych i planów produkcyjnych do realiów rynkowych, które po prostu nie są tak chętne na drogie EV, jak zakładano.
Antonio Filosa, prezes Stellantis od czerwca 2025 roku, nie owijał w bawełnę, przyznając, że część kosztów wynika z przeszacowania tempa transformacji energetycznej. Jak sam zauważył, odpisy „pokazują także skutki wcześniejszych problemów operacyjnych i błędów w realizacji strategii”, które nowy zarząd zamierza naprawiać.
Czyżby powrót zdrowego rozsądku? Stellantis wyhamowuje z elektryków
Ta finansowa korekta jest bezpośrednią odpowiedzią na strategię poprzedniego lidera, Carlosa Tavaresa, który forsował bardzo agresywny harmonogram elektryfikacji, grożąc europejskiemu rynkowi pełnym przejściem na EV i celując w 50-procentowy udział elektryków w USA do 2030 roku. W międzyczasie, pod rządami Tavaresa, Stellantis tracił udziały rynkowe, borykając się z wygórowanymi cenami, dziurami w ofercie i problemami jakościowymi.
Filosa obrał kurs… bardziej pragmatyczny. Zauważalnym pociągnięciem było przywrócenie silników V8 w Stanach Zjednoczonych – coś, co jeszcze niedawno wydawało się herezją. Koncern opóźnia również kluczowe projekty elektryczne, jak choćby debiuty elektrycznych modeli Alfa Romeo, czy wręcz rezygnuje z elektrycznej wersji giganta RAM 1500. Zamiast tego, zapowiadane są inwestycje rzędu 13 miliardów dolarów w USA i zatrudnienie dodatkowych 2 tysięcy inżynierów na tym kluczowym rynku. Dodatkowo, z pewnych wizjonerskich projektów, jak inwestycje w technologię wodorową, Stellantis postanowił na razie zrezygnować.
To nie jest delikatne hamowanie; to gwałtowne ściągnięcie ręcznego. Koncern daje jasno do zrozumienia, że nie będzie dalej pompować miliardów w technologię, na którą konsumenci nie są gotowi lub która nie generuje satysfakcjonującej marży.
Kanadyjska fabryka baterii za 100 dolarów – koniec złudzeń
Drastyczne zmiany strategii objęły nie tylko gamę produktową, ale i łańcuch dostaw. Tego samego dnia, w którym ogłoszono gigantyczne odpisy, Stellantis postanowił zakończyć współpracę z LG Energy Solution w Kanadzie. Mowa tu o spółce joint venture, która w 2022 roku obiecywała stworzenie pierwszej dużej fabryki baterii do aut elektrycznych w Windsor, Ontario. W perspektywie czasu, projekt ten kosztowałby łącznie ponad 3,7 mld dolarów.
Co się stało? LG Energy Solution przejmie 49-procentowy pakiet akcji należący do Stellantis za symboliczną kwotę 100 dolarów. Pomimo zainwestowania już ponad 3,65 miliarda dolarów, wizja ta nie mieści się już w nowej, okrojonej strategii koncernu. To symboliczne przekazanie fabryki za grosze obrazuje, jak szybko zmienił się priorytet korporacyjny – od budowy własnych gigafabryk, do redefinicji roli w ekosystemie EV.
Sprzedaż: Mieszany obraz rynkowej rzeczywistości
Choć wiadomości finansowe są druzgocące, dane sprzedażowe za czwarty kwartał 2025 roku pokazują obraz mieszany, ale z pewnymi jasnymi punktami. Globalne dostawy wzrosły o 9 procent, głównie dzięki sile amerykańskiego rynku. Najlepiej sprzedawały się tradycyjne bestsellery, takie jak Ram Hemi oraz odświeżony Jeep Grand Cherokee – klasyczne, spalinowe potwory, co brzmi jak ironia losu w obliczu tych wszystkich elektrycznych odpisów.
Sytuacja w Europie jest jednak daleka od optymistycznej. Dostawy spadły o 4 procent, co odzwierciedla słabszy popyt na modele Peugeot oraz pojazdy użytkowe. Na rok 2026 koncern prognozuje niską, jednocyfrową marżę operacyjną. W tej prognozie uwzględniono również koszty taryf celnych w USA, które szacowane są na około 1,6 miliarda euro. Aby ustabilizować bilans, Stellantis planuje emisję obligacji do 5 miliardów euro. Ostateczna diagnoza kondycji koncernu będzie znana 26 lutego, kiedy to zostaną opublikowane pełne wyniki roczne i będziemy mogli dokładnie oszacować, jak głęboka jest ta korekta kursu w jednym z motoryzacyjnych gigantów.
