Stellantis wzywa do serwisu Tysiące aut z powodu usterki układu oczyszczania spalin.

Jarek Michalski

Kolejna wpadka w świecie motoryzacji, tym razem padło na giganta Stellantis, który musi się zmierzyć z usterką wpływającą na czystość spalin w dziesiątkach tysięcy pojazdów. Czy to oznacza, że nasze nowoczesne diesle znów są bardziej „brudne” niż deklarowano? Mowa tu o markach Citroen, Opel i Fiat, których właścicieli czeka wizyta w serwisie. Przygotujcie się na aktualizację oprogramowania, zanim ekologiczne normy obrócą się w proch.

Akcja serwisowa: Ponad 73 tysiące aut pod lupą z powodu problemów z ekologią

Sprawa jest poważna, choć, jak uspokajają oficjalne komunikaty, na szczęście nie dotyczy bezpośredniego zagrożenia życia czy zdrowia na drodze. Niemiecki Federalny Urząd Transportu Samochodowego (KBA) uruchomił procedury, po tym jak wykryto potencjalną awarię w kluczowym dla współczesnych diesli systemie – oczyszczania spalin SCR. Stellantis, potentat na rynku, musi teraz wezwać do serwisów ponad 73 000 samochodów osobowych i dostawczych.

W skrócie, problem koncentruje się wokół silników wysokoprężnych, a konkretnie niewydolności systemu SCR, który ma za zadanie redukować szkodliwe tlenki azotu (NOx) do nieszkodliwego azotu i pary wodnej. Ten proces chemiczny, wymagający precyzyjnego dozowania płynu AdBlue, najwyraźniej wymknął się spod kontroli w niektórych egzemplarzach.

Kiedy AdBlue odmawia posłuszeństwa – czyli co się psuje?

Tu wkraczamy w techniczny niuans, który potrafi zjeżyć włosy na głowie każdemu, kto wierzył w czystość nowoczesnych jednostek wysokoprężnych. Okazuje się, że zawinił mechanizm wtryskiwania płynu AdBlue. Jeśli ten mechanizm szwankuje, emisja spalin przestaje być zgodna z restrykcyjnymi normami Euro.

Ale to nie koniec złych wieści. Jak donosi źródło: „Dodatkowo oprogramowanie odpowiedzialne za diagnostykę pompy może nie zarejestrować nadmiernego ciśnienia, przez co kierowca nie otrzyma sygnału ostrzegawczego.” To jest sedno problemu: samochód może emitować za dużo zanieczyszczeń, a my, kierowcy, pozostajemy w błogiej nieświadomości. System diagnostyczny, ten, który miał nas chronić i informować, po prostu milczy. Czy to nie jest ironia losu w erze zaawansowanej informatyki pokładowej?

Taka „cicha” niesprawność oczywiście nie mieści się w ramach regulacji środowiskowych. Dlatego, we współpracy z organami nadzoru, podjęto decyzję o masowym wezwaniu pojazdów. Cel? Aktualizacja oprogramowania sterującego jednostką napędową. Inaczej mówiąc, producent musi „przeprogramować” samochody, by albo lepiej kontrolowały AdBlue, albo by wreszcie poprawnie diagnozowały ewentualne błędy.

Które dostawczaki mają powody do zmartwień?

Największa grupa pojazdów dotkniętych tą operacją serwisową to oczywiście floty użytkowe – te samochody, które pracują na co dzień i często generują największe przebiegi. Koncentrujemy się tu głównie na popularnych modelach dostawczych i vanach.

Absolutnymi rekordzistami tej kampanii są bliźniacze konstrukcje:

  • Citroen Spacetourer i Citroen Jumpy: Ponad 43 tysiące sztuk objętych akcją, wyprodukowanych w okresie od połowy 2022 roku do początku 2024 roku.
  • Opel Vivaro i Opel Zafira: Tu sprawa dotyczy blisko 30 tysięcy egzemplarzy, również z tego samego okresu produkcyjnego.

Oznacza to, że spora część nowej generacji użytkowej gamy Stellantis musi odwiedzić ASO. Dla przedsiębiorców to nieoczekiwany przestój, choć procedura ma być na szczęście szybka. Trzeba przyznać, że te liczby robią wrażenie – ponad 73 000 aut, których ekologiczne kłamstwa wychodzą na jaw.

Na końcu tej listy, ale równie ważny, znajduje się Fiat Ulysse, którego dotyczy mniejsza, ale równie pilna kontrola, obejmująca roczniki 2021-2022.

Co dalej? Czekamy na telefon od dealera

Właściciele, których pojazdy zidentyfikowano jako obarczone wadą fabryczną, powinni spodziewać się oficjalnego powiadomienia – listownego lub e-mailowego – od lokalnego przedstawiciela marki. Nie ma co liczyć na to, że usterka sama się naprawi, a ignorowanie wezwania może skończyć się problemami przy kolejnym przeglądzie emisyjnym.

Procedura naprawcza, czyli wspomniana aktualizacja oprogramowania, jest standardową procedurą w przypadku problemów z systemami kontroli emisji. Ma ona przywrócić należyte funkcjonowanie układu redukcji emisji. Zazwyczaj takie operacje w autoryzowanym serwisie nie trwają długo.

Na szczęście, jak wynika z doniesień, do tej pory nie zarejestrowano poważnych incydentów drogowych bezpośrednio wynikających z tej usterki systemu SCR. To duża ulga. Niemniej jednak, fakt, że tak duża część nowoczesnych silników Diesla wymaga interwencji z powodu niespełniania norm ekologicznych, podważa zaufanie do tych skomplikowanych ekologicznie „cudów techniki”. Aktualizacja jest więc konieczna, by dać producentowi i nam czasowe (a może i permanentne) poczucie zgodności z regulacjami.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze