Właśnie jesteśmy świadkami motoryzacyjnego tąpnięcia, które może na nowo zdefiniować przyszłość elektryfikacji w Europie. Stellantis, gigant, który jeszcze niedawno śmiało stawiał na masową produkcję ogniw do samochodów elektrycznych, nagle zmienia kurs o 180 stopni. Czyżby wizja pełnej elektromobilności okazała się dla nich finansowym koszmarem? Koncern zapowiada gigantyczne odpisy, zawiesza kluczowe inwestycje i wycofuje się z lukratywnie wyglądających joint venture. To sygnał ostrzegawczy dla całego rynku.
Ryzyko odpisów: 22 miliardy euro wisi nad Stellantem
Pod koniec zeszłego tygodnia na rynkach finansowych zawrzało wokół Stellantisa, a powodem była szokująca zapowiedź zarządu. Koncern ogłosił konieczność ujęcia w wynikach finansowych za rok 2025 aż 22 miliardów euro odpisów! To kolosalna kwota, która zwiastuje fundamentalną korektę wcześniejszych założeń dotyczących tempa i skali przejścia na elektromobilność. Efekt na giełdzie był natychmiastowy i druzgocący: kurs akcji w Mediolanie runął o 22 procent, a kapitalizacja rynkowa firmy skurczyła się o około 5,2 miliarda euro. Jak donoszą media, „To największy jednorazowy spadek kursu Stellantisa w całej historii koncernu”. Inwestorzy najwyraźniej z niepokojem przyjmują sygnał, że transformacja EV może być znacznie bardziej kapitałochłonna i mniej rentowna, niż zakładano.
Rozstanie z Kanadą: Pożegnanie z bateryjną fantazją
W ślad za ogłoszeniem finansowego tąpnięcia poszły natychmiastowe, konkretne decyzje operacyjne. Stellantis publicznie ogłosił zakończenie współpracy w ramach spółki joint venture z LG Energy Solution w Kanadzie. Mowa tu o projekcie, który w 2022 roku miał być kamieniem milowym – pierwszą dużą fabryką baterii do aut elektrycznych w Windsor, Ontario. Plany zakładały wspólną inwestycję rzędu ponad 3,7 miliarda dolarów. Tym, co budzi największe kontrowersje, jest forma wyjścia z tego przedsięwzięcia. Stellantis, zamiast szukać partnera lub minimalizować straty, sprzedaje swój 49-procentowy pakiet udziałów LG Energy Solution za symboliczne 100 dolarów. To gest, który jednoznacznie komunikuje: ten projekt przestał się opłacać i jest balastem, od którego trzeba się jak najszybciej uwolnić.
Zamrożone gigafabryki: Czy Niemcy i Włochy poczują zimę?
Decyzje o wycofywaniu się z inwestycji dotykają również serca europejskiej strategii Stellantisa w zakresie produkcji akumulatorów. Firma Automotive Cells Company (ACC), w której Stellantis ma udziały kontrolne (wspólnie z Mercedesem i TotalEnergies), poinformowała związki zawodowe o drastycznym wstrzymaniu planów budowy kluczowych gigafabryk. Jak donosi włoski związek zawodowy pracowników przemysłu metalowego UILM, projekty zakładające powstanie zakładów produkcyjnych w Niemczech oraz we Włoszech zostały skutecznie zamrożone. W ACC plany zakładały zbudowanie trzech potężnych zakładów – po jednym we Francji, Niemczech i we Włoszech. Obecnie wszystko wskazuje na to, że jedynym funkcjonującym ośrodkiem pozostanie ten ulokowany we Francji. Według informacji przekazanych partnerom społecznym przez ACC, projekty w Niemczech i we Włoszech są w stanie stagnacji od maja 2024 roku, a bieżąca sytuacja rynkowa sugeruje, że „warunki by do nich wrócić, nie zostaną spełnione”.
Tymczasem francuski zakład ACC, który już od 2023 roku dostarcza baterie dla aut Stellantisa, ma w połowie roku rozpocząć produkcję na skalę przemysłową dla Mercedesa. To sugeruje, że priorytetem stała się maksymalizacja efektywności i wolumenów w już istniejących, sprawdzonych lokalizacjach, kosztem ekspansji na rynki, które okazały się mniej przewidywalne kosztowo lub regulacyjnie. Cała sytuacja zmusza do zastanowienia się, co dokładnie zmieniło się w kalkulacjach koncernu i dlaczego wizja rozwoju mobilności elektrycznej tak gwałtownie straciła swój blask w kluczowych dla Europy lokalizacjach.
