Test opon: gdzie lądują najlepsze klocki?

Jarek Michalski

Czy nowoczesna elektronika kompletnie unieważnia stare zasady montażu opon? Szwedzki magazyn motoryzacyjny Vi Bilägare postanowił to sprawdzić, przeprowadzając serię bezkompromisowych testów na różnych nawierzchniach. Stawka jest wysoka: bezpieczeństwo Twoje i Twojej rodziny w trudnych warunkach zimowych. Odkryj, czy tradycyjne mądrości nadal mają zastosowanie, gdy systemy wspomagające kierowcę ciężko pracują.

Jak przeprowadzono ten motoryzacyjny eksperyment?

W dzisiejszych czasach, gdy samochody naszpikowane są elektroniką, która ma nas chronić przed każdym błędem, naturalnym jest zadanie pytania: czy jeszcze liczy się, którą oś założycie lepsze opony? Aby rozwiać wszelkie wątpliwości, szwedzki magazyn motoryzacyjny Vi Bilägare przygotował rygorystyczny sprawdzian. Wykorzystano do tego Volvo XC60 B4 z napędem na cztery koła (AWD) – idealny poligon doświadczalny do testowania przyczepności na ekstremalnych nawierzchniach.

Kluczem do zrozumienia wyników była drastyczna różnica w stanie ogumienia. Na jednej osi zamontowano fabrycznie nowe opony zimowe z kolcami – Nokian Hakkapeliitta 10 SUV, z imponującym bieżnikiem 10 mm i kolcami wystającymi na 1,2 mm. Kontrastem była druga oś, wyposażona w model Nokian Hakkapeliitta 9 SUV z 2019 roku, zaledwie 5,6 mm głębokości bieżnika i ledwo wystającymi 0,4 mm kolcami (tak, w Szwecji opony kolcowane są legalne, w przeciwieństwie do Polski, co dodaje smaczku temu testowi!). Ta dysproporcja miała za zadanie bezlitośnie obnażyć wpływ rozmieszczenia ogumienia na trakcję. Testowano hamowanie, pokonywanie zakrętów i odporność na aquaplaning – czyli kwintesencję zachowań w zmiennych warunkach.

Opony letnie: klasyka mówi jasno – tył musi trzymać!

Zacznijmy od sytuacji najbardziej „standardowej”, choć testowanej na oponach zimowych, ale reguły przejścia aquaplaningu są uniwersalne. Gdy lepsza para opon ląduje na tyle, a przód nagle traci kontakt z nawierzchnią na wodzie, samochód ma tendencję do podsterowności. To sytuacja, którą kierowca jest w stanie skorygować, ponieważ systemy stabilizacji mają „przyczepność roboczą” na przedniej osi, z którą mogą operować.

Co się dzieje, gdy zamienimy konfigurację? Gdy lepsze opony są z przodu, a tył wpada w aquaplaning, mamy gotowy scenariusz na katastrofę. Samochód natychmiast wpada w poślizg nadsterowny. Dlaczego to tak groźne? Ponieważ tylna oś jest już bez żadnej przyczepności, ESP (Elektroniczny Program Stabilizacji) może sobie tylko pokiwać głową, nie mając się o co zaczepić. Jak podsumowują testerzy: „Ryzyko zderzenia bokiem, które jest najbardziej niebezpieczne dla pasażerów, rośnie drastycznie”.

Co ciekawe, przy hamowaniu na suchym i mokrym asfalcie, zużyte opony z płytszym bieżnikiem dziwnym trafem dawały krótszą drogę hamowania. To kontrintuicyjne, ale ma sens: mniejsza głębokość bieżnika oznacza mniejsze odkształcanie się gumy, co teoretycznie przekłada się na lepszy i bardziej bezpośredni kontakt z twardą nawierzchnią.

Śliski parkiet: śnieg i lód – tutaj rządzi elektronika i przód!

Przejdźmy do zimowej batalii. Na śniegu wyniki testu mocno mieszają w głowach fanów starej szkoły. Kiedy nowe, agresywne kolce zamontowano na przedniej osi, samochód zaczął słuchać kierownicy jak posłuszny pies. Można było wejść w zakręt z wyższą energią, a choć tył lekko odjeżdżał, system ESP interweniował błyskawicznie i skutecznie. Jak zauważyli badacze: „Tył wykazywał tendencję do poślizgu, ale system ESP interweniował na tyle wcześnie, że do pełnego poślizgu nie dochodziło”. Co istotne, testerzy nie musieli nawet kontrować kierownicą – elektronika to za nich załatwiła.

Sytuacja odwraca się dramatycznie, gdy nowe opony lądują z tyłu, a przód ma zużyte „gumy”. Zużycie na przodzie oznacza wczesną utratę przyczepności. Auto po prostu odmawia skręcania i jedzie prosto, zmuszając kierowcę do drastycznego spowolnienia. Bezpiecznie? Owszem. Ale nieprzewidywalnie i wolno.

Na lodzie różnica jest jeszcze bardziej spektakularna. Zużyte kolce, mające minimalny prześwit (0,4 mm), były na lodzie praktycznie bezużyteczne. Gdy były z przodu, samochód ignorował polecenia kierownicą, dopóki nie zwolniliśmy do ślimaczej prędkości. Nowe opony z kolcami na przodzie dawały ogromną przewagę w hamowaniu i precyzji sterowania. Co zaskakujące, nawet na lodzie, ESP utrzymał stabilność tylnej osi z zużytymi oponami, pod warunkiem, że prędkości nie spadały poniżej 20 km/h, gdzie system testowego Volvo nieco „odpuszczał”.

Asfalt na zimówkach: sucha nawierzchnia w kontrowersyjnym świetle

Gdy zjechało się na suchy asfalt, testy znów wywróciły tabele. Nowe opony zimowe z tyłu i zużyte z przodu stworzyły coś, co testerzy określają jako „niestabilne zachowanie”. Wysoki bieżnik nowych opon z tyłu powodował opóźnione reakcje, a następnie nagłe wparowanie w poślizg. Co gorsza, system ESP wpadł w popłoch: „System ESP się gubił i interweniował zbyt wcześnie nawet w łagodnych łukach”. Przy manewrze wymijania tył był natychmiast wyrzucany, a elektronika brutalnie hamowała.

Konfiguracja z nowymi oponami z przodu dawała spokojniejsze, choć nieco ospałe prowadzenie, pozbawione nagłych tendencji do utraty kontroli nad tyłem. Podobny scenariusz odnotowano na mokrym asfalcie – niespójność przyczepności między osiami jest receptą na kłopoty. W przypadku aquaplaningu na mokrym asfalcie potwierdziła się zasada letnia: lepsze opony z tyłu to bezpieczniejsza utrata przyczepności przodu, niż niekontrolowana tylna oś. A co do hamowania na suchym i mokrym asfalcie? Znowu, zużyte zimówki hamowały lepiej niż nowe! To dowód, że opony zimowe nie są zaprojektowane do szybkiego wyciskania ostatnich dziesiątych sekundy na suchym asfalcie.

Gdzie w takim razie umieszczać swoje najlepsze ogumienie?

Po tych wszystkich testach, które dowodzą, że nowoczesna elektronika potrafi ratować skórę (szczególnie na lodzie i śniegu), nasuwa się jedno kluczowe pytanie: czy możemy oszczędzać, kupując tylko dwie opony?

Jeśli różnice w zużyciu są minimalne, priorytetem jest rotacja, aby wyrównać zużycie między osiami. Kupowanie tylko dwóch nowych opon to zawsze kompromis, który drastycznie wpływa na charakterystykę prowadzenia.

Jeżeli jednak dysproporcja jest znacząca, zasady zmieniają się w zależności od nawierzchni:

  1. Lato/Mokry asfalt zima: Stara, dobra zasada się potwierdza – lepsze opony muszą iść na tył, aby uniknąć nieopanowanego poślizgu nadsterownego.
  2. Śnieg i Lód zima: Tu sytuacja jest ostra i klarowna. Nowe opony zimowe powinny trafić na oś przednią, pod warunkiem, że Twój samochód ma w 100% sprawny, nowoczesny system ESP. Lepsza przyczepność z przodu i skuteczne hamowanie dają przewagę, którą elektronika jest w stanie opanować na tylnej osi. W warunkach ekstremalnego poślizgu na lodzie, kontrola nad skrętem (przód) jest ważniejsza niż stabilizacja tyłu, który i tak ma minimalną przyczepność.
Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze