Sześćdziesiąt procent kierowców wyłącza systemy ADAS z powodu ich irytującego działania.

Jarek Michalski

Czy rewolucja technologiczna w motoryzacji idzie w złym kierunku? Nowe samochody są naszpikowane zaawansowanymi systemami wspomagania kierowcy (ADAS), które mają zapewniać bezpieczeństwo na najwyższym poziomie, ale coraz więcej kierowców ma na to inne zdanie i po prostu je wyłącza. Okazuje się, że najnowsze technologie często bardziej irytują niż pomagają, a producenci zdają się ignorować fundamentalny problem: brak zaufania użytkowników.

Dlaczego kierowcy masowo wyłączają asystentów jazdy?

Sytuacja, gdy samochód ostrzega o „utracie koncentracji” podczas płynnego zjazdu z autostrady, albo, co gorsza, hamuje awaryjnie przed dostawczakiem wyjeżdżającym z drogi podporządkowanej, to już nie fikcja, a codzienna frustracja większości użytkowników nowych aut. To właśnie te momenty, kiedy elektronika rozmija się z rzeczywistością znaną kierowcy, prowadzą do radykalnych decyzji. Dane mówią same za siebie: aż 60 procent kierowców nowych samochodów wyłącza systemy ADAS.

To nie są odosobnione przypadki podyktowane brakiem chęci do nauki. Badanie przeprowadzone przez IAG, giganta ubezpieczeniowego w Australii, objęło dwa tysiące użytkowników świeżych maszyn. Wynik jest alarmujący, biorąc pod uwagę, że w Unii Europejskiej te systemy – automatyczne hamowanie awaryjne, asystent pasa ruchu czy rozpoznawanie znaków – są już obowiązkowe w nowych modelach.

Komfort i zdrowy rozsądek kontra algorytmy

Główny problem leży w fundamentalnej różnicy między tym, jak człowiek ocenia sytuację na drodze, a jak interpretuje ją maszyna. Systemy ADAS działają na bazie zdefiniowanych schematów i algorytmów. Dla nich łagodny łuk drogi, niestandardowe oznakowanie poziome, czy nawet szybki rzut oka w bok, może być interpretowane jako skrajne zagrożenie lub dekoncentracja.

Dla kierowcy to normalna jazda. Dla algorytmu – potencjalne zagrożenie.

Ta rozbieżność w percepcji prowadzi do lawiny fałszywych alarmów, nieuzasadnionych interwencji w układ kierowniczy, czy uporczywych sygnałów dźwiękowych w sytuacjach, które z ludzkiej perspektywy są całkowicie bezpieczne. W efekcie, to co miało niwelować ryzyko, staje się czynnikiem rozpraszającym. Jak wynika z ankiety IAG, 38 procent respondentów stwierdziło, że systemy są rozpraszające, a 34 procent uznało, że potrafią wręcz utrudniać bezpieczną jazdę.

Gdzie umknęła edukacja kierowców?

Wydawałoby się, że skoro producenci montują coraz bardziej skomplikowane narzędzia ingerujące niemal bezpośrednio w prowadzenie pojazdu, to naturalnym krokiem powinny być solidne szkolenia. Tutaj jednak ujawnia się druga, równie poważna wada systemu. Aż 69 procent kierowców nie zostało przeszkolonych z obsługi tych systemów przed rozpoczęciem użytkowania auta.

W praktyce oznacza to, że kierowcy otrzymują zaawansowaną technologię, ale z manualem obsługi w głowie napisanym metodą prób i błędów. W obliczu nieprzewidywalnej reakcji asystenta, automatyzm człowieka jest prosty: dezaktywować źródło irytacji. O ile w przypadku systemu parkowania to drobnostka, o tyle wyłączenie asystenta pasa ruchu, który w naszym modelu działa zbyt nerwowo, może budzić poważne wątpliwości natury bezpieczeństwa.

Międzynarodowa korekta kursu: Kara za zbyt gorliwą asystę

Ten narastający konflikt między maszyną a człowiekiem nie umknął uwadze ciał regulacyjnych i organizacji oceniających bezpieczeństwo. Widać, że w gonitwie za najwyższymi notami w testach bezpieczeństwa i spełnieniem narzuconych norm, wiele firm poszło o krok za daleko.

Australijska organizacja ANCAP to już sygnalizuje – zapowiedziała obniżanie ocen samochodom z nadwrażliwymi systemami wsparcia od 2026 roku. Nowy reżim testów ma skupić się nie tylko na obecności funkcji, ale przede wszystkim na ich jakości interakcji z kierowcą. Nowe testy obejmą bardziej realistyczne scenariusze drogowe, weryfikując, jak precyzyjnie system rozpoznaje znaki i jak subtelnie ingeruje w tor jazdy. System reagujący gwałtownie albo przedwcześnie będzie surowo karany niższą oceną ogólną. Oznacza to, że epatowanie ilością funkcji ADAS musi ustąpić miejsca ich inteligentnemu i kulturalnemu działaniu. W Unii Europejskiej, gdzie pakiet ADAS stał się z automatu obowiązkiem, adaptacja do tej nowej filozofii może potrwać, ale trend jest jasny: technologia ma służyć, nie dominować.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów