W świecie motoryzacji, gdzie niemal każdy producent wyściguje się w elektryfikacji, Stellantis nagle robi krok w tył – a może raczej krok pragmatyczny? Choć jeszcze niedawno wizja stuprocentowo elektrycznej sprzedaży w Europie do 2030 roku wydawała się dogmatem, gigant zmienia kurs, przywracając do życia cenione przez wielu, choć kontrowersyjne, silniki Diesla. Co dokładnie kryje się za tą zaskakującą decyzją i które modele wracają do łask wysokoprężnej technologii?
Dieselgate i Wielki Powrót: Dlaczego Stellantis Zmienia Zdanie?
Decyzja Stellantisa, by zachować, a nawet miejscami poszerzyć ofertę o napędy wysokoprężne, jest niczym zimny prysznic dla fanów czystej elektromobilności. Jak firma skomentowała swoje stanowisko w odpowiedzi na doniesienia Reutersa? Po prostu: szukają wzrostu i koncentrują się na tym, czego naprawdę chcą klienci. „Zdecydowaliśmy się zachować silniki Diesla w naszej ofercie i w niektórych przypadkach poszerzyć gamę układów napędowych. W Stellantis chcemy generować wzrost, dlatego koncentrujemy się na zapotrzebowaniu klientów” – oznajmiła grupa.
To nie jest jednak wynik nagłego olśnienia ekologicznego. Powodem są twarde liczby i bolesne lekcje z rynku. Przypomnijmy, że Stellantis niedawno musiał ogłosić odpisy na kwotę 22,2 miliarda euro, co świadczy o sporej korekcie ambicji na polu elektromobilności. Popyt na auta elektryczne, ku zaskoczeniu niektórych strategów, okazał się wolniejszy niż zakładano. Koncern potrzebuje modeli, które generują zysk, a te, jakkolwiek niemodne by się wydawały, wciąż nimi są.
Które samochody na nowo dostaną „klekot” pod maską?
Lista modeli, do których Diesel wraca lub zostaje utrzymany, jest imponująca i stanowi wyraźny sygnał dla rynku. To nie są już tylko topowe SUV-y czy samochody dostawcze. Wśród odświeżonych lub przywróconych wersji znajdziemy samochody, które do tej pory były niemalże synonimem przejścia na czystsze napędy.
Diesel zagości ponownie w Oplu Astra, kompaktowym i mainstreamowym modelu, co zapowiada powrót popularności tej jednostki w segmentach C. Co więcej, w rodzinie pojazdów użytkowych i rekreacyjnych, silniki wysokoprężne trafią do Opla Combo, siedmiomiejscowego Peugeota Riftera oraz Citroena Berlingo. Nawet w segmencie premium, DS 4 wraca z dieslem, a produkcja DS 7 jest kontynuowana. Luksusowe i sportowe segmenty Alfy Romeo również nie zostaną oszczędzone – modele Tonale, Stelvio i Giulia pozostaną dostępne z wysokoprężnymi sercami, co Stellantis tłumaczy „utrzymującym się popytem ze strony klientów”.
Dlaczego kierowcy wciąż wolą turbodiesel? Waluta, zasięg i Chińska Sfera Wpływu
Powrót Diesla jest w dużej mierze podyktowany ekonomicznymi realiami 2025 roku. Dlaczego koncern sięga po tę technologię, choć jeszcze niedawno wydawała się być na cenzurowanym?
Po pierwsze, cena. Diesle są z zasady tańsze w zakupie niż ich elektryczne odpowiedniki, co jest niebagatelne dla klientów, których po prostu nie stać na wyższą cenę zakupu EV. W czasach, gdy inflacja i ogólne koszty życia rosną, oszczędność przy kasie dealerskiej ma kapitalne znaczenie.
Po drugie, pragmatyka dalekobieżna. Pomimo postępów w infrastrukturze ładowania, silniki Diesla wciąż oferują niezrównany zasięg na jednym tankowaniu oraz gwarantują szybkie uzupełnienie energii (paliwa) w każdej, nawet najmniejszej stacji. To cechy, które dla milionów europejskich kierowców – zwłaszcza w segmencie flotowym i dla osób często podróżujących na długie dystanse – pozostają kluczowe. A dynamika połączona ze stosunkowo niskim spalaniem w trasie? To klasa sama w sobie.
Jest też jeszcze jeden, strategiczny element: konkurencja z Azji. Chociaż chińscy producenci zalewają Europę swoimi elektrycznymi i hybrydowymi plug-in modelami, segment Diesla pozostaje na razie ich słabiej eksploatowaną niszą. Utrzymując mocną pozycję w tradycyjnych silnikach, Stellantis zyskuje pole do manewru w obronie udziału w rynku przed agresywnymi graczami walczącymi głównie na polu zeroemisyjnym.
Dramatyczny spadek popularności Diesla: Jak daleko upadł ten segment?
Aby docenić skalę powrotu, trzeba pamiętać, z jakiego dna historyczna tendencja się odbija. Jeszcze w 2015 roku Diesle stanowiły absolutną większość – ponad połowę sprzedaży nowych aut w Europie. Potem uderzył Dieselgate, który zdziesiątkował zaufanie i przyspieszył regulacje.
Według danych europejskiego stowarzyszenia ACEA, w 2025 roku udział aut z silnikiem Diesla w sprzedaży nowych samochodów skurczył się do zaledwie 7,7 procent. Dla porównania, auta w pełni elektryczne osiągnęły w tym samym okresie 19,5 procent. Ta przepaść wymusiła na producentach radykalne cięcia.
Dane z Wielkiej Brytanii, na które powołuje się źródło, doskonale obrazują skalę wycofywania: liczba nowych modeli z dieslem spadła ze 167 w 2020 roku do zaledwie 57 w 2025! Dla marek należących do Stellantisa ta zmiana była drastyczna – z 26 dostępnych w 2020 roku, zostało zaledwie cztery w 2025 roku. Przywrócenie Diesla do takich modeli jak Astra jest więc rewolucją w mikro-skali.
Ta zmiana podejścia to szerszy trend, obejmujący cały koncern. W Stanach Zjednoczonych Stellantis przywrócił do życia Jeepa Cherokee z potężnym silnikiem Hemi (V8), a w Europie, obok elektrycznej „Pięćsetki”, pojawiła się wersja hybrydowa. Wygląda na to, że w erze podziałów Stellantisa, pragmatyzm biznesowy wygrywa z ideologicznymi deklaracjami.
