Stellantis przyśpiesza w Europie, Dacia notuje duży spadek.

Jarek Michalski

Koniec dominacji Dacii? Luty 2024 przyniósł trzęsienie ziemi na europejskim rynku motoryzacyjnym, a Stellantis, niczym feniks z popiołów, notuje spektakularne odbicie. Czy to tylko chwilowy zryw, czy zapowiedź rewolucji, która zmiecie dotychczasowych liderów? Przygotujcie się na analizę danych, która może zaskoczyć nawet najbardziej doświadczonych bywalców salonów samochodowych.

Stellantis na fali wznoszącej – gigant wraca do gry!

Luty 2024 roku w Europie to prawdziwy poligon doświadczalny dla producentów aut. Podczas gdy cały rynek wciąż adaptuje się do nowych realiów geopolitycznych i wstrząsów na Morzu Czerwonym, korporacja Stellantis – skupiająca pod swoimi skrzydłami takie marki jak Peugeot, Opel, Fiat czy Citroen – posłała konkurencji sygnał, którego nie sposób zignorować. Według danych firmy analitycznej Data Force, to właśnie ten europejski gigant odnotował najwyższy wzrost rejestracji wśród czołowych graczy. Czyżby mity o upadku motoryzacji z Miasta Świateł były mocno przesadzone?

Dobre nastroje w Stellantis to nie tylko kwestia liczb, ale i strategii. Widać powrót na „stare tory” i gruntowne odświeżenie portfolio popularnych modeli. Dużą zasługę przypisuje się premierom takim jak Citroen C3 Aircross i debiutującej Fiat Grande Panda, które w lutym zanotowały solidne wyniki – po 7,5 tysiąca rejestracji każda. To solidny fundament, który napędza wzrosty. Fiat skumulował od początku roku ponad 65,7 tys. rejestracji (w porównaniu do 47,9 tys. rok wcześniej!), a Citroen osiągnął 66,1 tys. (wzrost z 59,0 tys. w tym samym okresie 2023).

Nie można zapomnieć także o Oplu. Niemiecki (choć dziś francusko-włosko-amerykański) producent notuje imponujący narastający wynik blisko 64,5 tys. rejestracji, co przewyższa ubiegłoroczne osiągnięcie o ponad 11,3 tys. sztuk. Lokomotywy tej sprzedaży? Mokka z 6,2 tys. rejestracji w lutym, nowa Frontera (5,3 tys.) i Grandland (4,4 tys.). Wygląda na to, że fuzje i strategiczne inwestycje zaczynają przynosić wymierne korzyści, co z pewnością nie jest wesołą nowiną dla niemieckich konkurentów, o których mówi się, że są „upokorzeni” wobec ekspansji Francuzów na rynku europejskim.

Wielka zmiana w europejskich salonach. Czyżby Dacia popełniła błąd strategiczny?

Podczas gdy Stellantis świętuje triumfy, ktoś musi tracić. A tym kimś, w lutym, stała się Dacia. Rumuńska marka, która przez lata wyznaczała standardy w segmencie aut budżetowych, notuje potężny zjazd. Skumulowany wynik Dacii po dwu miesiącach to 68,4 tys. rejestracji, z czego blisko 96,7 tys. przypada na pierwsze dwa miesiące bieżącego roku. Taki wynik oznacza spadek rejestracji o ponad 29 procent rok do roku!

Dla porównania, Fiat w tym samym okresie zanotował wzrost o 37 proc., a Citroen o 12 proc. Oznacza to, że różnica w wynikach między tymi markami, a ubiegłorocznym liderem segmentu budżetowego, drastycznie się zmniejsza. Dacia dostarczyła europejskim kupującym 96,7 tys. samochodów w pierwszych dwóch miesiącach 2023 roku. Tegoroczny rezultat to brutalne zderzenie z rzeczywistością rynkową.

Największym ciosem dla utraty dominacji okazał się gwałtowny spadek zainteresowania bestsellerem – Dacią Sandero. Jej tegoroczne rejestracje (nieco ponad 26 tys., wliczając otoczkę Steepway) są niższe o blisko 35 proc. w porównaniu do pierwszych dwóch miesięcy ubiegłego roku. Co więcej, Sandero straciło pozycję najlepiej sprzedającego się auta w Europie! Została wyprzedzona przez Renault Clio (31 473 rejestracji) oraz co bardziej bolesne – przez Citroena C3 (26 142 rejestracji). W kontekście strategicznego rajdu Citroena, który po dodaniu wyników C3 Aircross (15 234) osiąga łączną liczbę ponad 41,4 tys. rejestracji, utrata pozycji przez Sandero wydaje się być koszmarem, który się ziścił. Czy lifting nie wystarczył, by skutecznie walczyć z odświeżoną ofertą Stellantisa?

Chińska inwazja trwa, a Stellantis ma swojego asa w rękawie

W tle europejskich bojów liczy się też to, co dzieje się na froncie wschodnim. Co ciekawe, Stellantis, walcząc o prymat na własnym podwórku, jest jednocześnie beneficjentem ekspansji Chińczyków. Mowa o marce Leapmotor, w której koncern posiada ponad 20 proc. udziałów. W lutym Leapmotor zarejestrował ponad 8,5 tysiąca sztuk, zajmując czwarte miejsce wśród chińskich producentów w Europie. Przed nimi uplasowały się kolejno SAIC (MG) z 21,8 tys., BYD (18,0 tys.) i Chery (16,2 tys.).

Ta współpraca nie jest przypadkowa. Jak donoszą nieoficjalne źródła, Stellantis rozważa wykorzystanie technologii Leapmotor do tworzenia samochodów dla swoich europejskich marek, zwłaszcza dla Opla – mówi się o wprowadzeniu „zeuropeizowanej” wersji modelu B10. Przypomnijmy, że w 2023 roku Stellantis przejął 21 proc. udziałów w Leapmotor, tworząc spółkę joint venture Leapmotor International, w której kontroluje 51 proc. To strategiczne posunięcie, mające na celu szybkie wejście w segment tanich samochodów elektrycznych na rynkach pozachińskich, choć najwyraźniej technologia ta może zostać zaadaptowana w Europie, by skuteczniej konkurować ceną.

Warto też zwrócić uwagę, że rynek, mimo tych zawirowań, wciąż skłania się ku elektryfikacji. W lutym odnotowano wzrost rejestracji samochodów elektrycznych o 16 proc. rok do roku, hybryd typu plug-in o 32 proc., a klasycznych hybryd o 8,4 proc. To jasno pokazuje, w którym kierunku zmierza europejski nabywca, a zdolność Stellantisa do szybkiego reagowania na te zmiany może być kluczem do utrzymania wypracowanej niedawno przewagi.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze