Toyota C-HR zyskała nowy, elektryczny wymiar, a rynek motoryzacyjny w Polsce, który od dawna kochał klasycznego C-HR-a, teraz musi zmierzyć się z jego kontrowersyjną, w pełni elektryczną wersją C-HR+. Czy to ewolucja, rewolucja, czy może po prostu próba sił w segmencie, który Toyocie do tej pory umykał? Zanurzmy się w szczegóły tego elektryzującego debiutanta, który ma ambicje zatrząść rynkiem SUV-ów segmentu C.
- Jak wygląda Toyota C-HR+, czyli auto, które udaje bZ4X?
- Rozmiar ma znaczenie, czyli dlaczego to już nie jest kompaktowy krążownik
- Wnętrze Toyoty C-HR+: Cyfrowa rewolucja z fizycznymi akcentami
- Czy w tej elektrycznej „plusie” zmieścimy bagaż?
- Napędy Toyoty C-HR+: Tylko i wyłącznie prąd!
- Jak jeździ Toyota C-HR+, czyli stabilność i niskie spalanie prądu
- Wyposażenie: Luksus czy konieczność w elektrycznej erze?
Jak wygląda Toyota C-HR+, czyli auto, które udaje bZ4X?
Toyota C-HR+ na pierwszy rzut oka to fascynujący stylistyczny kompromis. Choć bez wątpienia korzysta ze sławy i rozpoznawalności uwielbianego przez Polaków „zwykłego” C-HR-a – notabene trzeciego najchętniej kupowanego auta w kraju zaraz za Corollą i Oplą Octavią – to jednak wizualnie odcina się od hybrydowego rodzeństwa. Widać tu wyraźne wpływy najnowszego języka stylistycznego klanu Toyoty, a zwłaszcza elektrycznego bZ4X.
Z przodu różnice są najbardziej widoczne. C-HR+ zrezygnował z charakterystycznej, łączącej reflektory listwy świetlnej, a wzór kratki osłony chłodnicy również musiał ulec modyfikacji na potrzeby elektrycznego rodowodu. Z tyłu auto jest bliższe pierwowzorowi, ale projektanci postawili na czystsze, płaskie powierzchnie, ograniczając liczbę agresywnych przetłoczeń. Zmienił się również zderzak, a sygnatura świateł została zmodyfikowana – to już nie jest C-HR, jaki znamy. Tu mamy coś nowego, świeżego, aspirującego do miana awangardy.
Rozmiar ma znaczenie, czyli dlaczego to już nie jest kompaktowy krążownik
Kluczowe w dylemacie „C-HR czy C-HR+?” są gabaryty. Toyota deklaruje, że „plus” oznacza „dodatkową wszechstronność”, a to przekłada się prosto na metry sześcienne. C-HR+ to zauważalnie większy crossover. Jego długość to 4,53 metra, co czyni go prawie 17 cm dłuższym od standardowego C-HR. Ale prawdziwa zmiana to rozstaw osi: 2,75 metra, czyli o całe 11 cm więcej! W świecie crossoverów to przepaść, która przekłada się bezpośrednio na komfort podróżowania.
Wnętrze Toyoty C-HR+: Cyfrowa rewolucja z fizycznymi akcentami
W kabinie również zaszły fundamentalne zmiany, które utwierdzają nas w przekonaniu, że mamy do czynienia z modelem opartym na dedykowanej platformie e-TNGA. Kokpit silnie nawiązuje do zmodernizowanego bZ4X. Za kierownicą kierowcę wita niezabudowany, 7-calowy ekran wskaźników. Jest on umieszczony stosunkowo wysoko. Jak zauważono: „Wysokie położenie 7-calowego zestawu wskaźników sprawia, że wyświetlacz head-up w tym aucie właściwie nie jest potrzebny.” Co ciekawe, w obecnej ofercie C-HR+ HUD-a faktycznie nie znajdziemy, więc designerska decyzja zyskała praktyczne uzasadnienie.
Centrum dowodzenia to 14-calowy ekran multimediów. Choć system wydaje się przejrzysty i działa sprawnie, Toyota poszła po rozum do głowy w kwestii obsługi klimatyzacji. Na szczęście, fizyczne pokrętła regulacji temperatury zostały sprytnie wkomponowane w dolną krawędź wyświetlacza – to dobrze, bo dotykowe ekrany do klimy to często przepis na frustrację w trasie. Mamy też złącze do ładowania indukcyjnego i dwupoziomową konsolę środkową. Choć na półce mamy mnóstwo miejsca, schowka przed pasażerem nie znajdziemy – to miejsce zostało poświęcone na maty promiennikowe zapewniające ogrzewanie w okolicach kolan. Ekologiczna troska o przyszłość kosztem tradycyjnego schowka – oto dylemat ery EV.
Co z pasażerami z tyłu? Tutaj wyższa platforma i większy rozstaw osi odgrywają kluczową rolę. Osoba o wzroście 1,80 m nie powinna narzekać na nogi czy głowę. Miejsca jest pod dostatkiem. Minimalnym minusem jest lekko podniesiony tunel środkowy, ale to drobiazg w kontekście ogólnej przestronności.
Czy w tej elektrycznej „plusie” zmieścimy bagaż?
Większe gabaryty crossovera musiały w końcu przełożyć się na litraż przestrzeni bagażowej, co stanowiło bolączkę pierwszego C-HR-a. O ile standardowy model mieścił skromne 388 litrów, o tyle C-HR+ oferuje solidne 416 litrów pojemności. Chwilę zadumy może wywołać opcjonalny system audio, który kurczy tę przestrzeń do 408 litrów. Tak czy inaczej, to już poziom akceptowalny nawet dla rodziny, a nie tylko dla singla.
Napędy Toyoty C-HR+: Tylko i wyłącznie prąd!
I tu dochodzimy do sedna rewolucji. Oznaczenie „+” oznacza brak kompromisów – Toyota C-HR+ jest zasilany wyłącznie energią elektryczną i jest to konstrukcja bazująca na solidnej platformie e-TNGA. To definitywny skok w nowoczesność. Dostępne są trzy warianty, stawiające na równowagę między osiągami a zasięgiem:
- 167 KM, napęd na przód, akumulator 54 kWh netto, zasięg do 458 km, sprint do setki w 8,4 sekundy (V-max 140 km/h). To wariant bazowy, zorientowany na ekonomię miejską.
- 224 KM, napęd na przód, akumulator 72 kWh netto, oferujący imponujący zasięg do 607 km (na felgach 18-calowych) lub 560 km (na 20-calowych), czas 0-100 km/h to 7,3 sekundy (V-max 160 km/h). To złoty środek dla większości kierowców.
- A dla tych, którzy lubią poczuć inżynierię: 343 KM, napęd na cztery koła, akumulator 72 kWh, zasięg do 507 km, a przyspieszenie 0-100 km/h to fenomenalne 5,2 sekundy (V-max 180 km/h). Prawdziwy „elektryczny hot-hatch w przebraniu SUV-a”.
Każda wersja wspiera ładowanie prądem stałym (DC) z mocą 150 kW. Co więcej, pokładowa nawigacja jest inteligentna – potrafi sama zaplanować trasę ładowania, uwzględniając profil zużycia energii, co minimalizuje stres związany z dalekimi podróżami.
Jak jeździ Toyota C-HR+, czyli stabilność i niskie spalanie prądu
Podczas pierwszych jazd testowych, zarówno w mocniejszym, jak i w „środkowym” wariancie napędowym, najbardziej uderza kultura pracy zawieszenia. Toyota C-HR+ fenomenalnie radzi sobie z nierównościami, łykając garby i ubytki w polskim asfalcie z gracją. Wyciszenie jest też na wyższym poziomie, niż można by oczekiwać od wcześniejszych konstrukcji marki. Choć przy autostradowych prędkościach szum powietrza jest słyszalny, nie jest on irytujący.
Obecność akumulatora w podłodze wymusza pewną sztywność nadwozia, ale przynosi gigantyczną korzyść: obniżenie środka ciężkości. Jak podkreśla producent, jest on o 6,5 cm niżej niż w konwencjonalnym C-HR. To czuć w zakrętach, gdzie sztywność pozwala na pewniejsze pokonywanie łuków. Napęd na cztery koła dodatkowo stabilizuje trakcję, przewidując tor jazdy.
Co równie istotne dla użytkowników EV, zużycie energii jest obiecujące. Wariant FWD na drogach poza miastami notował zużycie rzędu 12,2 kWh/100 km, a w gorszych warunkach (ograniczenia prędkości) spadało do 11,1 kWh/100 km. Wersja AWD była bardziej spragniona, zużywając około 14,4 kWh/100 km. A to wszystko przy jeździe „na luzie”, zgodnie z przepisami.
Wyposażenie: Luksus czy konieczność w elektrycznej erze?
C-HR+ jest dostępny w dwóch wersjach wyposażenia: Style i Executive. W bazowej wersji Style dostajemy już mocny pakiet komfortu i technologii: podgrzewana kierownica, dwustrefowa automatyczna klimatyzacja, dwie ładowarki indukcyjne, 18-calowe felgi, podgrzewane przednie fotele, pełne oświetlenie LED, 14-calowy ekran multimediów (z Android Auto i Apple CarPlay) oraz kluczowe dla elektromobilności – pompę ciepła. Co więcej, standardem są czujniki parkowania i kamera cofania.
Wersja Executive dorzuca już smaczki godne wyższej półki:
- Elektrycznie podgrzewana przednia szyba – absolutny must-have w polską zimę, nie rozumiemy dlaczego nie ma tego w Style.
- 20-calowe felgi aluminiowe zamiast 18-calowych.
- Elektryczna regulacja fotela kierowcy.
- Luksusowy system kamer 360 stopni – niezbędny przy parkowaniu tak dużego SUV-a.
Obecnie trwa przedsprzedaż, a ceny katalogowe startują od 165 900 zł. Jednak dzięki promocji, „plus” można mieć już za 155 900 zł. Toyota sprytnie oferuje również wydłużoną gwarancję na akumulator – do 10 lat lub 1 mln km, pod warunkiem corocznej kontroli stanu baterii w autoryzowanym serwisie. Taka opcja daje poczucie bezpieczeństwa w nowej technologii.
Toyota wchodzi w segment elektrycznych SUV-ów segmentu C, gdzie do tej pory nie miała silnej pozycji. C-HR+, dzięki przestronności, lepszemu bagażnikowi, świetnym właściwościom jezdnym i odwołaniu do znanej marki, ma potencjał, by zdetronizować konkurentów pokroju Skody Elroq. To auto, które – choć droższe od spalinowego brata – oferuje pełnię nowoczesnej, elektrycznej mobilności.
